Piłka nożna: Tottenham lepszy od Chelsea!

Ekspert nie myśli, ekspert wie. Paweł Zarzeczny na naszym portalu mówił przed tym spotkaniem, że w Londynie będziemy świadkami niespodzianki i Koguty gładko pokonają The Blues. Ponadto nasz bloger przewidywał, że z dobrej strony pokaże się Dele Alli, który w tym sezonie imponuje formą.

I stało się. Niepokonana od trzynastu spotkań Chelsea stanęła przed szansą pobicia należącego do Arsenalu rekordu ligowych zwycięstw z rzędu. Wyniku Kanonierów nie udało się jednak pobić, bo lepsi od podopiecznych Antonio Conte okazali się piłkarze Tottenhamu. Koguty wygrały środowe spotkanie 2:0.

Z jednej strony – rekordy są po to, by je pobijać, z drugiej jednak – skoro bardzo często przez wiele lat nikt nie może ich poprawić, to może nie jest to takie proste. Fani The Blues mieli nadzieję, że Chelsea, która w poprzednim sezonie spisywała się poniżej oczekiwań, w końcu wskoczyła na właściwe tory i złotymi zgłoskami zapisze się w annałach Premier League. Pech chciał, że na przeciw Hazarda i spółki stanęła armia Mauricio Pochettino, czyli – trzeba otwarcie przyznać – też nie chłopcy z pierwszej łapanki.

Ostrzyliśmy sobie apetyty na to spotkanie, a te, przynajmniej na początku, nie zachwyciło. Zgoda, dużo było walki, determinacji i agresji. Tego, po co jednak przychodzi się na mecz piłkarski, czyli akcji bramkowych i samych goli było jednak jak na lekarstwo. W 24 minucie spotkania strzałem z dystansu zaskoczyć Courtois’a próbował Eriksen, ale jego uderzenie nie zmierzało nawet w światło bramki. Potem było dużo chaotycznych wrzutek, sporo fauli, w sumie aż cztery żółte kartki, ale niewiele boiskowej jakości.

conte-laczy-nas-pasja

Aż do doliczonego czasu gry pierwszej połowy, gdy Eriksen postanowił posłać futbolówkę w pole karne Chelsea. Znakomicie między obrońcami The Blues odnalazł się Dele Alli wykorzystałąc gapiostwo Mosesa, który złamał linię wyznaczającą spalonego i pięknym strzałem głową pokonał belgijskiego bramkarza. Samo trafienie Anglika – palce lizać, nie dało się tego zrobić lepiej. Zachowanie Mosesa? Zachęcamy do powrotu do futbolowego abecadła i jeszcze raz przerobienia materiału z drugiej klasy szkoły podstawowej.

Po zmianie stron Chelsea nacisnęła i już kilka minut po wznowieniu gry była bardzo bliska, by stan rywalizacji wyrównać. Diego Costa zrobił wszystko tak, jak należy, ale na posterunku stał dobrze dysponowany tego dnia LLoris. W 54 minucie meczu znowu bramkę strzelił Alli, znowu głową i znowu po fantastycznym podaniu Eriksena. Gdy dodamy do tego, że po raz kolejny palce maczał w tym Moses, to można by pomyśleć, że oglądamy powtórkę pierwszego trafienia. Nie popisał się w tej sytuacji najwyższy w ekipie gości Cahill, który wyszedł blokować dośrodkowanie Duńczyka, a Azpilicueta w pojedynku powietrznym z Allim miał takie szanse, jak Ruch Chorzów na zdobycie mistrzostwa Polski. Tottenham 2, Chelsea 0.

Potem Chelsea próbowała, starała się, szarpała, ale to było za mało na ekipę Pochettino. Tottenham zwolnił i widać było, że nie chce już wchodzić z liderem Premier League w żadne akcje zaczepne, bo co najwyżej może na tym tylko stracić. Spokojnie, na trzecim biegu Alli i spółka dojechali do mety i z czystym sumieniem mogli dopisać do swojego dorobku w pełni zasłużone trzy punkty. Chelsea natomiast mogła co najwyżej pogratulować zwycięstwa Kogutom, którzy byli dziś klasą samą w sobie.

Wspomnieliśmy już, że Chelsea przegrała po raz pierwszy od czternastu spotkań, Tottenham natomiast po raz piąty z rzędu wygrał. Koguty są już na trzecim miejscu w tabeli i do drugiego w stawce Liverpoolu tracą obecnie tylko dwa oczka. Dalej niezagrożona jest ekipa The Blues, która przewodzi w stawce z pięciopunktową przewagą nad drużyną prowadzoną przez Jurgena Kloopa.

Wniosek po tym spotkaniu jest tylko jeden – trzeba słuchać Pawła Zarzecznego.

Komentarze