Piłka nożna: Real i Bayern grają dalej!

Niespodzianek nie było. Tak w skrócie moglibyśmy skomentować wczorajsze mecze w Lidze Mistrzów. O ile Napoli przed rewanżem miało realne szanse na przejście Realu, o tyle Arsenal w spotkaniu z Bayernem walczył tylko o honor. Czterobramkowa zaliczka z pierwszego spotkania wydawała się nie do odrobienia.

Co nas najbardziej zdziwiło przed spotkaniem w Neapolu to fakt, że na trybunach stadionu we Włoszech na pięć godzin przed pierwszym gwizdkiem zasiadało… 10 tysięcy ludzi. Spotkaniem z Realem żył każdy, wszyscy liczyli na to, że Hamsik i spółka zdołają odrobić losy rywalizacji. Wchodząc na stadion można było otrzymać od stewardów… nekrolog z podobiznami piłkarzy Realu. Tak, to nie są żarty. Napoli miało pogrzebać obrońcę tytułu na własnej ziemi.

Polscy kibice Napoli dostali pierwszy cios w serce na około godzinę przed pierwszym gwizdkiem – wtedy stało się jasne, że ani Arkadiusz Milik, ani Piotr Zieliński nie wybiegną na boisko od pierwszej minuty. Potem było już zdecydowanie lepiej, bo ci, co ich zastępowali, robili to naprawdę dobrze. Napoli rządziło i dzieliło na boisku, a Real gubił się raz za razem. Jedną sytuację miał Ronaldo, ale piłka po jego strzale uderzyła w słupek.

Napoli ganiało po całym boisku takim tempem, że baliśmy się, iż piłkarze Sarriego nie dotrwają do przerwy. Składną akcję środkiem pola cennym podaniem w pole karnego do Mertensa zaliczył Hamsik i mieliśmy 1:0 dla Napoli. Trybuny oszalały ze szczęścia, a gospodarzy nabrali wiatru w żagle. Na temten moment wydawało się, kolejne gole są tylko kwestią czasu.

Po przerwie oglądaliśmy jednak zupełnie inne spotkanie. Napoli brakowało tylko jednego gola do pełni szczęścia i być może świadomość tego, że cel jest już naprawdę blisko i nie należy się spieszyć, odegrała tu decydującą rolę. Piłkę z rzutu dośrodkowywał Kroos, Ramos umieścił ją w siatce. Mamy wrażenie, że tego typu gola widzieliśmy już w życiu milion razy. Sześć minut później obaj panowie postanowili zrobić to samo i Real wyszedł na prowadzenie. Dzięki tym golom Ramos ma na swoim koncie już 67 goli w barwach Realu Madryt. Od pamiętnego trafienia w doliczonym czasie gry w finale Ligi Mistrzów z Atletico hiszpański obrońca zdobył aż 21 bramek. 18 z nich, gdy Królewscy remisowali bądź przegrywali.

Kilka minut przed końcem spotkania wynik na 3:1 ustalił Alvaro Morata i stało się jasne, że to Real awansuje do ćwierćfinału. Napoli, mimo że dzielne, nie było w stanie przez dłużej niż 45 minut zagrozić obrońcy trofeum.

***

Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że Arsenal najprawdopodobniej nie odrobi strat z Monachium, ale mimo wszystko byliśmy ciekawi, jak poradzi sobie Robert Lewandowski i w jakiej formie jest Bayern.

Arsenal chciał pokazać, że czarne chmury, które w ostatnim czasie wiszą nad The Emirates, to tylko okres przejściowy i na horyzoncie kibice Kanonierów już niedługo zobaczą słońce. Z dosyć ostrego kąta miedzy oczy Neuerowi z całej siły zasadził Walcott i Arsenal wyszedł na prowadzenie. Teoretycznie ładując jeszcze jedną bramkę przed przerwą, można było liczyć na to, że Arsenal pokusi się o niespodziankę. Zamiast tego jednak, kilka minut po zmianie stron z boiska wyleciał Laurent Kościelny i Kanonierzy zamiast gonić, musieli grać o jednego piłkarza mniej.

Jako że faul miał miejsce w polu karnym, sędzia wskazał na wapno, a z 11 metrów nie pomylił się Robert Lewandowski. Obserwowaliśmy już kilkukrotnie Lewego podczas egzekwowania karnych i dochodzimy do wniosku, że nikt na świecie nie robi tego tak dobrze, jak właśnie kapitan naszej kadry. Potem na listę strzelców wpisywali się jeszcze Robben, Costa i dwa razy Vidal i mieliśmy powtórkę z pierwszego spotkania. 5:1 w Monachium, 5:1 w Londynie. W dwumeczu 10:2 to mimo wszystko jednak kompromitacja.

Bayern i Real grają dalej, a kibice Arsenalu chyba stracili tym samym resztę cierpliwości względem Arsene Wengera. Przed tym spotkaniem wielu kibiców Kanonierów manifestowało pod stadionem swoje niezadowolenie z powodu braku zmian w klubie na stanowisku trenera. “No new contract” mówi wiele. Wielce prawdopodobne, że za rok na ławce trenerskiej klubu z The Emirates zasiądzie kto inny.

 

Komentarze