Piłka nożna: Real zmasakrował Atletico!

Spodziewaliśmy się naprawdę dobrego spotkania. Wyrównanego, taktycznego i zdyscyplinowanego boju, w którym obie drużyny będą bardzo powściągliwe. Gdzie każdy ruch będzie trzy razy analizowany, zasieki obrone wzmożone, a zamurowanie dostępu do własnej bramki priorytetem. Spodziewaliśmy się tak wyrównanego spotkania, że będziemy czuli nawet lekki zawód i do poznania finalisty będziemy potrzebowali spotkania rewanżowego. Tym czasem po 90 minutach batalii wiemy już niemalże wszystko. Real zagra w finale Ligi Mistrzów sezonu 2016/2017!

Do ósmej minuty wyglądało to obiecująco. Atletico grało wysokim pressingiem, było agresywne, nie zostawiało na boisku zbyt wiele miejsca Realowi, który miał problemy z wyprowadzaniem akcji. Później jednak fantastyczną wrzutkę od Casemiro na gola zamienił Ronaldo i Królewscy wyszedł na prowadzenie. Plan Diego Simeone na ten mecz, czy niestracenie gola, przestał obowiązywać już zatem w pierwszym kwadransie. Rojiblancos chcąc w komfortowej sytuacji jechać na rewanż, musieli strzelić przynajmniej jednego gola.

I faktycznie – Atletico próbowało. Może nie miało klarownych okazji do tego, by zdobyć gola, ale kilka prób było naprawdę udanych. W dobrej sytuacji znalazł się Gameiro, Godin próbował zaskoczyć Navasa po stałym fragmencie gry. Mecz stał się wyrównany, ale to  Real był bardziej konkretny. Szybciej operował piłką, więcej pożytku miał z gry swoich bocznych obrońców. Gdy już padały strzały w kierunku bramki Oblaka, to było groźnie. U Atletico – raczej bez szału.

W drugiej połowie zbudowani byliśmy postawą ekipy Simeone. Był moment, w którym to Atletico rozdawało karty i przy odrobinie szczęścia Griezmann i spółka mogli nawet zdobyć gola. Wtedy albo klasę pokazywał Ramos z Varanem, albo brakowało kunsztu piłkarzom ofensywnym Atletico, którzy mieli rozregulowane celowniki. Z czasem do słowa dochodził Real, który bardzo groźnie kontrował. W 73. minucie Benzema przepchał w polu karnym Godina i oddał piłkę do Ronaldo. Ten wygrał jeszcze przebitkę z Luisem i mocnym strzałem pod poprzeczkę zdobył drugiego gola dla Królewskich. Wiadomo było już wtedy, że bez swojego trafienia Atletico będzie miało bardzo trudno awansować do finału.

I Rojiblancos odkryli się. Zaczęli atakować coraz to większą ilością zawodników. Karą za tą nonszalancję była bramka stracona w 86. minucie spotkania, która praktycznie przesądziła o losach rywalizacji. Jej strzeclem – a jakżeby inaczej – Cristiano Ronaldo. Real 3, Atletico 0.

Przy euforii, która towarzyszyła Królewkim po tym spotkaniu, pełen spokój zachował Zinedine Zidane. Oto fragment jego wypowiedzi z konferencji prasowej:

“Tak, coś wielkiego. Pierwsze pół godziny było fantastyczne. Teraz jednak trzeba odpocząć i po wielkim meczu pamiętać, że ciągle niczego nie wygraliśmy. Skupiamy się już na sobocie, bo mamy ważne spotkanie w lidze, a potem skoncentrujemy się na środzie. Dzisiaj się pocieszymy, ale już jutro musimy pomyśleć o sobocie i potem o rewanżu. Dwumecz nie jest zamknięty do ostatniego gwizdka arbitra.”

My naprawdę chcielibyśmy napisać coś dobrego na temat Atletico. Zaczynamy jednak się zastanawiać w jaki sposób padły wczorajsze gole i dochodzimy do wniosku, że:

  • przy 1:0 – Atletico traci gola z głowy, a uchodzi za drużynę, która dobrze gra w powietrzu
  • przy 2:0 – Atletico traci po dwóch błędach obrońców, a uchodzi za drużynę, która dobrze gra z tyłu
  • przy 3:0 – Atletico traci gola po kontrze, a uchodzi za drużynę, która kontruje, a nie jest kontrowana

Trzy błędy, które im nie praktycznie nie przytrafiają. Gdy ekipa, która ma – powiedzmy – cztery, pięć atutów, trzy z nich oddaje rywalowi, to… nie miało to się prawa udać. Nie z Realem, nie walcząc o finał Ligi Mistrzów.

Rafał Wolski, który komentował te spotkanie, powiedział, że jego zdaniem Atletico nie zagrało wczoraj złego meczu. My mamy inne zdanie – zagrało bardzo źle. Jak nie Atletico. Jak nie drużyna, która w trzech ostatnich sezonach dwukrotnie meldowałą się w wielkim finale.

A Real zagrał znakomite spotkanie – bez dwóch zdań.

Komentarze