Piłka nożna: Plus i minus czternastej kolejki

Pierwszy listopad, dzień w którym obchodzimy święto Wszystkich Świętych i wspominamy tych, którzy odeszli. Przyznając miana plusa i minusa czternastek kolejki pozostańmy w tej nostalgicznej konwencji.

Wybierając tego, kto zaskoczył nas pozytywnie, zdecydowaliśmy wspomnieć o piłkarzu, który być może wrócił z piłkarskich zaświatów, a przynajmniej jest na jak najlepszej drodze. Kandydatur na plusa jak zawsze mieliśmy kilka, od indywidualnych popisów Konstantina Vasiljeva, aż do szóstego meczu Wisły Kraków bez porażki. Chwalenie Estończyka staje się jednak powoli nudne, Biała Gwiazda natomiast w dalszym ciągu ma tylko jeden punkt przewagi nad ostatnim miejscem, do spektakularnego sukcesu ciągle więc daleko.

Plusem ogłaszamy więc zawodnika, o którym jakiś czas temu mówiło się dużo, ale który nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Michał Masłowski, bo o nim mowa, strzelił swoją pierwszą bramkę w barwach Piasta Gliwice i wydatnie przyczynił się do zwycięstwa swojej drużyny z Termaliką.

Masłowski do najmłodszych już nie należy, ale ciągle ma szansę zaistnieć co najmniej w Ekstraklasie. Kiedy odpalił w Zawiszy Bydgoszcz i został bohaterem jednego z najdroższych transferów wewnątrz ligi – przeszedł do Legii za około 800 tysięcy euro – spodziewaliśmy się, że za jakiś czas będzie podbijał Europę.

Gra w stołecznej drużynie to były dla niego jednak za wysokie progi, trafił więc na wypożyczenie do Piastunek, jakby nie patrzeć wicemistrza kraju. Rozegrał trzynaście spotkań, ale dopiero po raz pierwszy wpisał się na listę strzelców. Szkoda byłoby tego chłopaka, bo pokazywał już wielokrotnie, choćby w Zawiszy, że jest w stanie decydować o obliczu swojego zespołu. W Warszawie sobie nie poradził, ale może Gliwice okażą się na ten moment jego miejscem na ziemi. Życzymy powodzenia!

maslowski-piast-gliwice-laczy-nas-pasja

A skoro dziś wspominamy zmarłych to minusem tej kolejki są nasze minione już nadzieje wiązane z Wisłą Płock i ich formą. Coś bardzo złego stało się z tym zespołem. Tuż po starcie rozgrywek czuliśmy pod skórą, że beniaminek może namieszać w lidze. I początki rzeczywiście tak wyglądały.

W składzie Nafciarzy jest kilka naprawdę poważnych piłkarsko nazwisk – Furman, Kriwiec czy niedoceniany Kante, ale ostatnio kompletnie nie przekłada się to na wyniki. Porażka w tej kolejce z Lechem Poznań była ich czwartą z rzędu i w tabeli lecą na łeb na szyję.

Już tylko jeden punkt dzieli ich od strefy spadkowej, a za trzy dni zmierzą się z drugim beniaminkiem, Arką Gdynia i jeżeli znowu podwinie się im noga, to mogą zakręcić się koło strefy spadkowej. Na pewno nie tak wyglądały plany narodzin wielkiej piłki w Płocku, a my jesteśmy zawiedzeni, że nasze przewidywania kompletnie się w tym momencie nie sprawdzają. Skoro jednak Wisła Kraków podniosła się z kolan po siedmiu porażkach, to dlaczego nie miałoby się nie udać jej imienniczce z Płocka?!

Komentarze