Piłkarski Big Brother w Polsce? „To najbardziej demokratyczny klub świata”

Tysiące godzin rozegranych w Football Managera, setki w FIFĘ, dziesiątki w TopEleven. I jedna myśl: udało się wygrać puchar czy mistrzostwo, ale co dalej? Wyłączasz komputer, konsolę, telefon i nic się nie zmienia. Twoje strategie, decyzje i sukcesy zostają w wirtualnym świecie. „Dobrze byłoby zagrać w coś takiego na żywo”, pomyśleli pewnie niejednokrotnie gracze w różnych zakątkach globu. Na taki sam pomysł wpadł Robert Nadrau, który na dodatek wcielił go w życie.

Urodzony pod Tczewem biznesmen w wieku 16 lat wyjechał do Niemiec, gdzie do dziś robi interesy. To właśnie tam postawała pierwszy na świecie klub, który w domyśle zarządzany miał być głównie przez kibiców. Inter Dragon w miejscowości Szlezwig funkcjonuje do dziś, ale inwestor mieszkający obecnie w Poznaniu postanowił skupić wszystkie siły na polskim projekcie. Półtora roku temu w rozgrywkach B-Klasy przy Wielkopolskim Związku Piłki Nożnej zarejestrowana została IKP Olimpia Poznań.

Klub inny niż wszystkie

Jest multum ludzi grających w Football Managera czy TopEleven. W dzisiejszych czasach chyba każdy ma smartfona, a na pewno trudno byłoby mi wymienić osoby z mojego otoczenia, które tego urządzenia nie posiadają. Liczba pobrań z Google Play czy AppStore aplikacji tego typu to około 200 milionów osób. Potężna liczba. Jaki jest z nimi problem? Załóżmy, że gram w tę grę z sukcesami, zdobyłem mistrzostwo z Lechem Poznań. Wyłączam jednak telefon czy komputer i… nic się w moim życiu nie zmieniało. Lech nadal jest trzeci w tabeli. U nas decyzje graczy będą miały realny wpływ na rzeczywistość – mówi Maciej Sadłowski, przedstawiciel poznańskiego klubu. Dodajmy: klubu niebanalnego, nowoczesnego i innego niż pozostałe.

Jakie decyzje podejmować będą kibice? Począwszy od wyboru ustawienia, poprzez wyjściową jedenastkę, a kończąc na decydującym głosie w sprawie transferów. Niemożliwe? Porozmawialiśmy dłużej z Maciejem Sadłowskim, do której to rozmowy podchodziliśmy z dystansem. Z podejściem: „internet swoje, a życie piłkarskie swoje”. Musimy jednak przyznać, że człowiek odpowiadający za działalność marketingowo-promocyjną klubu trochę nas przekonał, a na pewno mocno zaintrygował.

* * *

Bartłomiej Stańdo: Wystartowaliście rok temu, ale dopiero ta runda ma zwrócić na was uwagę całego świata. Dlaczego?

Maciej Sadłowski: Przez ostatnie półtora roku rozgrywaliśmy mecze tak, jak każda normalna drużyna w B-Klasie. Mieliśmy trenera, który o wszystkim decydował, a także dobre wyniki. Na 26 spotkań wygraliśmy 25 razy i odnotowaliśmy jeden remis. Ligę wygraliśmy w cuglach i awansowaliśmy do A-Klasy, w której po jesieni także zajmujemy miejsce premiowane awansem, z kilkunastoma punktami przewagi nad resztą. Od początku jednak mieliśmy innowacyjny pomysł na siebie. Wiedzieliśmy, że powstaliśmy po to, by o losach drużyny decydowali kibice. Przez półtora roku nasi informatycy pracowali nad aplikacją mobilną, która jest już dostępna w Google Play (TUTAJ) oraz AppStore (TUTAJ).

Jaka jest pewność, że od wiosny wszystko pójdzie zgodnie z planem?

– Już w zimowych sparingach o składzie decydowali testerzy. To grupa kilkudziesięciu osób, które brały czynny udział w życiu drużyny, między innymi wybierając skład na mecze, co pozwoliło nam wychwycić ewentualne błędy.

Jak to ma działać?

– Zimą betatesterzy, a wiosną już wszyscy kibice, od poniedziałku wybierają taktykę na najbliższy mecz. Trener podaje trzy formacje, które jego zdaniem będą najbardziej odpowiednie. Spośród nich gracze wybiorą większością głosów tą, którą uznali za najlepszą. Od północy w środę do 23:59 w piątek wybierany jest natomiast skład na mecz.
Olimpia Poznań w cuglach wygrała B-Klasę w pierwszym sezonie swojego istnienia.

Nie boicie się sytuacji, w której – dla żartu – gracze wystawią w ataku bramkarza, a na między słupkami stanie prawy obrońca?

– Nie, bowiem każdy zawodnik ma przypisaną konkretną pozycję. Po kliknięciu na pozycję bramkarza, wyświetlają się do wyboru trzy opcje i są to trzej bramkarze. Podobnie jest z innymi pozycjami. Uprzedzając pytanie o inne ewentualne złośliwości – w każdym zwykłym klubie są piłkarze doświadczeni, juniorzy i tacy, którzy nadają się do tarcia chrzanu. Gdyby była możliwość decydowania o składzie Legii Warszawa, kibice Lecha, Wisły, Widzewa czy Górnika masowo wybieraliby pewnie tych najgorszych. U nas nie da się „zrobić na złość”, bo od początku głównym założeniem jest wyrównana kadra. I to nie jest slogan, mocno wytarty przez polskich trenerów, a prewencyjne działanie właśnie przed niepoważnym zachowaniem niewielkiej nawet części użytkowników. Czy wystąpi Kowalski, czy też Nowak – poziom piłkarski pozostanie mniej więcej ten sam.

Jaka jest rola trenera Dariusza Gajowieckiego w klubie? Wygląda na mocno zmarginalizowaną.

– Od początku trener wiedział, jaki będzie jego zakres obowiązków, który swoją drogą na pewno nie polega na byciu paprotką. Prowadził z dużym sukcesem klub przez półtora roku i wszyscy mamy do niego zaufanie, co widać po wyborze składu w sparingach. Dodać trzeba, że każdy gracz widzi w aplikacji jedenastkę, którą oddelegowałby do najbliższego meczu trener. Do tej pory 90% osób głosowało zgodnie z jego sugestiami, więc zdanie naszego szkoleniowca jest nie bez znaczenia. Jego główną rolą jest jednak odpowiednie przygotowanie motoryczne do sezonu.
Trener Olimpii Poznań odpowiada głównie za przygotowanie drużyny do sezonu.

Na pewno zdjęta jest z niego spora odpowiedzialność za wynik.

– Ostatnio mówił, że jest zadowolony, bo piłkarze nie będą mieli do niego pretensji o to, że nie grają. To pozwoli uniknąć kwasów w drużynie, które są w normalnych warunkach nieuniknione. Teraz może się skupić tylko i wyłącznie na tym, by pracować z drużyną pod kątem kondycyjno-szybkościowym, a także – od środy oczywiście, kiedy będzie znane ustawienie na mecz – także taktycznym. W przyszłości stworzony będzie także specjalny komunikator do kontaktu z trenerem. Kontrolowany, żeby to nie była wylęgarnia wulgaryzmów skierowanych pod jego adresem. Ale kontakt między graczami i trenerem jest potrzebny.

Jak będziecie rozliczać trenera z wykonywania swoich obowiązków? O ewentualnym zwolnieniu w przypadku niepowodzeń też będą decydować kibice?

– Myśleliśmy o tym, by jego przyszłości także nie powierzyć kibicom. Ale to jest na tyle poważna funkcja, że tego typu decyzje zostawimy w kwestii zarządu. Aczkolwiek jeśli mielibyśmy zatrudniać nowego, na pewno dogadalibyśmy się z trzema kandydatami i powierzyli ostateczną decyzję użytkownikom aplikacji. Na ten moment takiej potrzeby oczywiście nie ma żadnej.

Jak wygląda prowadzenie meczu na żywo, czyli na przykład kwestia zmian?

– O zmianach decyduje szkoleniowiec, ale też nie do końca. To znaczy może zdjąć jakiegokolwiek zawodnika, ale w jego miejsce wpuścić w drugiej połowie tylko takiego, który a) gra na tej samej pozycji; b) zdobył drugie miejsce w głosowaniu kibiców.

Ściągnąłem waszą aplikację i rzeczą, która rzuciła mi się w oczy, są wirtualne pieniądze.

– Mamy dwie „waluty”, czyli denary i tokeny. Oddanie głosu na skład kosztuje jeden token. Natomiast dodatkowe tokeny – w przypadku, gdy kibic chciałby, żeby jego głos np. liczył się podwójnie – może zakupić poprzez naszą wirtualną walutę, czyli denary. Gdzie się je zbiera? Chociażby w grach wewnątrz aplikacji, jak na przykład żonglowanie piłką. Chcemy kibiców zaangażować w aplikacji, zająć ich w dniach kiedy meczów nie ma, a także dać możliwość kolekcjonowania denarów i wymieniania ich na tokeny. Dla osób leniwych, które też chciałyby mieć większy wpływ niż pojedynczy głos, też coś mamy. Tokeny można też sobie bowiem kupić. To jedna z mikropłatności w aplikacji, z której zysk będzie przekazywany na rozwój klubu i drużyny. Te środki nie będą przepijane, tylko inwestowane. Przychód, który uzyskujemy, dzielimy na pół. Połowa na inwestycje, połowa na ludzi, którzy tu pracują. To na tyle poważny projekt, że nie chcemy robić fuszerki i zatrudniać pół-amatorów za pół-darmo.
Skład kibice wybierają w dedykowanej aplikacji.

Utrzymanie drużyny, sztabu szkoleniowego, pracowników klubu, a także stworzenie aplikacji mobilnej i jej nadzorowanie to są potężne koszty. Kto je finansuje?

– Głownie Robert Nadrau, pomysłodawca i główny inwestor. Mamy też innych sponsorów, ale koszty utrzymania klubu, drużyny czy projektów informatycznych to potężna suma. Nasz budżet to poziom trzeciej/czwartej ligi. Jeśli zsumowalibyśmy koszty opłat w związku, sprzętu piłkarskiego, sprzętu informatycznego, sztabu szkoleniowego, piłkarzy, marketingowców, informatyków – wyszłaby pokaźna suma. Na poziomie trzeciej i drugiej trudno znaleźć tak dobrze zorganizowany klub, a na pewno nie ma drugiego takiego w A-Klasie.

Ile osób jest zamieszanych w pracę dla klubu?

– To grupa kilkunastu osób na pełen etat. Pracujemy po osiem godzin, to nasze główne zajęcie. Żadna praca dorywcza, wszystkie ręce na pokładzie. Zawodnicy też zarabiają – można powiedzieć, że na poziomie czwartej ligi. Pamiętajmy, że zwykle w B-Klasie i A-Klasie raczej się nie płaci. My natomiast założyliśmy, że chcemy tworzyć klub profesjonalnie i piłkarze pieniądze pobierają. Oczywiście nie takie, by rzucić pracę, którą oprócz gry w piłkę każdy z nich wykonuje, bo na takie wysokie zarobki jeszcze nas nie stać. Ale za rok, może dwa lata mamy plan skompletować już kadrę, która będzie zajmowała się tylko i wyłącznie futbolem.

Dodajmy też, że wasz każdy mecz jest transmitowany w internecie.

– To podstawa do tego, by kibice mogli rzetelnie ocenić formę zawodników. Każdy mecz od B-Klasy był transmitowany w internecie. Try kamery, powtórki, dwóch komentatorów – wszystko profesjonalnie. Kibice mają więc doskonałą możliwość do śledzenia losów drużyny. Dodajmy, że niebawem transmitowane będą nawet treningi! Więc jeśli ktoś się zdecyduje grać w tego „Football Managera na żywo” – będzie mógł robić to na całość.

Wszyscy gracie bądź graliście w piłkę nożną, więc wiecie doskonale, co to znaczy zapach szatni i że wiele czynników decydujących o losach klubu niekoniecznie jest związanych z meczami czy treningami. Co wtedy?

– To ma być piłkarski Big Brother. Zawodnik będzie opuszczał treningi, przyjdzie pijany mecz – będziemy o tym informować otwarcie. Kibice będą decydować, czy jeśli ktoś przyjdzie spóźniony 15 minut na trening, ale na przykład będzie gwarancją dwóch bramek w meczu – to do nich będzie należała decyzja, czy wybierają absolutny profesjonalizm, czy zrobią wyjątek i postawią na bardziej praktyczne podejście. Stawiamy na transparentność.

Big Brother, czyli także ryzyko, że popularność będzie brała górę nad formą piłkarską przy ustalaniu składu.

– Na początku na pewno trochę tak, ale to samonakręcaja się maszyna. Zawodnicy będą namawiali znajomych do głosowania, by mieć większe szanse na występ w meczu. Liczymy na efekt śnieżnej kuli, czyli znajomy do znajomego, ten do innego znajomego… W połączeniu z odpowiednią promocją i jakością aplikacji chcemy, by tych użytkowników/menedżerów było kilka milionów. Taki jest cel. Naszym celem jest też Ekstraklasa i nie boimy się tych słów. Jeśli aplikacja i zainteresowanie będzie owocowało w postaci zysków – nie będziemy się bali ściągać znanych piłkarzy, których wybierać również będą kibice. Ale to perspektywa kilku kolejnych lat.

Kiedyś był taki klub, jak Olimpia Poznań. Kilka lat nawet pograł w Ekstraklasie.

– Dokładnie tak, to był jeden z najbardziej utytułowanych klubów w Wielkopolsce. Występował na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w Polsce, ale problemy organizacyjno-finansowe sprawiły, że w latach 90. zniknął z piłkarskiej mapy naszego kraju. Nastąpiła fuzja z Lechią Gdańsk. Chcieliśmy nieco nawiązać do tej tradycji, choć oficjalnie nie mamy nic wspólnego z tą starą Olimpią. Herb jest inny od tego dawnego, za to barwami trochę do niej nawiązujemy. Niebieskie koszulki, białe spodenki, czerwone getry – tak wyglądały stroje nieistniejącego już dziś klubu, z którym łączy nas nazwa.

Mówicie o Ekstraklasie, choć Poznań pod względem piłkarskim wygląda na rynek nasycony. Jest Lech, jest Warta…

– Swoją siedzibę mamy w Poznaniu i tutaj gramy, ale otwieramy się na cały świat. Aplikacja działa w trzech językach: polskim, angielskim i niemieckim. Trudno mówić o bazie kibicowskiej w naszym wypadku, bo jesteśmy świeżym klubem. Wielu z nas kibicuje Warcie czy Lechowi, więc nie planujemy żadnej niezdrowej rywalizacji. Podchodzimy do tego pokojowo. Żadnej kosy nie chcemy. Nie walczymy o żaden teren, bo naszym terenem jest cały świat. Naszymi kibicami – gracze, którzy wybierają skład w aplikacji. Liczymy na to, że grać będziemy na kilkutysięcznym stadionie na poznańskim Golęcinie. Jesteśmy w stałym kontakcie z włodarzami miasta, ale to na ten moment strefa planów.

Na koniec – czysto ideologicznie. „Codziennie przez Most Londyński przechodzi dwanaście tysięcy ludzi. Większość z nich to głupcy” – trafnie zaobserwował niegdyś Oscar Wilde. Janusz Korwin-Mikke lubi natomiast powtarzać, że złego władcę można wymienić na dobrego władcę, a z ludem – gdy ten się myli – ta sztuka jest niemożliwa. Co, gdy decyzje większości kibiców nie będą skutkowały sukcesami? Kiedy nie idzie, trenera można zwolnić. Kibiców się nie da.

– Pamiętajmy, że piłka nożna to zabawa. Gdybyśmy tylko wygrywali – nie byłoby zabawy. Będą kryzysy, spowodowane pewnie także nie zawsze odpowiednimi głosami kibiców. To nieuniknione. Cały fun polega na tym, by tymi samymi głosami można było z tych kryzysów wyjść. Natomiast nie chciałbym, żeby czytelnicy pomyśleli, że jesteśmy sztucznym tworem. Jesteśmy prawdziwym klubem, właśnie teraz otwieramy szkółkę piłkarską dla dzieci – na dobry początek z dwoma grupami młodzieżowymi, ale celujemy w zdecydowanie większą liczbę.