Piłka nożna: Znamy pary ćwierćfinałowe w Lidze Mistrzów!

Ależ emocje, ależ to były emocje! Lubimy losowania w Lidze Mistrzów. Za każdym razem spodziewamy się wielkich emocji i nigdy się nie rozczarowujemy. Siłą rzeczy, gdy na polu bitwy zostało osiem najlepszych ekip w Europie, to nie ma możliwości, żeby podczas dobierania w pary obyło się bez szlagierów. Wszyscy jednym hurtem od razu wykrzyczeli, że będziemy świadkami dwóch przedwczesnych finałów. My, niebędąc oryginalni, musimy się z tym zgodzić.

Bayern Monachium z Realem Madryt i Juventus Turyn z FC Barceloną – te spokania kręcą nas najbardziej. Przed trzema laty para monachijsko-madrycka rywalizowała między sobą o wielki finał w Lizbonie, druga przed dwoma laty rozstrzygnęła między sobą kwestię panowania w Europie. Borussia Dortmund podejmie AS Monako, a Atletico Madryt zmierzy się z Leicester City.

Prawdopodobnie gdybyśmy dowiedzieli się, że w finale Champions League będziemy oglądać spotkanie Bayernu z Realem, to zacieribyśmy ręce ze szczęścia i nerwowo odliczali dni do pierwszego gwizdka. Na dzień dzisiejszy wiemy tylko tyle, że do takiego finału na pewno nie dojdzie, gdyż ktoś będzie musiał odpaść. Samemu meczowi towarzyszą w naszych głowach dwie myśli: w jednej Real ogrywa Bayern Guardioli 4:0 w drugim spotkaniu półfinałowym i dwumecz 5:0, w kolejnej Robert Lewandowski pakuje Realowi cztery gole. Wiemy, pamiętamy – Lewy uczynił to będąc jeszcze piłkarzem Borussi Dortmund, ale nie umieliśmy o tym nie wspomnieć. Kibice Królewskich bardzo chcieliby zobaczyć Polaka grającego na Santiago Bernabeu, więc ich marzenie się spełni. Choć mówiąc już tak zupełnie poważnie – z pewnością nie o to im chodziło.

Juventus – Barcelona. Ullalaa! Juve straciło w tej edycji Champions League w dwa gole(!!!). Barca natomiast wróciła z zaświatów w ostatniej potyczce z PSG i z zespołu, na który mało kto stawiał urosła do roli głównego faworyta do zwycięstwa w całych rozgrywkach. Na Camp Nou wróci Dani Alves, który trzykrotnie z ekipą z Katalonii wygrywał Puchar Europy. Ciekawi jesteśmy, czy Barca, która spotkania słabe przeplata dobrymi, jest w stanie pokonać takiego wytrawnego gracza, jakim z pewnością jest Juventus. W Turynie wszyscy poważnie myślą o wygraniu całych rozgrywek.

Borussia – Monako. Nie będziemy ukrywać, że ogromną sympatią darzymy Monako. Cały czas rozpamiętujemy ich fantastyczne spotkania przeciwko ekipie Manchesteru City, kiedy po wbiciu trzech goli na Etihad Mbappe i spółka byli już praktycznie pozbawieni szans na grę w najlepszej ósemce Europy. Monako pokazało jednak charakter i podniosło się, czym zaskarbiło sobie nie tylko naszą sympatię. Faworytem jednak w tym dwumeczu będzie ekipa z Dortmundu, która miewa gorsze momenty, ale generalnie prezentuje się w tym sezonie bardzo solidnie. Rewanż rozgrywany w Monako – to może mieć decydujący czynnik w tej konfrontacji.

Na końcu opiszemy parę Atletico – Leicester, w której faworyt może być tylko jeden. Mowa o Atletico, czyli ekipie, która wie, jak gra się o wysoką stawkę w Europie. Dwa finały CL w ostatnich czterech sezonach tylko te słowa potwierdzają. Dla Leicester sam hymn LM wysłuchany przed meczem jest czymś nowym. Nie mówimy już o ćwierćfinale, w którym Lisy nigdy nie zagrały. Znowu, tak jak w przypadku pary Borussia – Monako, rewanż rozgrywany jest na King Power Stadium. O trudnym terenie w Anglii przekonali się już piłkarze Sevilli. Czy teraz przekona się Atletico?

Moglibyśmy prognozować i wydawać swoje osądy, ale… czy jest sens? Może po prostu oddajmy się temu, co nas czeka. A że będzie się działo, jesteśmy absolutnie pewni!.

Komentarze