Piłka nożna: Meczycho na koniec roku. Liverpool gra z City!

Różnie można spędzić ostatni dzień roku. Można usiąść z rodziną i znajomymi i zacząć wspominać, podsumowywać. Można pomyśleć o celach na kolejne dwanaście miesięcy i postanowieniach, które trzeba zacząć realizować. Można spędzić ten dzień jednak przed telewizorem. Tak, telewizorem. Oglądając na przykład angielską Premier League.

31 grudnia, to ostatni dzień roku, ale żeby z czystym sumieniem móc podsumowywać to, co wydarzyło się na piłkarskich boiskach w ostatnich dwunastu miesiącach obowiązkowo należy poczekać do około godziny 20:30. Wtedy bowiem skończy się spotkanie Liverpoolu z Manchesterem City, czyli szlagier, na który czeka wielu futbolowych fanów na całym świecie.

Gundogan, Kompany, Stones, Sane, Coutinho, Ings, Matip – ich dziś nie zobaczymy na boisku. Kontuzje, przeciążenie, nadciągnięte mięśnie – norma. Mamy koniec roku, a piłkarze osiemnaście serii gier za sobą. Do tego europejskie puchary, Puchar Ligi, reprezentacje. Grania nie brakuje.

I tak umawiając się dzisiejszego wieczoru ze znajomymi na imprezę, pilnując piekarnika, mieszając bigos i dbając o odpowiednią temperaturę sylwestrowej wody święconej musimy spojrzeć na to, co będzie działo się wieczorem na Anfield Road. Z jednej strony Jurgen Kloop, z drugiej Pep Guardiola. W czerwonym trykocie Aguero i Sterling, w błękitnej Firmino, Lallana czy Mane. Druga i trzecia drużyna w lidze. Pełny stadion i oczy całego świata skierowane w kierunku miasta Beatlesów.

pep-guardiola-manchester-city-laczy-nas-pasja

A może nam się tylko wydaje, że te spotkanie będzie takie dobre? Może piłkarze myślami są już na wieczornych baletach i zamiast skupić się na tym, co należy do ich obowiązków, są już przy wyborze krawata lub koloru koszuli?

Tego się nie dowiemy, ale patrząc na oba zespoły przez pryzmat tego, co pokazują w ostatnim czasie, oczekiwania mamy całkiem spore. Liverpool – 40 punktów. City – 39. Ostatnie trzy spotkaniach i jednych, i drugich? W obu przypadkach komplety punktów. Strzelone bramki w całej kampanii? Odpowiednio – 45 i 39, czyli pierwszy i drugi wynik w Premier League.

Tego, że Obywatele będą prawie na półmetku na trzecim miejscu w lidze spodziewaliśmy się. Nawet znaleźliby się pewnie i tacy, którzy prognozowaliby, że Aguero i reszta będą przewodzić w stawce i z góry patrzeć na resztę drużyn. Drugie miejsce Liverpoolu jest jednak sporym zaskoczeniem. Jeśli jednak spojrzymy na to, jak grają chłopcy Kloopa, to ręce same składają się do oklasków. Mówiliśmy już o liczbie bramek całego zespołu. Kto strzela w The Reds?

Mane – osiem goli, Lallana – siedem, Firmino – sześć, Coutinho – pięć, Millner – pięć, Sterling – pięć. Chyba całkiem przyzwoicie i sprawiedliwie się to rozkłada, prawda?

Liverpool u siebie jeszcze nie przegrał i na 24 punkty, które były do zdobycia do tej pory, uzbierał 20. City natomiast aż siedem z dziewięciu meczów wygrało na wyjeździe. W swoich piłkarzy wierzy Kloop, który potwierdza, że “magia Anfield” każe z optymizmem spojrzeć na sobotnie spotkanie.

“Nasz dom to Anfield i własne ściany pomagają nam polepszać swoją grę z każdym meczem. Najważniejsze jest to, że my wszyscy zmierzamy w tym samym kierunku, wszyscy jesteśmy drużyną. Z optymizmem patrzymy w przyszłość i wierzymy, że to może przynieść spodziewane efekty. Czekają nas znakomite momenty, wierzę w to.”

Zwycięzca tej konfrontacji bez względu na wyniki innych spotkań sezon skończy na drugim miejscu w tabeli. Jak kończyć rok, to z przytupem.

 

 

 

 

Komentarze