Piłka nożna: Szalony mecz we Florencji!

Mieliśmy nadzieję, że ostatnia w tym roku kolejka w  Serie A przyniesie sporo emocji. Spodziewaliśmy się wielkiego spektaklu, pięknych bramek i nagłych zwrotów akcji. Patrzyliśmy na rozpiskę gier z nadzieją, że to, co najlepsze w tym roku kalendarzowym wcale nie musi być już za nami. I co? I nie zawiedliśmy się.

Piotr Zieliński wyszedł w pierwszym składzie w wyjazdowym spotkaniu przeciwko Fiorentinie i mieliśmy nadzieję, że po raz kolejny pokaże się z dobrej strony na tle mocnego rywala. Po ostatnich obiecujących tygodniach wiele wskazywało, że znowu zobaczymy Polaka kreującego grę Napoli. Odpowiedzialnego w tyłach, odważnego w ofensywie.

Napoli zaczęło bardzo agresywnie, szybko przerzucając ciężar gry w różne sektory boiska. Już po kilku minutach Reina długim podaniem uruchomił Callejona, który zagrywał futbolówkę do Insigne będącego na spalonym. Ten sam zawodnik próbował swojego szczęścia jeszcze kilka minut później, lecz bezskutecznie. Aktywny były Marek Hamsik. Do gry podłączał się również Zieliński.

To co zrobił Lorenzo Insignie w 25 minucie meczu powinno być pokazywane skrzydłowym na całym świecie jak wzór. Przyjęcie piłki, zejście na mocniejszą, prawą nogę i atomowy strzał w długi róg w samo okienko bramki Tatatusanu. Jedna z ładniejszych o ile nie najładniejsza bramka 18 kolejki w Serie A.

napoli-laczy-nas-pasja

Jeszcze przed przerwą obie drużyny miały po znakomitej okazji do strzelenia bramki. Kalinic i Mertens nie umieli jednak zachować chłodnej głowy w polu karnym przeciwnika i ostatecznie do szatni to Napoli schodziło prowadząc 1:0.

Co po przerwie? Mecz wyglądał bardzo podobnie, co w pierwszej połowie i wydawało się, że Napoli ma te spotkanie pod kontrolą. Fiorentina co prawda również miała swoje okazje, ale wszytko układało się pod dyktando piłkarzy prowadzonych przez Maurizio Sarriego, którzy częściej mieli futbolówkę przy nodze i optycznie przeważali na boisku. W 52 minucie strzałem z rzutu wolnego Reinę probował zaskoczyć Federico Bernardeschi. Samo uderzenie nie było najwyższych lotów, ale piłka odbiła się jeszcze od pleców Callejona i kompletnie zmyliła Hiszpana. Fiotentina wyrównała i złapała wiatr w żagle.

Na pierwszoplanową postać w ekipie Napoli wyrastał Mertens, który brał ciężar gry na swoje barki w sytuacji, gdy Napoli wyraźnie nie szło. Belg przejął piłkę po fatalnym błędzie Tomovica i wykorzystał sytuację jeden na jednego z bramkarzem. Minutę później znowu mieliśmy remis, gdyż indywidualną akcję mocnym strzałem z dystansu na gola zamienił ponownie Bernardeschi.

Do dwóch pięknych golach reprezentant włoskiej młodzieżówki dorzucił jeszcze asystę, której nie powstydziłby się sam Andrea Pirlo. Bernardeschi dostrzegl wbiegającego między obrońców Mauro Zarate i pięknym podaniem nad głowami obrońców zagrał mu piłkę na nos, a ten mocnym strzałem z pierwszej piłki z linii pola karnego pokonał po raz trzeci Pepe Reinę. Publiczność wiwatowała, Fiorentina na dziesięć minut przed końcem wygrywała z Napoli.

Gdy wszyscy zebrani już na trybunach kibice odliczali sekundy do końca spotkania, sędzia po faulu Carlosa Salcedo wskazał na wapno. Do piłki ustawionej na 11-tym metrze podszedł Manolo Gabbiadini, który płaskim strzałem w lewy róg bramki zapewnił Napoli remis. Mecz zakończył się podziałem punktów. Sprawiedliwym remisem dla obu stron po fantastycznym spotkaniu.

Patrząc na to, co wyprawiali piłkarze obu drużyn żałujemy, że w tym roku to już koniec. Serie A wraca 7 stycznia.

 

Komentarze