Piłka nożna: Wojna miast w Premier League

To już nie pojedynki ekip walczących o trzy punkty, puchary czy mistrzostwo. To nawet nie rywalizacja dwóch zespołów pałających do siebie nienawiścią. Terminarz angielskiej Premier League dał nam w niedzielne popołudnie istną wojnę – wojnę nie tyle klubów, co miast, nienawidzących się od dziesięcioleci Manchesteru i Liverpoolu.

Kwintesencją tej rywalizacji są coroczne „Bitwy o Anglię”, czyli mecze Manchesteru United i Liverpoolu. Dzisiaj jednak, zanim zmierzą się Czerwone Diabły i The Reds, piękne wprowadzenie w postaci pojedynku Evertonu z Manchesterem City.

O wzajemnych animozjach obu miast powstały już setki publikacji, ale nie ma nic bardziej wyrazistego niż oglądanie ich na murawie. Dzisiaj będziemy mieć okazję obejrzeć aż dwie rywalizacje Manchesteru z Liverpoolem.

Ibrahimovic-laczy-nas-pasja

Zaczniemy na Goodison Park, gdzie przyjedzie ekipa Pepa Guardioli. Faworytem są goście, ale przypomnijmy, że gospodarze na dziesięć spotkań ligowych, rozgrywanych w tym sezonie na własnym terenie, przegrali zaledwie jedno i to derbowe z podopiecznymi Jurgena Kloppa. Zespół Koemana radzi sobie ostatnio całkiem nieźle, w trzech meczach ligowych zdobył siedem punktów, m.in. rozbijając Southampton 3:0 czy ogrywając 2:0 mistrza kraju Leicester. The Citizens są jednak w  formie i z nimi nie powinno być tak łatwo. Nie licząc porażki z Liverpoolem, ostatni miesiąc to pasmo samych zwycięstw.

Pojedynek Evertonu z Manchesterem City to jednak tylko przedsmak tego, co stanie się później. Teatr Marzeń będzie świadkiem starcia ze znienawidzonym Liverpoolem, który stracił pozycję wicelidera Premier League po wczorajszym zwycięstwie Tottenhamu. Patrząc na wyniki osiągane przez obie ekipy w ostatnim czasie, delikatnym faworytem wydają się być Czerwone Diabły.

Biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki, piłkarze Mourinho wygrali ostatnie dziewięć spotkań, a smaku porażki nie pamiętają od listopada, kiedy to przegrali z tureckim Fenerbahce w Lidze Europejskiej.

Liverpool ubiegły rok zakończył z przytupem, pokonując ekipę z niebieskiej części Manchesteru 1:0. Ten rok nie przyniósł im jednak jeszcze żadnej wygranej i kibice Liverpoolu nie mogą sobie wymarzyć chyba lepszego momentu na jej odniesienie. Niezależnie od wyniku tego spotkania możemy być pewni jednego, na murawie i trybunach rozegra się prawdziwa wojna!

Komentarze