Piłka nożna: Manchester United wygrywa Ligę Europejską!

    Mourinho. Nie mieszkający w Manchesterze od X lat Rooney ani najdroższy w historii futbolu Pogba. Nie Zlatan, ani strzelający drugą bramkę Mchitarjan. To Portugalczyk jest znowu na ustach całej piłkarskiej Europy. Wszystko za sprawą stylu gry Manchesteru United, który pozwolił wygrać wielki finał z Ajaxem Amsterdam. Czerwone Diabły zagrały mądrze taktycznie, skutecznie w obronie, agresywnie, z pomysłem. Co najważniejsze – skutecznie. Manchester zagrał jak drużyna prowadzona przez The Special One.

    Staramy się nie nadużywać w sporcie określeń “należy się” i “zasłużyli”. Gdy jednak patrzymy w ostatnich latach na Manchester United… ich kibice na pewno nie mieli łatwo. Po odejściu Alexa Fergusona z Old Trafford Rooney’owi i spółce niewiele wychodziło. Wczoraj jednak, przynajmniej w jakimś stopniu, te cierpienia zostały wynagrodzone. MU nie tylko wygrało Ligę Europejską, ale i awansowało do Champions League w sezonie 2017/2018.

    Nas to bardzo cieszy, bo wychodzimy z założenia, że nawet jeśli ManU słabsze niż kiedyś i będące – przykładowo – na poziomie Anderlechtu Bruksela, to lepiej jest mimo wszystko oglądać w Europie Manchester, nie? Tak nam się przynajmniej wydaje.

    Co do meczu. Manchester zagrał tak, jak chciał zagrać. Śmieszą nas opinie internautów, że Anglicy byli skupieni tylko na defensywie, nie angażowali się zbytnio do przejęcia kontroli nad meczem, bardziej czekali i skutecznie kontrowali. Po pierwsze, w 48. minucie meczu było 2:0, czyli – gdy ktoś nie oglądał meczu, mógl pomyśleć, że w Sztokholmie odbywa się spotkanie od jednej bramki. Po drugie, czego ci ludzie się spodziewali? Że drużyna prowadzona przez Mou wykona w meczu 1000 podań i będzie przez 80% czas trwania meczu atakować? Jeżeli tak, to gratulujemy, zmieńcie dyscyplinę – na piłce kompletnie się nie znacie.

    Ajax w tym spotkaniu nie istniał. Może gdyby zamiast sędziów biegających z boku boiska z chorągiewką byli ci narciarscy, którzy wystawiają noty za styl – zgoda – Ajax ładnie wyglądał. Piłka to jednak nie skoki, a wślizgi nie mają nic wspólnego z wiertuozerią. Piłkarskie spotkanie wygrywa ten zespół, który we wszystkich elementach piłkarskiego rzemiosła okazuje się lepszy. Lepiej broni, atakuje, szybciej biega, więcej myśli, ma lepszą taktykę, inydywidualności, stanowi kolektyw. Po obejrzeniu 90 minut mamy wrażenie, że 2:0 obiektywnie przedstawia to, co działo się wczoraj na boisku.

    Na co zwróciliśmy uwagę podczas meczu? Mecz był ostry, momentami nawet bardzo. Sędzia pozwalał grać, co nam zawsze bardzo się podoba. Ale że Mata będzie tak tyrał w defensywie? Że Rashford zaliczy tyle powrotów pod własną bramkę? Jeżeli wierzyć w powiedzenie, że w drużynie piłkarskiej powinno być ośmiu gości, którzy potrafią wnieść fortepian na 11. piętro, a trzech, którzy potrafią na nim grać, to wczoraj odnieśliśmy wrażenie, że każdy poradziłby sobie z takim ciężarem bez mrugnięcia okiem. Dyrygent Mou tak to wszystko poukładał, że instrument nie miał prawa wyślizgnąć się piłkarzom Manchesteru z rąk.

    Tłumaczenie zbędne.

    Dawno nie widzieliśmy już Mourinho tak szczęśliwego. Widać było, że brak tytułów w ostatnim czasie bardzo mu ciążył. Ciekawi jesteśmy, jak teraz Czerwone Diabły będą sobie radziły. Ich wczorajszego sukcesu umniejszać nie zamierzamy, ale to tylko Liga Europejska. Przyzwyczailiśmy się do tego, że taki klub, jak Manchester walczy w finale, ale Ligi Mistrzów. W latach 2008-2011 z resztą aż trzykrotnie. Kolejna szansa już za rok.

     

    Komentarze