Piłka ręczna: Polacy w końcu zwyciężają!

Pisaliśmy wczoraj, że Polacy powinni w spotkaniu z Japonią odnieść pierwsze zwycięstwo na mistrzostwach świata. Że nawet rewolucja i zmiana pokoleniowa, którą obserwujemy obecnie w naszej drużynie narodowej nie powinna przeszkodzić w zdobyciu kompletów punktów z ekipą z Kraju Kwitnącej Wiśni. Polacy ostatecznie pokonali Japonię, jednak dosyć nieoczekiwanie spotkanie było bardzo wyrównane i trzymało w napięciu aż do ostatnich sekund.

Przyzwyczailiśmy się do horrorów, które w ostatnich latach serwowali nam polscy szczypiorniści, choć bez chwili zastanowienia w ciemno kupowaliśmy przed tegorocznym mundialem bilet na przejażdżkę rollercoasterem. Nikt jednak nie spodziewał się, że najbardziej emocjonujące jak do tej pory spotkanie podczas francuskiego mundialu Polacy rozegrają przeciwko drużynie Japonii, z którą wedle założeń mieli wygrać bez najmniejszych problemów.

Początek spotkania z Azjatami wyglądał bardzo podobnie do tego, co obserwowaliśmy kilkadziesiąt godzin wcześniej w konfrontacji z Rosją. Rywale dobrze zaczęli, a Polacy razili nieskutecznością. Między słupkami po raz kolejny na wysokości zadania stanął bramkarz, którym od początku w tym meczu był Adam Morawski. Polacy wyrównali po pięciu minutach. Podopieczni Tałanta Dujszebajewa dużo grali środkiem, co przynosiło wymierną korzyść w postaci bramek. Japończycy grali jednak ambitnie i z polotem, co poskutkowało tym, że w drugiej części pierwszej partii to oni wyszli na prowadzenie. Polacy byli po raz kolejny bardzo chaotyczni i to nasi rywale na przerwę schodzili prowadząc 11:9.

Polacy rzucili się do ataków już od pierwszej akcji w drugiej części meczu, ale…prawdę mówiąc niewiele z tego wynikało. W ekipie rywali pierwsze skrzypce grał Hiroki Shida, który doskonale regulował tempo każdej akcji Japończyków. U nas w zespole wyróżniał się natomiast Mateusz Jachlewski, który umiejętnie rozgrywał piłkę i stwarzał swoim zagraniami klarowne sytuacje kolegom z zespołu, którzy ze stosunkowo łatwych pozycji zdobywali gole. Polacy dzięki dobrej grze w obronie mieli w tym czasie również dwie kontry, co pomogło Biało-czerwonym wyjść na długo wyczekiwane prowadzenie.

gebalalaczy-nas-pasja

Polacy w pewnym momencie odskoczyli aż na trzy bramki, ale Japończycy pokazali to, z czego słyną najbardziej – z walki, ambicji, oddania i pełnego zaangażowania. Zebranie w hali w Nantes kibice zdawali sobie sprawę, że kwestia zwycięstwa nie została jeszcze rozstrzygnięta. Prowadząc 26:25 nasi szczypiorniści stracili piłkę i przed szansą na wyrównanie stanęli Azjaci. I znowu – Morawski fantastyczną interwencją wybronił decydujące uderzenie, a jego koledzy nie oddali już rywalom piłki i ostatecznie wygrali 26:25.

Poza Morawskim, który zaliczył kilka spektakularnych interwencji oraz Jachlewskim, który rządził i dzielił na rozegraniu, wielkie brawa należą się też Michałowi Daszkowi, Pawłowi Paczkowskiemu i Krzysztofowi Łyżwie. Pierwszy z nich zdobył aż pięć goli, pozostała dwójka nie bała się brać w trudnych momentach odpowiedzialności na swoje barki. Efektem tego są między innymi cztery bramki każdego z nich.

Piotr Chrapkowski w pomeczowym wywiadzie przyznał, że zwycięstwo było Polakom bardzo potrzebne.

“Zwycięstwo z Japonią na pewno było nam potrzebne, by odbudować morale w drużynie. Styl był daleki od tego, jak byśmy sobie życzyli, ale mamy dwa punkty i w tym roku wygraliśmy po raz pierwszy. Mam nadzieję, że będzie ich coraz więcej. W pierwszej połowie było sporo strat, niski wynik i zagraliśmy nieco lepiej w obronie. W drugiej było już twardo, dzięki czemu wypracowaliśmy przewagę, ale Japończycy nas doszli. Całe szczęście zachowaliśmy zimne głowy i udało się zwyciężyć.”

Również z optymizmem w przyszłość po tym spotkaniu spogląda Piotr Paczkowski, który jednak zauważa wiele mankamentów w grze Polaków.

“Nikt nie spodziewał się łatwego spotkania, ale mogliśmy rozegrać je lepiej. Wielokrotnie popełnialiśmy proste błędy, które skutkowały kontratakami rywali. Może wynikało to z nerwowości i było to widać w naszych poczynaniach, szczególnie na początku. Cieszy pierwsze zwycięstwo, bo po poprzednich porażkach nie było łatwo. Czuć wielki kamień, który spada z naszych serc. Mogliśmy zagrać o wiele lepiej, bo nie pokazaliśmy się z dobrej strony, ale wynik to dobry prognostyk na przyszłość.”

Polacy z dwoma punktami na koncie plasują się na piątym miejscu w grupie A. Ostatnim meczem, który Biało-czerwoni rozegrają podczas mistrzostw będzie spotkanie z Francją. Początek tej rywalizacji jutro o godzinie 17:45.

Komentarze