Piłka nożna: Zwycięzców się nie sądzi

    Musimy powiedzieć szczerze, że to powiedzenie jest nam po wczorajszym spotkaniu bardzo na rękę. Nie sądźmy Biało-czerwonych za grę, a rozliczajmy po prostu za rezultat, który udało się osiągnąć na gorącym terenie w Podgoricy. W innym wypadku nasz nastrój byłby przeciętny, a powodów do narzekań całkiem sporo.

    Sześć punktów – to jest chyba najlepsza informacja po wczorajszym dniu. Tyle właśnie wynosi przewaga Polaków nad drugą w tabeli reprezentacją Czarnogóry. Nam udało się wygrać na boisku rywala, a w Cluj Rumunia tylko zremisowała z Danią. Mówiąc w skrócie: rywale grali dla nas. Gdybyśmy mieli sobie przed rozpoczęciem obu meczów wyreżyserować scenariusz obu spotkań, to mniej więcej tak by to wyglądało. Autostrada prowadząca na mundial  w Rosji wydaje się szeroka i niezakorkowana. Tego nie można już przegrać.

    Pamiętacie Waldemara Fornalika i jego drużynę, która dwukrotnie remisowała z Czarnogórą i ostatecznie do Brazylii nie pojechała? 13 – to liczba punktów, które Biało-czerwoni zdołali ustukać w tamtych eliminacjach. Patrzymy na nasz dzisiejszy dorobek i widzimy… 13 punktów, czyli tyle samo. Jest jednak mała różnica – w tym wypadku jesteśmy dopiero w połowie zmagań. Więcej jak pewne, że Polacy ten dorobek poprawią.

    Sześć punktów – tle brakuje Polakom, by na mundial awansować. Po wczorajszym spotkaniu triumfalnie u siebie witali nas rosyjskie media, choć wiadomo, że była to tylko oznaka sympatii. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że w pozostałych pięciu meczach mamy na rozkładzie Kazachstan u siebie i Armenię na wyjeździe, to jesteśmy w dobrej myśli. Tego nie da się przegrać. Gdy przypominamy sobie spotkanie w Astanie (2:2) i bolączki z Armenią w Warszawie (2:1), to jesteśmy mimo wszystko trochę bardziej ostrożni. Dopóki awansu nie będziemy pewni, to nie otworzymy szampana.

    “Wiemy, że z każdym kolejnym meczem będzie coraz trudniej, bo będziemy byślami coraz bliżej awansu. Tymczasem jak dotąd tak naprawdę nic jeszcze nie osiągnęliśmy. Dziś wiedzieliśmy, że nie będzie łatwo, ale kluczem do sukcesu okazała się konsekwencja. Jesteśmy reprezentacją, która potrafi grać w piłkę, ale czasem bywa tak, że nie można mieć wszystkiego pod kontrolą przez pełne 90 minut. Utrzymaliśmy jenak na wodzy emocje, zachowaliśmy spokój i ostatecznie zwyciężyliśmy 2:1. Trzy punkty cieszą, ale nie możemy pozwolić sobie na myśl, że już awansowaliśmy, bo to może nas zgubić” – to wypowiedź tuż po meczu Roberta Lewandowskiego. Napastnik Bayernu Monachium strzelił wczoraj pierwszą bramkę dla Biało-czerwonych. W tych eliminacjach ma ich już osiem na swoim koncie.

    Nikt nie ma takie przewagi nad drugą drużyną w tabeli.

    Polska ma aż sześć punktów przewagi nad drugą w tabeli Czarnogórą. Spośród wszystkich grup, które rywalizują o mundial nikt nie może pochwalić się takim osiągnięciem. Poniżej tabela przedstawiająca wszystkie drugie drużyny w swoich grupach wraz z ich dorobkiem punktowym.

    Gra Biało-czerwonych.

    O ile naprawdę rozpiera nas duma od środka, że w końcu mamy reprezentacje wygrywającą mecz za meczem i prawdopodobnie jeżdżącą regularnie na wielkie imprezy, to martwi nas styl, w jakim Polacy wczoraj zagrali. Ogólnie w tych eliminacjach poza spotkaniem z Rumunią jest… słabo. No dobra, do wyniku 3:0 z Danią również wszystko nam wychodziło. Ale gdy spojrzymy już na inne spotkania.

    • Kazachstan – słaby mecz i tylko remis w wygranym spotkaniu
    • Armenia – najsłabszy mecz pod wodzą Adama Nawałki i cudem uratowany komplet punktów
    • Czarnogóra – mecz na remis, który udało się wygrać

    Do tego dochodzi druga połowa we wspomnianym przed sekundą spotkaniu z Danią, podczas której drżeliśmy do ostatnich sekund o wynik spotkania. Tym razem nam się udało, znowu nam wyszło, więc uznajemy, że nie ma tematu. W przyszłości jednak może być różnie.

    Cytując kolejne już piłkarskie powiedzonko: takimi meczami wygrywa się mistrzostwo. W tym wypadku chodzi rzecz jasna o awans. “Zwycięzców się nie sądzi” pasuje nam jednak lepiej. Przy tym zostaniemy.

    Komentarze