Piłka nożna: Wciąż mamy szanse na awans!

    Miało być pięknie i było przez pierwszych 15-20 minut. Polacy znowu zaatakowali z wielkim animuszem, bardzo zależało im na tym, żeby nie przegrać meczu ze Szwedami i przedłużyć szanse na awans z pierwszego miejsca z grupy aż do ostatniej konfrontacji z Anglikami. Stało się tak, że piłkarze prowadzeni przez Marcina Dornę do szatni schodzili w nie najlepszych nastrojach, a po meczu czuli zawód. Niby nie przegrali, wywalczyli sobie jeden punkt dzięki bramce strzelonej w końcówce spotkania, ale nikt z radości w szatni na pewno nie otwierał szampana.

    Przypomina nam się spotkanie otwierające Euro 2012 przeciwko reprezentacji Grecji. Na początku była euforia, później strach głęboko spojrzał nam w oczy, a na końcu był wielki zawód, choć wynik sam w sobie z pewnością nie był zły. Podział punktów wywalczony w takich okolicznościach nikogo nie cieszył.

    Wczoraj powołaliśmy się na słowa Mateusza Borka, który w składzie naszej kadry widział aż pięć zmian względem tego, co oglądaliśmy w piątek ze Słowacją. Marcin Dorna postanowił jednak zmienić tylko tych piłkarzy, których musiał zmienić. Kontuzjowanego Kapustkę zastąpił Moneta, a Kownacki znalazł się od pierwszego gwizdka na placu gry kosztem Lipskiego. Wcześniej napastnik Lecha Poznań pauzował za kartki i wystąpić nie mógł.

    I to właśnie akcja zmienników przyniosła nam trafienie na 1:0. Kownacki błyskotliwie znalazł się na prawym skrzydle, poszedł na przebój i dograł płaską piłkę wzdłuż pola karnego. Na samym początku wyglądało to tak, jakby Kownaś planował zagrać inaczej i adresatem jego podania nie był Moneta. Koniec końców to jednak piłkarz Ruchu Chorzów dopadł to futbolówki i wyprowadził biało-czerwonych na prowadzenie. Lepszego rozpoczęcia nie mogliśmy sobie wymarzyć.

    Potem już tak różowo nie było. Szwedzi z każdą minutą wyglądali coraz lepiej, a nam brakowało pomysłu na grę. Oddawaliśmy inicjatywę, długimi fragmentami biegaliśmy za piłką, a Skandynawowie raz za razem zagrażali bramce Wrąbla. Bo serii błędów w defensywie najpierw straciliśmy gola na 1:1, a chwilę później nie pokryliśmy przy stałym fragmencie gry i Szwedzi zdobyli gola głową. Szczególną nieporadnością wykazywał się Paweł Dawidowicz, którego komentujący te spotkanie Tomasz Hajto cały czas krytykował. Miał jednak w swoich 100% racji, bo były piłkarz Lechii Gdańsk nie wykazywał zaangażowania w grze obronnej naszego zespołu.

    Piłkarze wiedzieli, że jeżeli chcą wyjść z grupy, to muszą ze Szwedami wygrać. Jak to powiedział ekspert Polsatu Sport zasiadający w studio, Andrzej Iwan: – Gdy z boiska zszedł Dawidowicz, to w końcu zaczęliśmy grać w jedenastu. Nie sposób się z tym nie zgodzić. Problem w tym, że Dawidowicz boisko opuścił plac gry w 88. minucie. Ale faktycznie – w końcowych fragmentach meczu ruszyliśmy z werwą na Szwedów, co przyniosło kilka składnych akcji. Po jednej z nich wywalczyliśmy sobie rzut karny, który ze spokojem na gola zamienił Kownacki. Ostatecznie sędzia po raz finalnie gwizdnął po rzucie wolnym wykonywanym przez Polaków, ale tym razem nie przyniosło do zagrożenia pod bramką rywali.

    2:2. Polska rzutem na taśmę remisuje ze Szwecją.

    – Dlaczego tak późno? W pierwszym meczu było podobnie – po stracie gola w 78. minucie też zaczęliśmy grać i pokazaliśmy, że to potrafimy. My nie jesteśmy słabą drużyną, mamy dobrych zawodników, jesteśmy dobrą drużyną. Nie wiem, może w głowach to siedzi? Ciężko jest mi powiedzieć na gorąco. Został nam jeszcze jeden mecz, będziemy walczyć – powiedział po meczu strzelec drugiego gola dla Polaków, Dawid Kownacki.

    Przed ostatnią serią gier w naszej grupie prowadzą Anglicy, którzy mają 4 punkty na swoim koncie. Potem są Słowacy z 3 oczkami, Szwedzi z 2 i my z 1. W ostatniej rundzie Polska zmierzy się z Anglią, a Szwecja ze Słowacją.

     

    Komentarze