Piłka nożna: Wielki powrót Valencii?

Jeszcze niedawno pisaliśmy, że Valencia jest jedną z tych drużyn w Europie, które najbardziej zawodzą. Porażka za porażką, łącznie – już 11 przegranych spotkań w tym sezonie w samej lidze hiszpańskiej. Konsekwencją tego były zmiany trenerskie i po raz wtóry zatrudnienie “Voro” w charakterze strażaka mającego ugasić pożar na Estadio Mestalla. Ostatnim czasem coś jednak drgnęło i mamy wrażenie, że Valencia po mału wraca na właścią drogę. Po 23 rozegranych spotkaniach Nietoperze są na 14. miejscu w tabeli.

Wynik to rzecz jasna mierny, biorąc pod uwagę, że Valencia w ostatnich latach regularnie meldowała się w czołówce na koniec sezonu, ale ostatnimi czasy nad Mestalla jakby częściej świeciło słońce. Coraz więcej jest widoków na to, że Nani i spółka wykaraskają się z dołu tabeli i przez środek zawędrują znowu na swoje miejsce. Lokatę w czołówce Primiera Division.

Pod koniec roku z posadą trenera Valencii pożegnał się Cesare Prandelli. W Sylwestra na naszej stronie pojawił się tekst na temat obecnej sytuacji klubu z Estadio Mestalla. Oto fragment:

“Pellegrino, Voro, Valverde, Djukic, Pizzi, Nuno, Voro, Neville, Ayestaran, Voro, Prandelli, Voro. To nazwiska trenerów, którzy opiekowali się Valencią w ciągu ostatnich czterech sezonów. Między kolejnymi nazwiskami aż czterokrotnie pojawiał Voro Gonzalez, który pełnił funkcję strażaka mającego za zadanie gasić pożar w sytuacji kryzysowej. Dwunastu trenerów w ciągu czterech sezonów dają imponującą średnią trzech opiekunów w ciągu jednej kampanii.”

Mówiąc delikatnie: nie wyglądało to wtedy dobrze. Nietoperze przegrywali mecz za meczem i nawet najbardziej fanastycznie przysposobieni fani nie dawali zbyt wielu szans swoim ulubieńcom na to, by w bieżącej kampanii byli w stanie jeszcze o cokolwiek pograć. Voro zaczął łatać dziury, przekonał swoich piłkarzy do tego, że warto jest się zmotywować i spróbować grać o coś więcej niż cotygodniowy oklep. Efekty? 9 rozegranych meczów, 4 zwycięstwa, 3 remisy i 2 porażki.

Czyli coś wyraźnie drgnęło. W środę popis swoich umiejętnośći pokazali Zaza, Munir i Parejo, którzy powieźli na własnym boisku Real Madryt dwukrotnie już w ciągu 8 pierwszych minut pakując piłkę do siatki Królewskich. Tydzień temu Nietoperze wygrali z  zawsze niewygodnym Athletickiem Bilbao, wcześniej zremisowali z Betisem Sevilla w Andaluzji. Co najważniejsze – Valencia w końcu zaczyna grać na miarę oczekiwań. Efektownie, ofensywnie, widowiskowo, czyli tak, jak przez ostatnie lata prezentowała się ekipa Nietoperzy.

Dziś Voro poprowadzi  Valencię po raz 10. Spotkanie z Deportivo Alaves może być doskonałym do tego, by tę korzystą passę przedłużyć. Co prawda chwaliliśmy już wielokrotnie beniaminka, że ma patent na granie z najlepszymi w Hiszpanii, ale przed dwoma tygodniami drużyna Mauricio Pellegrino dostała tęgie lanie od Barcelony tracąc aż sześć bramek.

Valencia wygrywając dzisiaj może wskoczyć na pozycję numer 12. w Primiera Division. Po mału do celu – taki jest plan Voro na końcówę sezonu.

Komentarze