Piłka ręczna: Czeka nas wielki kryzys

Często bywa tak, że rozwój danej dyscypliny sportu w naszym kraju jest oceniany tylko i wyłącznie poprzez wyniki drużyny narodowej albo jeśli chodzi o sporty indywidualne jednego bądź kilku nazwisk.

Dwa dni temu pisaliśmy, że to jest fatalny rok dla polskiego pięściarstwa. Generalnie ta dyscyplina była odbierana w Polsce przez pryzmat Gołoty, Adamka, Włodarczyka, Głowackiego i związanych z tymi nazwiskami sukcesów. Nagle okazało się, że mistrzów z kraju nad Wisłą brak, a potencjalnych następców nie widać.

Podobnie jest w innych konkurencjach. Jedną z nielicznych, której się udało wychować następców, to są skoki narciarskie. Wydawało się, że wraz z odejściem na sportową emeryturę Adama Małysza wszyscy w Polsce zapomną o tej dyscyplinie. Tymczasem stworzony lata wcześniej Narodowy Program Rozwoju Skoków Narciarskich przyniósł swoje efekty.

W ostatniej dekadzie wiele razy zachwycaliśmy się ogromną walecznością i determinacją z jaką największe sukcesy osiągali nasi szczypiorniści. Można się nie interesować klubową piłką ręczną, ale wielu z was z marszu potrafi wymienić takie nazwiska jak: Szmal, Jurecki czy Bielecki.

Po osiągnięciu czwartego miejsca na sierpniowych Igrzyskach w Rio „zwykły” fan kadry nie mógł przypuszczać tego, co dzieje się aktualnie na naszych oczach. W reprezentacji następuje konieczna zmiana pokoleniowa, a w jej skład wchodzą zawodnicy bardzo młodzi i niedoświadczeni oraz „starzy wyjadacze”. Niestety brak między nimi tej chemii, która charakteryzowała tą reprezentację przez ostatnie lata.

pilka-reczna-polska-rio-laczy-nas-pasja

Efekt? Fatalny styl porażek z Serbami i Rumunami w eliminacjach do mistrzostw Europy 2018. Brak woli walki, charakteru, agresji, umierania za drużynę. Trener nerwowo krzyczący na swoich podopiecznych. Wszyscy wyglądają, jak grupka przypadkowych osób.

Tak o ostatnich wydarzeniach w drużynie narodowej mówi szkoleniowiec Tałant Dujszebajew: „Trudno jest się pogodzić z takim obrotem spraw, ale trzeba żyć dalej. Musimy pamiętać, że czekają nas bardzo ciężkie trzy lata. Świat się nie zawalił, chociaż sytuacja w tabeli nie jest dobra.

W takich meczach mogłem przetestować młodszych zawodników, którzy nie są jeszcze ograni na najwyższym światowym poziomie. Widać było, że na przykład Maciej Gębala dopiero uczy się pewnych schematów. Nie załamujemy rąk. Mamy jeszcze cztery wymagające mecze. Chcemy zdobyć osiem punktów. Walczymy do końca”.

Nie wiemy jak Wy, ale nie dostrzegamy w słowach selekcjonera iskry nadziei. Czyżbyśmy musieli się przygotować na kilka chudych lat w szczypiorniaku? Czy ten cały okres niesamowitych wyników reprezentacji poszedł na marne? Nikt nie potrafił w tym czasie wyszkolić odpowiednich następców?

Niestety. Związki Sportowe pełne są niekompetentnych działaczy, dla których najważniejszy jest własny portfel, a rozwój „ukochanej” dyscypliny schodzi na dalszy plan.

Komentarze