Piłka nożna: Kamil Glik mistrzem Francji!

Wczoraj w zasadzie tylko potwierdziło się to, co było niemalże pewne. AS Monako zostało mistrzem Francji i sprzątnęło tytuł naszpikowanemu gwiazdami PSG. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że po raz ostatni piłkarze z Księstwa puchar za wygranie krajowego czempionatu do klubowego muzeum wstawiali… w 2000 roku. Tak, Monako po 17 lat przerwy wraca na szczyt.

A wraz z nim nasz Kamil Glik, który po Euro 2016 dołączył do ekipy Monako. Wiele mieliśmy obiekcji na temat tego transferu. A to że Glik nie da rady. A bo kontuzje, nowy klub, język, zmiana otoczenia. A to że najzwyczajniej w świecie było mu dobrze w Torino, gdzie był kapitanem, idolem kibiców i filarem drużyny, która z Serie B zawędrowała aż do europejskich pucharów. A jednak, myliliśmy się, za co ciebie, Kamilu, serdecznie przepraszamy.

Kilka liczb Kamila Glika z tego sezonu:

  • 36 meczów w Ligue 1, 6 goli, 2 asysty
  • 10 meczów w LM, 1 gol, 1 asysta
  • 3 mecze w Pucharze Ligi
  • 1 mecz w Pucharze Francji, 1 gol
  • wszystkie mecze ligowe od pierwszej minuty
  • 28 zwycięstw, 3 remisy i 5 porażek

Gdy do tego dodamy, że Glik otarł się o finał Ligi Mistrzów, odpadł dopiero w 1/2 z Juventusem Turyn, według doniesień francuskich dziennikarzy zaraz zostanie wybrany do najlepszej jedenastki całego sezonu w Ligue 1, to dochodzimy do wniosku, że obserwujemy niesamowitą karierę. Karierę, której – przyznajemy sie bez bicia – nie spodziewaliśmy się.

To, że Glik wywalczy pierwszy plac w Monako? Okej, to jeszcze byliśmy w stanie przewidzieć. Ale że w LM, do której musieli się kwalifikować, awansują? Że ograją Manchester City Pepa Guardioli i Borussię Dortmund? Że zdystansują PSG, które w poprzednich latach miało monopol na wygrywanie? Nie, takiego scenariusza byśmy nie wyreżyserowali.

Także, Kamil, bo na twój temat zostało powiedziane już wszystko. Wielkie gratulacje. Sorry, za brak wiary, ale sam rozumiesz – nieraz pompowaliśmy się, wyostrzaliśmy swoje apetyty, bezpodstawnie chwaliliśmy, by później przeżywać wielki zawód. Tym razem jesteśmy dumni, bo historia pisze się na naszych oczach. Mamy nadzieję, że to jeszcze nie koniec. Trzymamy za to kciuki.

 

Komentarze