Piłka nożna: Liga Mistrzów tylko dla bogatych. Bunt w Kopenhadze

Nie wiemy czemu, ale zawsze wydawało nam się, że przedostatnia kolejka w Lidze Mistrzów to powinno być danie główne całej fazy grupowej. To wtedy najlepsi mogą zapewnić sobie wyjście z grupy, Ci nieco słabsi walczyć o Ligę Europy. Masa ciekawych spotkań, pojedynki z podtekstami, wielkie emocje. Przynajmniej w teorii.

Czekając na to, co tygrysy lubią najbardziej, celownik wymierzaliśmy w najbardziej okazałą zwierzynę. Zgoda – we wtorek udzielały nam się pobudki patriotyczne – z tyłu głowy cały czas mieliśmy zakodowane, że wypadałoby swoją uwagę poświecić tylko na meczu Legii.

Z drugiej strony na jednym kanale Real, na drugim Juventus, a dzień później to już w ogólę Bayern i Barcelona. Starając się zachować zdrowy rozsądek, oceniając każdy mecz z osobna pod kątem atrakcyjności wybraliśmy jednak zaledwie kilka spotkań, które naprawdę obejrzeć musieliśmy. Reszta po prostu się odbyła i gdybyśmy akurat w tym terminie mieli zaplanowane imieniny u cioci, to pewnie zdesperowani nie odswieżalibyśmy pod stołem aplikacji, by co chwilę sprawdzać aktualny wynik.

Jako, że UEFA zaczyna coraz śmielej dyskutować na temat reformy rozgrywek mającej na celu wyeliminowaniu z turnieju drużyn mniejszych i teoretycznie słabszych, sprawę w swoje ręcę wzięli kibice FC Copenhagen, którzy podczas wtorkowego spotkania zaprezentowali światu taką oto oprawę:

oprawa-kibicow-kopenhaga-laczy-nas-pasja

Dosyć wymowne, prawda? “Liga Mistrzów dla wszystkich, a nie tylko dla wybranych”. Przy stole natomiast wygodnie zasiadające PSG, Bayern, Real, Chelsea, Barcelona i Juventus.

Cofnijmy się na chwilę do sezonu 2010/2011. Jest przełom marca i kwietnia. W ćwierćfinale Champions League grają takie drużyny jak Manchester United, Chelsea Londyn i Inter Mediolan. Chwilę wcześniej z rozgrywek odpadł AC Milan i Real Madryt. O PSG i Manchesterze City mało kto wtedy w ogóle słyszał. Patrząc tylko na kartkę papieru z rozpisanymi nazwami klubów – same wielkie firmy. Zespoły o bogatej historii, z licznymi sukcesami na koncie, z milionami kibiców na całym świecie.

UEFA postanowiła zmodernizować rozgrywki do tego stopnia, żeby swoje szanse dostały również te mniejsze zespoły. Dziś, gdy piłkarskich szlagierów jest jak na lekarstwo, znowu sternicy europejskiej federacji mają plan, by od potężnej kasy odsunąć zespoły pokroju FC Copenhagen.

Należy się zastanowić, w którą stronę zmierza teraz UEFA. Z jednej strony los ekipy z Kopenhagi nie emocjonuje w takim samym stopniu przeciętnego kibica jak Manchesteru bądź Chelsea. Z drugiej jednak Czerwone Diabły lub The Blues nie grają w Champions League nie dlatego, że ich miejsce zajmuje mistrz Danii, a dlatego, że w pojedynku na krajowym podwórku Ci okazali się sportowo gorsi od Tottenhamu i Leicester, którzy na europejskich salonach byli jak do tej pory rzadkimi gośćmi.

Dostrzegamy brak konsekwencji i problem w określaniu priorytetów. Z jednej strony UEFA jest dla wszystkich i każdy może liczyć na swoją szanse, z drugiej federacji zależy, by Liga Mistrzów wciąż była produktem ekskluzywnym. Zarzuty, jakoby najlepsze piłkarskie rozgrywki na świecie sezon w sezon traciły na prestiżu dochodzą również do władz UEFA, którzy komibnują, co by tu zrobić, żeby ten trend zmienić. Nikt jednak nie pomyślał, że udział w Champions League tych, którzy jeszcze niedawno występowali w niej regularnie, niekoniecznie podniesie sportowy poziom tych rozgrywek. Inter lub Chelsea będą lepiej wyglądać w towarzystwie Barcelony i Bayernu niż Łudugorec lub Legia – tylko tyle.

Choć przeciętny kibic i tak woli oglądać w środowy wieczór słaby Milan od silnego Leicester.

Komentarze