Piłka nożna: Juventus, Real, Monaco i Leicester z awansem

Pisaliśmy wczoraj, że mimo tego, iż jesteśmy ciekawi jak na tle Borussi zaprezentuje się Legia, to kątem oka zerkniemy też w stronę innych spotkań. Nie ulega wątpliwości, że kilka z nich zapowiadało się bowiem bardzo ciekawie. Nie od razu chcemy wam wcisnąć kit, że to co działo się w Leicester spędzało nam sen z powiek przez ostatnie dwa tygodnie, ale na mecze w Lizbonie i Sevilli czekaliśmy od końca przerwy reprezentacyjnej.

Wszyscy patrzyliśmy w stronę Dortmundu, bo niecodziennie polski zespół gra przeciwko tak klasowej drużynie, jaką jest Borussia. Gdybyśmy jednak wyłączyli emocje i posługiawali się tylko zdrowym rozsądkiem, to mecze Sportingu z Realem i Sevilli z Juventusem miałyby u nas pole position.

Zostając w “polskiej grupie” – ciekawi byliśmy, jak poradzi sobie Real na gorącym terenie w Lizbonie. Pierwsze spotkanie obu drużyn doskonale wszyscy pamiętają – długo prowadzenie w meczu utrzymywali podopieczni Jorge Jesusa, którzy jednak za sprawą dwóch bramek Królewskich  w samej końcówce ostatecznie do Portugalii wrócili bez punktów. Głównie dzięki temu, co miało miejsce w pierwszej konfrontacji obu zespołów, zaostrzaliśmy sobie apetyt na spotkanie rewanżowe.

Wczoraj było jednak inaczej, bo Real był mądrzejszy o doświadczenia sprzed dwóch miesięcy. Ekipę Zidane’a na prowadzenie strzałem z kilku metrów wysunął Varane. Potem gospodarze zdołali wyrównać za sprawą rzutu karnego podyktowanego za bezmyślne zagranie ręką Coentrao. Pięknym strzałem z głowy wynik rywalizacji ustalił Benzema, który mecz rozpoczął na ławce rezerwowych.

benzema-sporting-laczy-nas-pasja

Patridazo, czyli w naszym ojczystym języku po prostu “meczycho” szykowało się również na Ramon Sanchez Pizjuan. Dość niespodziewanie liderująca w tabeli Sevilla chcąc zapewnić sobie pierwsze miejsce w grupie musiała uporać się z Juventusem Turyn. Wszystko zaczęło się zgodnie z planem, gdyż w 9 minucie sprytnym strzałem z dystansu popisał się z Nicolas Pareja. Niespełna 20 minut później drugą żółta, a w konsekwencji czerwoną kartę otrzymał Franco Vazquez, który musiał opuścić boisko jeszcze przed przerwą. Dyskusyjną jedenastkę na bramkę zamienił Marchisio, a dwie pozostałe bramki dla Starej Damy zdobyli Bonucci i Mandzukic. Juve ostatecznie wygrało w Andaluzji 3:1.

Co w innych spotkaniach? Monaco uporało się z Tottenhamem i umocniło się na prowadzeniu w grupie E. Leicester ograło Club Brugge, a Lyon Dinamo Zagrzeb. Porto podzieliło się punktami z FC Copenhagen, a Bayer Leverkusen nie potrafił wygrać na nowym stadionie CSKA w Moskwie.

Dzięki piątej serii gier do pewnej wyjścia z grupy Borussi Dortmund dołączyły Juventus, Leicester, Real oraz Monaco. Wciąż zerowy dorobek punktowy mają zespoły Dinamo Zagrzeb i Club Brugge. Legia natomiast w ostatnim spotkaniu powalczy o awans do Ligi Europy ze Sportingiem Lizbona.

Komentarze