Piłka nożna: Piłkarz Pogonii Szczecin w pojedynkę ogrywa Holendrów!

Wśród meczów eliminacyjnych do mistrzostw świata jest sporo takich, które średnio nas interesują. Tak, jesteśmy szczerzy – nie na wszystkie spotkania czekamy z zapartym tchem, często mamy do czynienia z konfrontacją, w której jest oczywisty faworyt i zespół, który przez 90 minut będzie walczył co najwyżej o przetrwanie i szczęśliwe urwanie 1 punktu. Są jednak niespodzianki, które kochamy. Rezultaty, których się nie spodziewamy i mimo wszystko włączamy telewizor z ludzkiej ciekawości, czy akurat będziemy ich świadkami.

Wczoraj Bułgarzy podejmowali na swoim terenie Holendrów, co – przyznajemy się bez bicia – grzało nas średnio. No bo jak, Holendrzy, ci od Robbena, Sneijdera, medalu przywiezionego z Brazylii i w ogóle wicemistrzostwa świata w RPA kontra ekipa, która jeszcze niedawno plasowała się gdzieś w okolicach miejsca 90. w rankingu FIFA. Emocji być nie powinno, ale…

Zanim zaczniemy się postwić na Holendrach – Oranje zajmują 21. miejsce w zestawieniu FIFA. To ich najsłabsza lokata od lat, jeszcze nie tak dawno temu byli w samym czubie, zasiadali wygodnie między Brazylijczykami, Argentyńczykami, a Niemcami. Bułgarzy natomiast od dłuższego czasu są w swoim naturalnym środowisku. Plasują się na pozycji nr 71 – od dwóch lat ich sytuacja jest praktycznie niezmienna.

I tu mamy wcześniej już wspomnianych przez nas Robbena, Sneijdera, Strootmana, Blinda i jeszcze kilku innych grajków, którzy na co dzień piłkę kopią w wielkich klubach, a po drugiej Slavcheva z Lechii Gdańsk, Deleva z Pogonii Szczecin, Bozhikov z Kasimpasy i Tonev z włoskiej Crotone. Generalnie przepaść jest na każdym kroku. W nazwiskach, zarobkach, kwotach odstępnego, piłkarskie CV również nie były pisane w tym samym gabinecie. Mimo wszystko to Bułgarzy cieszyli się ze zwycięstwa w tym spotkaniu.

Spas Delev. To gość, którego imię i nazwisko De Ligt i Martins Indi poznali dopiero na odprawie meczowej, ale całkiem możliwe, że zapamiętają je do końca życia. Na co dzień skrzydłowy, raz prawy, raz lewy, wchodził wczoraj pomiędzy holenderskich stoperów jak gdyby nigdy nic i zapakował im dwie bramki. Jeszcze wczoraj rano był zwykłym kopaczyną, który kopie w piłkę gdzieś w Polsce, gdzieś w Szczecinie, a po 88 minutach spędzonych na boisku przez 28-letniego Bułgara jeden z ludzi ze sztabu Oranje musiał lecieć do apteki Aviomarin. Delev tak zakręcił defensywą Oranje, że nie mamy pewności, czy oni sami trafili do szatni. Pierwszy gol – spryt i nos w polu karnym. Drugi – bomba z dystansu, płasko, mocno, precyzyjnie – nie było czego zbierać. Tak to robi wielki piłkarz. Do wczoraj nie mieliśmy jednak pojęcia, że takim jest Spas Delev.

Oczywiście całe zajście odnotowali w Szczecinie. Oficjalna strona Pogonii pochwaliła się, a jakże, z wyczynu swojego zawodnika.

Postanowiliśmy sprawdzić, jakimi liczbami w tym sezonie legitymuje się Delev. Najpierw eliminacje do mundialu w Rosji – dwie bramki (te wczorajsze) i jedna asysta. W lidze – łącznie cztery trafienia, w tym jedno w Pucharze Polski. Do tego sześć asyst, z czego jedna właśnie w rozgrywkach pucharowych. Gdy pomocnik pojawia się na boisku, to przeważnie robi to od pierwszej minuty (18 z 21 przypadków). Gdy już gra, to przeważnie 78 minut w ciągu meczu, czyli – umówmy się – wynik to co najmniej przyzwoity. Wydaje nam się mimo wszystko, że dosyć sporą niespodzianką jest to, że gość z Pogonii Szczecin rozstrzyga mecz, w którym gra tyle gwiazd światowego futbolu. Dla nas to jest właśnie ta niespodzianka, o której pisaliśmy we wstępie.

Na koniec tabela tej grupy, bo tam też jest bardzo ciekawie. Po pięciu meczach Holendrzy mają 7 punktów i zajmują czwarte miejsce. Wyprzedzają ich Bułgarzy (9 pkt), Szwedzi (10 pkt) i Francuzi (13 pkt). Do rozegrania zostały jeszcze po trzy mecze. Na tę chwilę wygląda to tak, jakby Oranje nie wybierali się na mundial w Rosji. Przypomnimy tylko, że Euro we Francji również oglądali w telewizji.

Komentarze