Piłka nożna: Nacho, spryciarzu ty!

    W meczu piłkarskim nie zawsze wygrywa lepszy. Czasami potrzebne jest szczęście, spryt, tzw. błysk w oku. Generalnie w futbolu dzieje się tyle rzeczy niespodziewanych, że notorycznie dochodzimy do wniosku, że jedna, z pozoru mało istotna sytuacja, miała wpływ na to, że dana drużyna spotkanie wygrała. Wczoraj Real Madryt na swoim boisku podejmował Sevillę. Spotkanie to wyjątkowe, na pewno najciekawsze w 36. kolejce La Liga. Jeżeli Real miał jeszcze w tym roku pogubić punkty, to wszyscy piłkarscy eksperci przewidywali, że ma się to stać właśnie z drużyną z Andaluzji. I kiedy było 0:0, błyskiem popisał się… Nacho. Tak, Nacho wyprowadził Królewskich na prowadzenie.

    Pewnie nie napisalibyśmy o tym ani słowa, gdyby nie sytuacja, w której znalazł się środkowy obrońca Realu. Chwilę wcześniej sfaulowany został Marco Asensjo. Sędzia wskazał na rzut wolny sprzed pola karnego, a piłkarze Królewskich nie przekazali arbitrowi informacji, że chcą rozpocząć grę “na gwizdek”. Gdy obrońcy Sevilli dyskutowali z arbitrem, a bramkarz skupiał się na tym, jak szczelnie ustawić mur, Nacho podbiegł do piłki i uderzył ją tuż przy słupku. Sergio Rico nawet nie drgnął, a Real wyszedł na prowadzenie.

    Cała sytuacja wyglądała dosyć kuriozalnie. Z resztą – sami zobaczcie:

    Naprawdę – zaimponował nam Nacho. Nie spodziewaliśmy się, że on tak w ogóle potrafi. Rozumiemy – Ronaldo. Boiskowy stary wyga. Ale Nacho? Podejdzie do bezpańskiej piłki i zrobi coś takiego? Czapki z głów.

    Moglibyśmy dłużej rozwodzić się i chwalić hiszpańskiego obrońcę, ale teraz kilka chwil poświęcimy defensywie Sevilli, której… nie było w tej sytuacji.

    Jeżeli drużyna, która w Hiszpanii zajmuje 4. miejsce po 36 meczach daje się zaskoczyć w taki sposób, to nam opadają ręce. Po prostu, dochodzimy do wniosku, że drużyna słabsza, taka, która ma mniejsze szanse na zwycięstwo i mniej argumentów czysto sportowych na pokonanie swojego rywala, nie może dopuszczać się do takich błędów. NIE MOŻE i koniec. W sytuacjach na styku, w takich, w których można popisać się sprytem i boiskowym cwaniactwem TRZEBA zachowywać czujność. Nie można dać się zaskoczyć. To znaczy można, ale taki zespół nie ma wtedy prawa myśleć o zwycięstwie. Włosi, którzy lubują się w takich zagrywkach, też nie zawsze grali najlepiej w piłkę. Ale potrafili wygrywać psychologiczne wojenki ze swoimi przeciwnikami. Prowokować rywali, wywierać presję, mądrze wybijać z rytmu, umiejętnie przedłużać wznowienie akcji, kiedy zależało im na czasie. Jesteśmy się w stanie się założyć, że Juventus lub Roma nie daliby się w ten sposób zaskoczyć. Któryś z defensorów stanąłby przy piłce (na co ma pełne prawo) i nie dopuściłby do tego sytuacji. Nie straciłby gola w tak prosty sposób.

    Sevilla natomiast pokazała, że jeszcze nie dorosła do wielkiego grania. Mimo że piłkarze z Andaluzji potrafią zrobić w piłką właściwy użytek, to mentalnie są jeszcze na poziomie Gryfu Wejherowo i Warty Poznań.

    Ale, jak mówimy, Nacho – wpisz sobie plusa. Lubimy mądrych zawodników. To przychodzi z wiekiem.

     

    Komentarze