Piłka nożna: Kryzys w kadrze tylko na potrzeby medialne?

Nie milkną echa powołań selekcjonera Adama Nawałki na najbliższe mecze reprezentacji z Rumunią (eliminacje) i Słowenią (towarzyski). Trener zdecydował się na tych samych zawodników, pomijając kosmetyczne zmiany, takie jak kontuzja Milika czy nominacja dla Jacka Góralskiego.

Chodzi oczywiście o bardzo mocno rozdmuchaną przez „Przegląd Sportowy” domniemaną aferę alkoholową. My mamy na ten temat bardzo mieszane uczucia. No bo jak czytamy, że dziennikarze w swoich tekstach donoszą o tym, że Nawałka będzie musiał zmierzyć się z jednym z największych kryzysów w kadrze od lat, to za bardzo nie wiemy o co chodzi.

Argumentują to tym, że piłkarze razem piją i dobrze się bawią. Oczywiście wszystko powinno mieć granice zdrowego rozsądku, ale nam się wydaje, że jeśli drużyna lubi spędzać ze sobą czas na gruncie prywatnym, to chyba nie ma mowy o żadnym kryzysie.

Co najwyżej można używać tutaj takich słów jak rozprężenie czy rozluźnienie. Trzeba po prostu profilaktycznie sprowadzić chłopaków do pionu i przypomnieć im, że zgrupowania reprezentacji, to nie jest kolonia czy inny wyjazd integracyjny.

boniek-portret-laczy-nas-pasja

Póki co, Polska ma 7 zdobytych punktów w trzech meczach i pomimo tego, że styl, w jakim zostały one uzyskane pisząc delikatnie najlepszy nie był, to sytuacja naszej reprezentacji jest całkiem niezła. Oczywiście trzeba reagować, ale taki nerwowy atak paniki, ze strony dziennikarzy „Przeglądu Sportowego” jest naszym zdaniem troszkę nad wyrost.

Prezes PZPN – Zbigniew Boniek tak komentował doniesienia ukazujące się mediach: „Po wygranych eliminacjach powtarzałem w niejednym wywiadzie: trudniej jest zarządzać sukcesem niż porażką. Bo inaczej się piłkarze zachowują przed pierwszym milionem euro, a inaczej po milionie euro. Czasami taka jest mentalność młodych ludzi, których uważamy za dojrzałych i przygotowanych, ale nie zawsze tacy są. Niektórzy piłkarze z naszej kadry popełnili w ostatnim czasie trochę błędów, o których my nie do końca wiedzieliśmy”.

Wedle niektórych opinii, wszystkie informacje, jakie ukazały się w środkach masowego przekazu, to był kontrolowany przeciek, na który zezwolił właśnie prezes Boniek. Wielką tajemnicą nie jest, że redakcja „Przeglądu Sportowego” ma bardzo dobre relacje z piłkarską centralą w Polsce. Mało prawdopodobne jest, aby dziennikarze odważyli się zaatakować ludzi, którzy dostarczają im tylu informacji z pierwszej ręki.

Najważniejsze w tym wszystkim jest jednak to, aby zdobyć kolejne trzy punkty w Bukareszcie i znacząco przybliżyć się do wyjazdu na Mundial do Rosji.

Komentarze