Piłka nożna: Monako i Atletico grają dalej!

Uuaaaa! Ależ to było spotkanie! W zasadzie to po takim dwumeczu powinniśmy wprowadzić nowe określenie, które podsumowywało będzie tego typu widowiska piłkarskie. Od dziś będziemy wyróżniać mecze słabe, średnie, dobre, bardzo dobre i te z udziałem Manchesteru City i Monaco. Przez 180 minut oglądaliśmy 12 goli. Powtórzymy: DWANAŚCIE GOLI!

Przed tygodniem stwierdziliśmy, że rzeczy niemożliwe absolutnie w futbolu nie obowiązują. Po tym co Barcelona wyczyniła w ostatnich kilku minutach z PSG nie skreślaliśmy już absolutnie żadnego scenariusza. Mimo wszystko jednak z dystansem podchodziliśmy do drużyny Monako, która mimo że była dzielna i bardzo ambitna w pierwszym spotkaniu, to przyjęła od City aż pięć goli. Plan na drugi meczu był prosty: strzelić dwie i nie stracić żadnej. Prosty oczywiście tylko w teorii.

I już po pierwszych chwilach byliśmy zbudowani postawą Monako. Mocno, agresywnie, zadziornie i – co najważniejsze – z pomysłem. Aguero, Sane, Silva, Sterling – każdy z tych chłopaków mógłby grać w piłkę w Madrycie, Barcelonie czy Monachium i tak naprawdę tylko kwestią czasu jest moment, w których wyfruną z Etihad i powędrują gdzieś dalej. Na tle Monako piłkarze Guardioli wyglądali wczoraj jednak jak pierwszoklasiści, którzy przyszli wyrzucić z osiedlowego boiska tegorocznych maturzystów. Wolno, bez pomysłu, na chodzonego – to był wczoraj wielki Manchester, który budowany był za niebotyczne pieniądze.

Już po kilku minutach defensywa Obywateli dostała pierwsze ostrzeżenie. Uderzenie Mbappe wybronił Caballero i od tamtej chwili wiedzieliśmy, że tego typu sytuacji podczas całego meczu może być zdecydowanie więcej. W 8 minucie z ostrego kąta piłkę w pole bramkowe wstrzeliwał Bernardo Silva, a z najbliższej odległości do siatki zapakował ją właśnie Mbappe. W 20 minucie było już 2:0, tym razem Benjamin Bendy obsłużył idealnym podaniem Fabinho i od tamtej chwili to City musiało gonić wynik. Monako, które w już nic wtedy nie musiało, nie spoczęło jednak na laurach, czego efektem były kolejne szanse na podwyższenie prowadzenia.

Obawialiśmy się w drugiej połowie tego, że – podobnie jak miało to miejsce w pierwszym spotkaniu – Monako spuchnie. Nie można przecież gnać przez cały mecz w tak zawrotnym tempie. W naszych przypuszczeniach było sporo racji, a prawym skrzydłem raz za razem urywał się Sterling. Swoje okazje miał również Aguero, którego raz wybronił Subasic, a któremu innym razem z pomocą przyszli obrońcy. Dobitkę po strzale byłego skrzydłowego Liverpoolu wykończył strzałem do pustej bramki Sane i to City było wtedy w ćwierćfinale. Piłkarzom z Księstwa zostało 20 minut, by odwrócić losy rywalizacji.

Monako znowu ruszyło, choć te ataki nie były już tak szybkie i precyzyjne, jak w pierwszej połowie. Na całe szczęście Leonardo Jardim przećwiczył ze swoimi piłkarzami stałe fragmenty gry i po wrzutce piłki w pole karne właśnie ze stojącej piłki podanie Lemara na gola zamienił Bakayoko. Ostatni kwadrans to głównie bronienie dostępu do własnej bramki, co Monako robiło absolutnie bez zarzutu. Dokładnie w 93 minucie spotkania arbiter zagwizdał po raz ostatni i to Monako mogło cieszyć się z awansu do najlepszej ósemki w Europie.

***

Pisaliśmy już o tym wczoraj – o ile Monako z City z daleka zapowiadało się na znakomite widowisko, o tyle druga środowa konfrontacja tych emocji nie zwiastowała. Atletico miało zapas dwóch bramek i perspektywe tego, że przed trzema tygodniami aż czterokrotnie ukąsiła Bayer na ich terenie. Zwrot akcji w tym dwumeczu? Bardzo mało prawdopodobny.

Szczególnie gdy mówimy o takich tuzach defensywy, jak banda Simeone. Mamy wrażenie, że Griezmann i spółka piłkarsko są po prostu na wyższym poziomie. Niby Bayer próbował, niby szarpał, miał nawet 4(!!!) okazje w jednej akcji do tego, by gola zdobyć, ale mimo wszystko nie potrafił tego uczynić. Cholo wiedział, że zaprzepaszczenie takiej przewagi to ostatnia rzecz, która na świecie może się wydarzyć. I to bez Gabiego i Felipe Luisa, którzy pauzowali za żółte kartki i Gameiro, który narzekał w tygodniu na uraz pachwiny. Atletico spokojnie dowiozło ten remis do końca ani przez sekundę nie tracąc kontroli nad wydarzeniami boiskowymi. Bayer, który dwa lata temu przegrał z Rojiblancos dopiero po rzutach karnych, tym razem nie miał zbyt wielu argumentów, by pokonać trzecią siłę La Liga.

Znamy już wszystkich ćwierćfinalistów tej edycji Champions League. W piątek losowanie. Jesteśmy pewni, że najlepsze dopiero przed nami.

 

Komentarze