Piłka ręczna: To był piękny rok dla Vive!

Dziś ostatni dzień roku, więc siłą rzeczy każdy z nas przypomina sobie momenty w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy, które szczególnie zapadły nam w pamięci. Pisaliśmy jakiś czas temu o ozłoconej Anicie Włodarczyk, było o igrzyskach olimpijskich i Euro piłkarzy. Nie było o tych, którzy sprawili jedną z największych sensacji w polskim sporcie. O zwycięzcach Ligi Mistrzów szczypiornistów, czyli zawodnikach Vive Tauronu Kielce.

Szczypiorniści Vive Tauronu Kielce zaszokowali cały świat wygrywając Ligę Mistrzów piłkarzy ręcznych. Sam finał miał przebieg, którego nie napisałby żaden reżyser na świecie. Zwroty akcji, pełna dramaturgia, dogrywka, rzuty karne i happy-end na koniec.

Już finał z udziałem kielczan to już jeden z największych sukcesów w historii polskiego szczypiorniaka. Warto jednak przypomnieć, że na 14 meczów w fazie grupowej podopieczni Tałanta Dujszebajewa wygrali “tylko” 9. Przegrywali już na początku turnieju z Wardarem Skopje i Pick Sekedyn, dzielili się również punktami z IFK Kristianstad, które przegrało aż dziesięciokrotnie.

1/6 finału Bielecki z kolegami przeszli w mgnieniu oka. Bez trudu rozprawili się z mistrzem Białorusi z Brześcia i pewnie zameldowali się w najlepszej ósemce Europy. Tam czekał na nich niemiecki SG Flensburg-Handewitt, z którym Vive w pierwszym meczu zremisowało, by w rewanżu wygrać rzutem na taśmę jedną bramką. W półfinale kielczanie pokonali drużynę z Paryża i czekali na zwycięzce pary Veszprem-Kolonia. Ściany tym razem nie pomogły gospodarzom i to mistrzowie Węgier powalczyli w niedzielę o europejski piedestał z ekipą Vive.

vive-final-final-four-laczy-nas-pasja

Początek spotkania? Od pierwszej akcji meczu trzeba było gonić Madziarzy. Po 10 minutach 2:4, by chwilę później Węgrzy odskoczyli na cztery bramki i w pełni kontrolowali spotkanie. Obraz gdy nie zmienił się aż do zmiany strony, gdyż na przerwę kielczanie schodzili z wynikiem 13:17.

Mimo że wszyscy polscy kibice spodziewali się, że wzorem drużyny narodowej Vive zacznie odrabiać starty i sukcesywnie zmniejszać dystans dzielący ich do Veszprem, było zupełnie odwrotnie. W 44 minucie meczu tablica wyników pokazywała 17:26 i chyba tylko najwierniejsi fani nie zwątpili w to, że losy tej rywalizacji kielczanie są jeszcze w stanie odrobić. Potem Bielecki, Jurecki i Lijewski wzięli sprawy w swoje ręce i rzucili się desperacko do odrabiania start.

Na 10 sekund przed końcem wciąż prowadziły Veszprem, choć już tylko jedną bramką. Piłkę w grze miało Vive, które zgodnie z założeniami miało grać na Krzysztofa Lijewskiego. Ten po raz kolejny w tym spotkaniu nie zawiódł i piekielnym rzutem zdjął pajęczynę w okienku bramki Węgrów. Remis, dogrywka. Mecz zaczyna się od początku.

Dogrywka to gra punkt za punkt i tym razem to szczypiorniści Veszprem wyrównali na kilka sekund przed końcem. Rzuty karne.

Tałant Dujszebajew postanowił dać szansę bronienia rzutów karnych obu swoim bramkarzom i ten manewr okazał się być kluczowy dla losów finału. Strzał Marguca obronił Marin Sego, dwie kolejki później uderzenie Terzica instynktownie kolanem odbił Szmal. Bohaterem Polaków został Aginalagalde, który wykonał decydującą próbę i po jego trafieniu Vive mogło świętować tytuł najlepszej drużyny w kraju.

Potem była radość, łzy wzruszenia i ceremonia medalowa, podczas której szczypiorniści Vive odebrali złote krążki. Gdybyśmy mieli teraz, już na chłodno wskazać największy sukces sportów drużynowych w 2016 roku, to z pewnością byłby to właśnie triumf kielczan w Lidze Mistrzów.

Komentarze