Piłka nożna: Legia liderem, dziś czas na Jagiellonię i Lechię!

    W piątek obserwowaliśmy grę Lecha Poznań, wczoraj patrzyliśmy, jak na tle Pogonii Szczecin zaprezentuje się Legia Warszawa. Jeżeli mówimy o walce o mistrzowski tytuł, to dzisiejszą lekturę należy poświęcić Jagiellonii Białystok i Lechii Gdańsk. Pierwsza z czwartą drużyną przed tą kolejką w niedzielę będą grały o to, by nie pozwolić liderować stołecznej ekipie na trzy kolejki przed zakończeniem rundy zasadniczej.

    Z 13 meczów na własnym boisku piłkarze Michała Probierza wygrali aż 8. Statystyka to dobra, tylko trzy zespoły w całej stawce mogą pochwalić się lepszymi osiągnięciami. Problemem może być jednak dla białostocczan to, że tym razem na Podlasie zawita Termalica. Zespół, który nie tak dawno temu urwał punkty i Lechii, i Legii.

    Termalica może być jednak mniej groźna niż jesienią, kiedy to w spotkaniach z czołówką ligi (Legia, Lech, Lechia) zdobyła aż 7 punktów. Po ostatnim spotkaniu zwolniony z funkcji trenera Słoni został Czesław Michniewicz. Decyzja klubowych włodarzy była o tyle zaskakująca, że klub, który przed rokiem cudem obronił się przed spadkiem, teraz po serii rozczarowujących spotkań, plasuje się w dalszym ciągu na siódmym miejscu w tabeli. Obowiązki Michniewicza przejął Marcin Węglewski, który w Niecieczy był jego asystentem.

    Przede wszystkim chcemy wygrać. W tym roku nam to się nie udało. Czas to zmienić! Punkty uciekają a konkurencja nie śpi. Bardzo liczymy, że w niedzielę odmienimy los i powiększymy dorobek. Rywalizacja o pierwszą ósemkę jest zacięta. Trzeba wyjść z niej zwycięsko” – to sława Dalibora Plevy przed tym meczem. Fakt, Termalica punktuje bardzo słabo. W ostatnich pięciu meczach – tylko trzy oczka.

    O Jagiellonii pisaliśmy już w tym sezonie wielokrotnie i nigdy nie mieliśmy pewności, jaki zespół zobaczymy na boisku. Czy rozbity i bez pomysłu na grę, jak w spotkaniu z Lechią, czy momentami bezradny, jak przed dwoma tygodniami z Pogonią, czy pewnie kroczący po swoje, jak miało to miejsce w meczu z Górnikiem Łęczna. Jeżeli dziś Michał Probierz wraz ze swoją drużyną nie przegra, to wskoczy na fotel lidera w tabeli. Na trzy kolejki przed końcem rundy zasadniczej nie jest to wcale najgorsza perspektywa.

    ***

    Jeszcze późną jesienią bylibyśmy w stanie wyciągnąć z portfela ostatnie zaskórniaki na mistrzostwo Lechii w tym sezonie. Gdańszczanie kosili kolejnych rywali u siebie z dziecinną łatwością, w pierwszym meczu wiosny pokonali pewnie 3:0 aspirującą do tytułu Jagiellonię. Potem było jednak już zdecydowanie gorzej i po remisie z Termalicą przyszła seria trzech przegranych meczów z rzędu. Ostatnia, ta z Legią, nie była wcale złym meczem w wykonaniu podopiecznych Piotra Nowaka. To jednak wynik idzie w świat, a ten był dla lechistów bardzo słaby. Biało-zieloni przegrali 1:2.

    “Jesteśmy zwycięzcami, a zwycięzcy zawsze patrzą przed siebie. Po przeanalizowaniu tego, co w tych trzech ostatnich spotkaniach było złe, myślimy pozytywnie. Przez ostatnie dni zastanawialiśmy się, jak wrócić do dobrej gry i wygrywania. Czekamy na zwycięstwo i odwrócenie złej passy” – to wypowiedź przed tym spotkaniem Flavio Paixao. Fakt, Lechia musi dziś wygrać. Jeśli nie, marzenia o mistrzowskim tytule będzie musiała odstawić na kiedy indziej.

    Zagłębie, która obecnie nie jest w najlepszej formie (tylko 4 punkty w 5 ostatnich meczach) stosunkowo dobrze radzi sobie w tym sezonie w spotkaniach wyjazdowych. Z 39 możliwych punktów do zdobycia poza domem, piłkarze Piotra Stokowca zdobyli 22. Patrząc na realia w naszej lidze, wynik to nie najgorszy.

    “Najprościej powiedzieć, zagrać swoje. My też jesteśmy mocni kadrowo, oczywiście niczego nie odbieram rywalom, przeciwnie, doceniam ich klasę. Natomiast mamy swoje atuty i jeśli zagramy konsekwentnie i z pomysłem, to jesteśmy w stanie pokusić się o dobry rezultat w Gdańsku” – to z kolei wypowiedź Filipa Jagiełło, który – co oczywiste – z optymizmem patrzy na spotkanie z Lechią.

    Jaki będzie układ sił po tej kolejce? Kto zainkasuje komplet punktów? Lech już się potknął w ten weekend, czekamy na kolejne rozstrzygnięcia.

    Komentarze