Piłka nożna: Partidazo w Madrycie! Barca ogrywa Real!

Co jakiś czas pojawiają się na naszej stronie wpisy, które przypominają pewne ważne, przynajmniej naszym zdaniem, wydarzenia sportowe, mające miejsce kilka lat temu. Siedzimy po prostu w internecie, szperamy, odnajdujemy i bach – nie umiemy o tym nie napisać. O wczorajszym spotkaniu Realu z Barceloną też pewnie napiszemy. Ba, nieraz będziemy przypominali o tym spotkaniu w kolejnych latach. Tak więc mówimy już dziś – spodziewajcie się wspominek z tego meczu 23 kwietnia w każdym kolejnym roku.

Real grał u siebie z Barceloną o “sześć punktów”. Tak zwykło się mówić na spotkania, w których różnica pomiędzy ekipami wynosi zaledwie trzy oczka. Gdyby wygrali Królewscy, to pewnie zdobyliby ligę hiszpańską i już kilka chwil po spotkaniu odbieraliby gratulacje od rodzin i przyjaciół. Jako że zwyciężyła Barca, wszystko niejako zaczyna się od początku. Wciąż nie wiadomo kto będzie dumnie dzierżył koronę mistrzowską.

W ostatnich latach Barcelona potrafiła zwyciężać na Bernabeu. W jaskini lwa, w której nikt nie umiał sobie poradzić, Duma Katalonii grała jak z nut. Pamiętacie 3:4 po trzech trafieniach Messiego, prawda? No wlaśnie. Dwa lata później było jeszcze 0:4, co przed pierwszym gwizdkiem wczoraj dawało jasny sygnał – będzie się działo. Nie można tego przegapić.

Mimo wszystko to Real był zdecydowanym faworytem. Pierwszy raz od dawien dawna to Królewscy mieli po swojej stronie więcej atutów i bukmacherzy nie mieli co do tego żadnych wątpliwości. Barca, od której zaraz odchodzi Luis Enrique, która musiała sobie radzić bez Neymara, po porażce z Juventusem bez strzelonego gola w dwumeczu. Przyznajcie sami – to nie jest codzienność.

I to Real zagrał lepiej na początku. Aktywny był Ronaldo, swoje okazje miał Benzema. Jak zwykle skrzydłami swoje akcje rozgrywali Królewscy, ale w pojedynkach powietrznych dobrze radzili sobie Pique i Umtiti. Ten drugi niebezpiecznie skrobnął w polu karnym Cristiano, ale sędzia nie dopatrzył się tam przewinienia. Czy faul byl? Chyba jednak czysto.

Po kilku klarownych sytuacjach jednych i drugich gola zdobył Real. Po zamieszaniu w polu karnym, które nastąpiło chwilę po rzucie rożnym do pustej bramki piłkę wpakował Casemiro. Było 1:0. Real wydawał się wskoczyć na właściwe tory.

Potem swój popis zaczął Messi. Najpierw oberwał z łokcia od Marcelo, za co Brazylijczyk powinien zostać wyrzucony z boiska, a za co nie podyktowano nawet faulu. Chwilę później wykorzystał podanie od Rakitica, minął dwóch rywali i wpakował piłkę do siatki. Barca złapała drugi oddech i na przerwę schodziła z nie najgorszym rezultatem. Było 1:1.

Po przerwie znowu zaczął grać Real. Znowu – Ronaldo i Benzema, ale znowu nie wiele z tego wyniknęło. Z biegiem czasu to Barca dochodziła go głosu, znakomitą okazję miał Paco Alcaser, ale skutecznie interweniował Kaylor Navas. Na prowadzenie Blaugranę wyprowadził Rakitic, który potężnym strzałem z lewej nogi tuż pod okienko nie dał szans bramkarzowi z Kostaryki. Barca miała wszystko, by te spotkanie wygrać.

Zwłaszcza, że chwilę później z boiska wyleciał Ramos. To już 5. czerwona kartka Sergio w historii El Clasico. Gdy Real był zbity z tropu, swoją okazję miał Pique, ale nie zdołał pokonać Navasa. Skutecznością za to wykazał się James, który kilka chwil po zameldowaniu na boisku doprowadził do wyrównania. Real miał remis, czyli – umówmy się – idealny dla siebie wynik.

I od tego momentu przestaliśmy rozumieć kolejne poczynania Realu. Mają wynik 2:2. Grają jednego mniej. Spotkanie jest pod kontrolą, a piłka jest przy polu karnym Barcelony. Jest 92. minuta meczu. Teoretycznie trzeba się cofnąć, wybijać, przeszkadzać, faulować. Real wysoko siadł na Barcelonę, ta wydostała się spod pressingu. Sergi Roberto przebiegł z piłką całe boisko, zagrał na lewe skrzydło, by futbolówka wróciła do Messiego. Co to oznacza? Tak, domyślacie się. Gol na 2:3 i zwycięstwo Barcy na Bernabeu.

Ufff, co to był za mecz. Jeden z lepszych, jakie w ostanim czasie oglądaliśmy. Krew była? Była. Łzy były? Oczywiście. Zwroty akcji i piękne gole? Wiadomo. Emocje od pierwszej do ostatniej minuty? Naturalnie.

Uwielbiamy takie spotkania. Byliśmy świadkami naprawdę znakomitego widowiska. Z resztą, zobaczcie sami:

Komentarze