Piłka nożna: Najważniejszy weekend tego sezonu w Hiszpanii!

    Przyjęło się mówić, że o mistrzostwie Hiszpanii decydują bezpośrednie starcia FC Barcelony z Realem Madryt. Kto okaże się lepszy w Klasyku zdobywa puchar na koniec sezonu. Ostatnie kilkanaście lat pokazują jednak, że to stwierdzenie nie ma nic wspólnego z prawdą. Oczywiście konfrontacja dwóch najlepszych w kraju klubów ma wpływ na układ tabeli pod koniec sezonu, ale o mistrzostwie decydują spotkania inne. Z pozoru mniej istotne mecze.

    Gdy 3 grudnia Sergio Ramos w doliczonym czasie gry zdobył gola dla Realu Madryt w meczu na Camp Nou dający remis, wielu hiszpańskich dziennikarzy wieszczyło, że mistrzowski tytuł jest już na pewno w posiadaniu ekipy z Madrytu. Real prowadził bowiem wtedy sześcioma punktami. Ostatnio pojawiło się jednak światełko nadziei nad Barceloną, która czysto teoretycznie ma spore szanse, by już niedługo Real w tabeli dogonić albo przynajmniej – złapać z Królewskimi kontakt.

    Już tłumaczymy o co chodzi.

    Z racji tego, że Real wygrał w poprzednim sezonie Ligę Mistrzów, w grudniu reprezentował Europę podczas Klubowych Mistrzostw Świata. Królewscy turniej wygrali, a w Japonii spędzili kilka dni. Ominęli tym samym jedną kolejkę ligową, która odbywała się w Hiszpanii. Barcelona w tym czasie zdobyła komplet punktów wygrywając 4:1 z Espanyolem Barcelona. Przynajmniej na tamten moment Blaugrana zbliżyła się do swoich rywali na tylko trzy oczka.

    Zaległym spotkaniem, które Królewscy musieli odrobić, był mecz z Valencią. Wtedy, w grudniu, Nietoperze byli w kompletnej rozsypce. Nie szło im absolutnie, czego efektem była jeszcze w grudniu dymisja Cesare Prandellego. Ekipę z Estadio Mestalla przejął tymczasowo “Voro” i zaczęło się nowe rozdanie. Valencia zaczęła grać coraz lepiej.

    W minioną środę spotkanie się odbyło. Valencia wygrała 2:1 i Real nie odskoczył w tabeli Barcelonie, co przepowiadało wielu hiszpańskich dziennikarzy. W międzyczasie Real nie zagrał swojego meczu ligowego z Celtą Vigo na Estadio Balaidos, gdyż mocny wiatr zniszczył fragment dachu na stadionie Celty. Real z jednego meczu zaległego był już zatem dwie gry do tyłu względem Barcelony.

    Dziennikarze znowu prognozowali, że “jak Real wygra, to odskoczy w tabeli”, ale namacalnie tych trzech punktów w dalszym ciągu ekipa z  Madrytu nie ma. Wcale nie powiedziane, że te tak łatwo przyjdą, bo Celta grała niedawno z Realem w ćwierćfinale Pucharu Króla. Aspas i spółka rozprawili się z Królewskimi w Madrycie, u siebie mecz zremisowali i ostatecznie wyelimonowali Blancos z turnieju.

    Dziś Barcelona gra z Atletico, a Real mierzy się z Villarrealem. I jedni i drudzy rozegrają swoje spotkania na wyjeździe, co oznacza, że tak naprawdę wszystko może się wydarzyć. Słaba w ostatnim czasie Barca przegrywając na Calderon przy jednoczesnym zwycięstwie Realu z Żółtą Łodzią Podwodną najprawdopodobniej definitywnie pożegna się już z mistrzostwem Hiszpanii. Co natomiast, gdy Barca wygra, a Real przegra? Wtedy dwa punkty więcej będzie miała ekipa Luisa Enrique. Warto przypomnieć, że Real swój zaległy mecz będzie musiał jeszcze rozegrać.

    Atletico to Atletico – wiadomo, zeszłoroczny finalista Ligi Mistrzów, który potrafi wygrać z każdym na świecie. Przestrzegamy jednak wszystkich przed ekipą Villarrealu. Soriano z kolegami umieją grać w piłkę. Mimo że odpadli ostatnio z Romą w Lidze Europejskiej, to mecze na ich stadionie nigdy nie należą do łatwych. Przekonała się o tym chociażby Barca, która nie tak dawno temu zremisowała na Estadio de la Ceramica. Gdyby taki rezultat powtórzył się dzisiaj, to emocje mielibyśmy do końca sezonu. Cytując klasyk: liga byłaby ciekawsza.

    Komentarze