Piłka nożna: Rumunia! Co? 3:0!

I po co było to całe odgrażanie się, gadanie o potrzebie wyłączenia Lewandowskiego, faule na nim czy rzucanie racami? Rumunie obudzili się dziś pewnie z moralnym kacem, bo po tym, jak potraktowała ich polska drużyna, głowa jeszcze im puchnie.

Oglądając pierwszą połowę przecieraliśmy oczy ze zdumienia – czysta poezja! Nie to, żebyśmy nie wierzyli w potencjał Biało – Czerwonych, ale jeśli już pokazywali najwyższą jakość gry, to były to piętnasto, góra dwudziestominutowe, zrywy. Wczoraj dali koncert na całą połówkę.

Bramka Grosickiego? Opisywanie jej nie ma sensu, każdy powinien odpalić sobie skrót meczu i gola naszego skrzydłowego przewijać do znudzenia, czyli jakieś dwieście razy. Grosik zabawił się z Rumunami jak z bandą juniorów, którzy byli za słabi nawet na to, żeby przyjąć ich do drużyny.

Dawno nie widzieliśmy takiej dominacji, jak ta naszej kadry w pierwszej połowie. Rumuni byli stłamszeni, sponiewierani, momentami nawet wręcz zeszmaceni, a to tylko dodawało pary naszym zawodnikom. Do gwizdka kończącego pierwszą połowę utrzymał się wynik 1:0 i to jedyny minus – powinniśmy dobić przeciwnika znacznie wcześniej.

Czekaliśmy na to w drugiej odsłonie gry i trochę się zawiedliśmy. Z jednej strony można było się spodziewać, że nasz rywal nie wyjdzie z szatni tylko po to by czekać na dalszą egzekucję, ale nie sądziliśmy też, że Polacy tak łatwo oddadzą inicjatywę. Niby zagrożenie pod naszą bramką było praktycznie zerowe, ale jedna przypadkowa bramka i trzeba by było zaczynać wszystko od zera.

grosicki-glik-piszczek-laczy-nas-pasja

W uzyskaniu korzystnego rezultatu wydatnie drużynie gospodarzy przeszkodzili niestety jej kibice. Niepotrzebnie zdenerwowali Robert Lewandowskiego! Rumuńscy piłkarze nie oszczędzali go, padał ofiara fauli w średnio co drugiej akcji, ale na to nawet można przymknąć oko. Wiadomo, że jest naszym najlepszym piłkarzem i gwiazdą światowego formatu, którą trzeba wyłączyć z gry jeśli myśli się o dobrym rezultacie.

Kibice poszli jednak krok dalej i pokazali fantastyczny przejaw głupoty. Przed wykonaniem stałego fragmentu gry w naszej szesnastce, tuż obok kapitana upadła i wybuchła raca. Długo nie podnosił się z murawy, a my drżeliśmy nawet nie tyle o jego zdrowie, a o to, czy polscy kibice pozostawią z Bukaresztu kamień na kamieniu, jeśli okaże się, że coś stało się Lewandowskiemu.

Na szczęście Polak wstał, dał sobie kilka minut na dojście do siebie i zapakował Rumunom dwa gole. I po co było go denerwować?! Po czterech meczach jesteśmy w końcu liderem naszej grupy, a Lewy liderem klasyfikacji strzelców. Czyli wszystko zgodnie z planem! Teraz byle do wiosny!

Komentarze