Piłka nożna: Wprowadźmy dzikie karty do europejskich pucharów!

Strasznie nie toleruję braku logiki. Nie lubię głupoty i debilizmu. Ludzie, którzy nie mają celu w życiu i chodzą po tym łez padole bez większego sensu przyprawiają mnie o mdłości. Niestety chyba większość z nich pracuje w klubach Ekstraklasy. No sami powiedźcie, jak mam się emocjonować na końcu rozgrywek walką kilku zespołów o miejsce premiowane starem w europejskich pucharach? Przecież potem leją nas tam niemiłosiernie!

Może trzeba zrobić tak, żeby przed sezonem właściciele klubów deklarowali, kto chce grać w pucharach, i robione to by było automatycznie. A reszta niech zmaga się ze sobą tylko na krajowym podwórku. Podejrzewam, że z klubów, które wyraziłyby chęć gry w Europie byłyby Legia Warszawa, Lech Poznań i Lechia Gdańsk. Trzeba im przyznać dzikie karty.

Takie „ekstraklasowe” wynalazki jak Piast Gliwice czy Cracovia nie dają naszej piłce niczego dobrego (no może za wyjątkiem Kapustki, ale to wyjątek). Kto będzie następny? Wisła Płock, a może Termalica?

Mamy w Polsce do czynienia z komediantami, którzy dostają ogromne pieniądze. Bycie działaczem piłkarskim i kopaczem, to taki sami obciach jak bycie politykiem. Oczywiście jest kilka wyjątków.

Wracając do rzeczy. Piast Gliwice dostał wczoraj u siebie 3 bramki od IFK Goeteborg. Do Szwecji powinni teraz pojechać, ale rowerami. Albo niech wystawią skład złożony z najwierniejszych kibiców, przynajmniej będą mieli pamiątkę do końca życia.

szeliga-piast-laczy-nas-pasja

No i po co Piast tak walczył do samego końca o tytuł? Przecież właśnie odpadli z pucharów w czasie, kiedy najlepsi piłkarze są na swoich urlopach, a dobre ligi startują za miesiąc. A gdzie tam jeszcze do rozpoczęcia fazy właściwej w Lidze Mistrzów i Lidze Europy.

Miałem okazję obejrzeć wczoraj cały wyjazdowy mecz Zagłębia Lubin z Partizanem Belgrad. Mieliśmy do czynienia z obroną Lubina. Pomagało szczęście, słupki i porzeczki, ale i świetnie bronił bardzo przypominający Wojtka Kowalewskiego bramkarz „Miedziowych”  Martin Polacek.

Udało się wyszarpać bardzo korzystne 0:0. Trzeba podkreślić, że Zagłębie od 55. minuty musiało radzić sobie w 10 – tkę.  Michal Papadopulos popełnił lekkomyślny faul na rywalu i dostał swoją drugą żółtą kartkę. Żeby było śmieszniej, to od tego momentu polski zespół zaczął grać zdecydowanie lepiej.

Oczywiście gracze Partizana partolili kolejne sytuacje bramkowe, ale Lubin miał dwie groźne kontry, które powinny zakończyć się zdobyciem przynajmniej jednego gola. Sytuacje zmarnowali Adrian Rakowski i Łukasz Piątek.

piatek-zaglebie-laczy-nas-pasja

Wynik najlepszy z możliwych. W rewanżu Zagłębie dalej nie będzie faworytem, ale kto wie, może przy odrobinie szczęścia i lepszej skuteczności zdarzy się cud?

Patrząc na rezultaty innych polskich drużyn należy ich pochwalić. Bardzo liczymy na dobry występ Legii w najbliższy wtorek, a potem Zagłębia w czwartek, bo inaczej zakończymy zmagania pucharowe w lipcu. Oby nie!

Komentarze