Piłka nożna: Legia mistrzem, Lechia poza podium!

    Nie pamiętamy, kiedy futbol w ekstraklasowym wydaniu dostarczył nam aż tylu emocji. Prosimy, abyśmy nie mylili tego z piłkarską jakością, bo gdyby ktoś nam wczoraj zamazał górny pasek z wynikiem i drużynami, które grały w Warszawie o mistrza, to pewnie obstawialibyśmy rozgrywki świętokrzyskiej okręgówki. To nie styl był wczoraj najważniejszy, a skuteczność. Tą w perspektywie całego sezonu na najwyższym poziomie miała Lega, która obroniła mistrzowski tytuł. Kolejne miejsca zajęła Jagiellonia, Lech i Lechia.

    Legia wygrać w Warszawie nie musiała tylko na wypadek podziału punktów w spotkaniu Jagiellonii z Lechem lub zwycięstwa gości. Podział punktów w Białymstoku był wielce prawdopodobny, choć na własnym boisku z Kolejorzem drużyna Michała Probierza przegrała ostatnio w sezonie 2012/2013. Wszystko układało się po myśli Jacka Magiery, bo to Lech prowadził w tym meczu 2:0. Żeby Wojskowi zostali pozbawieni tytułu mistrzowskiego, musieliby przegrać z Lechią albo…

    Albo Jagiellonia musiałaby odrobić straty i wygrać mecz z Lechem. Na to przez długi cza się nie zanosiło, bo:

    a) Lech grał bardzo dobrze

    b) Jagiellonii absolutnie nie szło

    Gdy jednak drużyna Probierza wyrównała za sprawą trafień Góralskiego i Novikovasa, to zrobiło się ciekawie. Lechia, której wynik remisowy aboslutnie nic nie dawał, ba, nie dawało jej nawet nic zwycięstwo w Warszawie, zaczęła sprężać się co sił w nogach, by jednak przy Łazienkowskiej wygrać. Ścisk w czubie był tak ogromny, że jeden gol decydował o tym, czy drużyna z Gdańska zajmie czwarte, czy pierwsze miejsce. Pomyślcie sobie: słaba, bezradna, bierna i apatyczna Lechia strzela gola grając o jednego piłkarza mniej i w Warszawie pieczętuje tytuł mistrza Polski. Since fiction, prawda?

    I nagle los we własnych głowach i nogach miała Jagiellonia. Znowu – jeden gol strzelony przez drużynę z Białegostoku spowodowałby, że dziś mówilibyśmy o ogromnej, może nawet największej sensacji w historii naszej ligi. Jak do tej pory trzy razy w historii (1935, 1948, 1982) zdarzyło się, że lider przed ostatnią kolejką nie został mistrzem. Wczoraj Legia, trochę na własne życzenie, bardzo sobie sytuację skomplikowała. Wystarczyło po prostu wygrać z beznadziejną na wyjazdach Lechią i mieć spokój. A tak, całe zamieszanie trwało bardzo długo, bo mecz w Białymstoku został przedłużony o kilkanaście minut i wszyscy w stolicy czekali na wieści ze stadionu przy ulicy Słonecznej.

    Legia zdobyła mistrzostwo Polski po raz drugi z rzędu, choć to był dla niej bardzo trudny sezon. Pamiętacie początek jesieni, prawda? 0:6 z Borussią Dortmund, Besnik Hasi, Langil, afera z kibicami i całe mnóstwo problemów, które przytrafiły się po drodze drużynie z Warszawy. Koniec końców to jednak najmocniejszy kadrowo, najbardziej doświadczony i chyba trzeba sobie to powiedzieć otwarcie – najlepszy zespół w Polsce wygrał rozgrywki. Wielkie gratulacje dla piłkarzy Legii.

    Drugie miejsce zajęła Jagiellonia, dla której jest to najwiekszy sukces w historii klubu, a trzecie Lech, który może czuć się lekko zawiedziony. Lechia? Mamy wrażenie, że im czwarte miejsce pasuje. Nie widać było wczoraj, żeby jakoś specjalnie zależało piłkarzom Piotra Nowaka na graniu w Europie.

    Komentarze