Piłka nożna: Kompromitacja Barcelony!

„Wstyd, Żenada, Kompromitacja, Hańba, Frajerstwo” – tak kiedyś swoją okładkę tytułował „Fakt”. Gdyby hiszpańscy dziennikarze mieli świadomość, że w kraju położonym nad Wisłą jest taka gazeta, to wielce prawdopodobne, że wrzucili by te hasła w translator i kalka w kalkę przenieśli do siebie. Wczoraj Barcelona przegrała w Paryżu z PSG 0:4. Spodziewaliśmy się…no właśnie, czego

„Wstyd, Żenada, Kompromitacja, Hańba, Frajerstwo” – tak kiedyś swoją okładkę tytułował „Fakt”. Gdyby hiszpańscy dziennikarze mieli świadomość, że w kraju położonym nad Wisłą jest taka gazeta, to wielce prawdopodobne, że wrzucili by te hasła w translator i kalka w kalkę przenieśli do siebie. Wczoraj Barcelona przegrała w Paryżu z PSG 0:4.

Spodziewaliśmy się…no właśnie, czego my się spodziewaliśmy? Raczej zwycięstwa Barcelony. No dobra – remisu, ale to już był najgorszy scenariusz dla ekipy z Katalonii. Raczej ci, którzy przed laty oglądali francusko-hiszpańskie konfrontacje wiedzieli, na co stać piłkarzy z Parc des Princes. Byli raczej jak upierdliwy ratlerek. Trochę poszczekali, zrobili sporo zamieszania, ale w gruncie rzeczy to niewiele z tego wynikało. Wczoraj miało być podobnie.

Z tym, że…wczoraj do Paryża nie przyjechała Barcelona. To nie była ta ekipa, która w sobotę pogoniła Alaves 6:0. Też nie ta sama, która przed tygodniem wyrzuciła za burtę z Pucharu Króla Atletico Madryt. Wczoraj piłkarze Enrique postanowili zostać w Barcelonie, a ich robotę wykonywał kto inny. Za Neymara przebrał się Pies Pluto, za Suareza Myszka Miki, a za Messiego Kaczor Donald. Na nieszczęście dla Blaugrany – tę szybką podmiankę wyczaili paryżanie, który chcieli wczoraj wygrać. Najzwyczajniej w świecie przegonić Barcelonę po boisku, jak Lorient czy inne Caen.

I PSG lepiej zaczęło. Agresywnie, wysokim pressingiem, z finezją. Jeszcze przed tym meczem hiszpańscy dziennikarze żartowali z Unaia Emery’ego, który w dotychczasowych 23 konfrontacjach z Barceloną tylko raz wygrał i aż 16 razy przegrał. Teoretycznie zatem, mógł kazać swoim piłkarzom cofnąć się przed własne pole karne i próbować tego spotkania nie przegrać. Nie, Emery chciał wygrać. Efektownie, z polotem, widowiskowo zagrać i ze spokojną głową jechać za trzy tygodnie do Barcelony na rewanż.

Już po kilku chwilach widać było, że to może nie być spotkanie dekady dla Barcelony. Niby – jak zwykle – goście długo rozgrywali, wykorzystywali Ter Stegena do wznawiana akcji, niby to wszystko wyglądało dostojnie i koronkowo, ale było za wolne. Wczoraj tryb „slow motion” włączył się nawet tym, którzy wiedzą, o co w futbolu chodzi. Messi tracił piłkę za piłką, Busquets był chaotyczny, a Iniesta niewidoczny. Barca grała piłką, a PSG grało w piłkę. Głupi, bezmyślny i brzemienny w skutkach faul przed polem karnym w 17 minucie oznaczał jedno – będzie niebezpiecznie. Do piłki podszedł Angel di Maria, który przymierzył IDEALNIE. Popularny Fideo wyprowadził swoją drużynę na zasłużone prowadzenie.

Barca przy dobrych wiatrach mogła nawet wyrównać. Nie spisał się jednak Andre Gomes, który nie wykorzystał sytuacji sam na sam. W 40. minucie stratę zanotował Leo Messi, który sprokurował kontrę gospodarzy. Tę skutecznym strzałem wykończył Draxler i PSG prowadziło już 2:0.

Po zmianie stron myśleliśmy, że Barca wskoczy w końcu na właściwe tory. Wiecie, błysk geniuszu Messiego, jedno podanie prostopadłe lub strzał z dystansu, bramka kontaktowa i optyka diametralnie się zmienia. Nic z tych rzeczy. Solową akcję Di Maria wykończył technicznym strzałem z bioderka i było 3:0. Gdy chwilę później z pierwszej piłki w krótki róg strzelał Cavani tablica świetlna pokazała sensacyjne 4:0. „Wstyd, Żenada, Kompromitacja, Hańba, Frajerstwo” – hiszpańscy dziennikarze zaczęli drukować okładki na rano.

Wszyscy dziś zastanawiają się, czy Barcelona jest to w stanie odrobić. Naszym zdaniem – skoro była w stanie w 90 minut 4 bramki stracić, to w rewanżu może 4 bramki strzelić i wyrównać stan rywalizacji. W historii jednak nikomu nie udało się odrobić wyniku 0:4 w europejskich pucharach. W sezonie 1961/192 La Chaux-de-Fonds pokonało 6-2 Leixões, by w rewanżu ulec 0:5 i ostatecznie odpaść z rywalizacji. W kampanii 1984/1985 Queens Park Rangers pokonało 6-2 Partizan, a w rewanżu uległo 0:4. Ciężko jednak wróżyć, by i tym razem było podobnie.

A Barcelona ostatnio w Champions League 0:4 przegrała z Bayernem Monachium w sezonie 2012/2013. Chwilę później Bawarczycy wygrali całe rozgrywki. Patrząc na to, jak wczoraj grało PSG, podobny scenariusz nie jest wcale nierealny.

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem