Piłka nożna: Z dużej chmury mały deszcz!

Oczekiwania, otoczka, atmosfera, napinka – to wszystko było przed meczem Lechii z Arką. Pierwszy raz spotkanie odbywało się na Energa Arenie, debiut w roli opiekuna gości zaliczyć miał Leszek Ojrzyński. Generalnie wszystko składało się bardzo pięknie w jedną całość i mieliśmy wyostrzony apetyt na to, by przed 90 minut emocjonować się naprawdę solidnym futbolem. Jak było? No nic, musieliśmy obejść się smakiem. Lechia pokonała Arkę 2:1 po bardzo przeciętnym spotkaniu.

Coraz częściej łapiemy się na tym, że spotkania wyczekiwane rozczarowują nas. Zdecydowanie więcej radości sprawiają nam mecze, które nie zapowiadają się znakomicie. Gdy nic nie wskazuje na to, że wydarzy się coś niespodziewanego, a każdy przebłysk piłkarskich umiejętności stanowi wartość dodaną i powoduje uśmiech na naszych ustach.

I mimo tego że podeszliśmy do tego meczu bardzo skoncentrowani, wytężyliśmy wzrok nie chcąc przeoczyć żadnej szybkiej bramki ani ładnej akcji któregoś z piłkarzy, to męczyło nas te spotkanie. Jeszcze sam początek nie był zły. Mówimy o jakiś 10 minutach. Chcieliśmy zobaczyć dobry mecz, trochę wmawialiśmy sobie, że takie widowisko oglądamy. Gdy jednak coraz częściej zamiast na boisko zaczęliśmy spoglądać na telefon, chwilę później wertowaliśmy po starych zdjęciach, a następnie testowaliśmy nowe aplikacje, to sami złapaliśmy się na tym, że mecz nie jest tym, czego oczekiwaliśmy.

Na przerwę do bufetu zeszliśmy zawiedzeni, choć Biało-zielona część publiczności była zadowolona, gdyż to Lechia prowadziła po golu Marco Paixao. Gdybyśmy jednak mieli wskazać, kto był lepszy, to poza tym właśnie trafieniem, było bardzo ciasno. Aktywny był Peszko po jednej ze stron, sprytnym strzałem, po którym piłka ugrzązła na poprzeczce, popisał się Formella.


Po 15-minutowym nabieraniu powietrza znowu daliśmy się nabrać w drugiej odsłonie. Nie wiemy dlaczego, ale znowu liczyliśmy na dobre spotkanie. Serio, myśleliśmy, że co najgorsze jest już za nami, a druga połowa nadrobi jakością za pierwszą z nadwiązką. Fakt był jednak taki, że mimo dwóch goli, które zobaczyliśmy, ziewaliśmy jeszcze częściej. Raz za razem zdarzało nam zamyśleć za kilka ładnych minut i myślami być gdzieś po drugiej stronie kuli ziemskiej, niektórzy walnęli w międzyczasie komara. Trochę pobudziło nas piękne trafienie z rzutu wolnego Hofbauera, po którym to Arka teoretycznie mogła wrócić do gry, ale nic z tych rzeczy. Końcowy wynik, to mimo dosyć wyrównanego 2:1, duża przwaga Lechii, która zasłużenie te spotkanie wygrała.

– Myślę, że przez większość meczu kontrolowaliśmy jego przebieg, ale po straconej bramce powinniśmy pokazać coś więcej w naszej grze. Stać nas na lepszą grę, niż to, co pokazaliśmy po kontaktowym golu dla Arki. Uważam, że powinniśmy lepiej grać bez piłki. Poza tym powinniśmy ten mecz „zamknąć” wcześniej. Marco Paixao miał świetną okazję na zdobycie bramki na 3:0 i gdyby ją wykorzystał, wówczas nie byłoby tej nerwowej końcówki. Jesteśmy blisko osiągnięcia naszej dobrej formy, ale trochę nam jeszcze do tego brakuje – to wypowiedź z pomeczowej konferencji prasowej Piotra Nowaka, trenera Lechii.

Tu z kolei kilka słów od Rafała Siemaszko: – Mieliśmy parę sytuacji, była poprzeczka, zagroziliśmy w pierwszych minutach Lechii. Pokazaliśmy charakter, ambicję i walkę. Jak tak będziemy grali w kolejnych spotkaniach, to utrzymamy się w Ekstraklasie. Po dzisiejszym meczu, możemy wyciągnąć kilka pozytywnych wniosków. Mimo porażki pozwala nam to z optymizmem patrzeć w przyszłość.

A my poza poziomem sportowym tego meczu jesteśmy trochę zawiedzeni tym, że podczas spotkania kibiców Arki. Rozumiemy – kary, konsekwencja, bezpieczeństwo i w ogóle. Mimo wszystko lepiej jednak ogląda się mecz, gdy oba zespoły mają wsparcie swoich fanów. Wczoraj, przez to że tego nie było, nie czuliśmy podniosłości derbów. To trochę jakbyśmy oglądali mecz znając jego wynik końcowy. Niby spoko, ale czegoś jednak brakuje.

No nic, czekamy na inne fajne mecze, na które nie będziemy się w żaden sposób szykować. A Arka z niepokojem czeka na punkty. W innym wypadku na kolejne derby będziemy musieli znowu trochę poczekać.

 

Komentarze