Piłka nożna: Juventus i Leicester grają dalej!

Kolejne mecze w Champions League za nami, poznaliśmy następnych dwóch ćwierćfinalistów. Juventus Turyn i Leicester City, bo o nich mowa, zameldowali się w najlepszej ósemce Europy, w szczerym polu zostawiając ekipy Porto i Sevilli. Obie drużyny przeszły jednak przez swoich przeciwników w różny sposób. Włosi łatwo i przyjemnie, Anglicy po trudnych bojach drżąc o wynik do ostatnich minut rewanżowego spotkania.

Ciekawi byliśmy szczególnie, jak poradzi sobie Leicester, które w tym sezonie na angielskich boiskach radzi sobie bardzo słabo. Na przeciwko z pozoru rozbitej drużyny, która ten sezon najchętniej skończyłaby już na początku stycznia, stanęła Sevilla, która ma aspiracje do tego, by w tym roku sięgnąć po mistrzostwo Hiszpanii. Pierwsze spotkanie, zakończone tylko jednobramkowym zwycięstwem Hiszpanów po straconym golu u siebie, dawało nadzieję, że również w rewanżu możemy spodziewać się sporych emocji.

Los bywa przerwotny. Gdy sięgamy pamięcią trzy tygodnie wstecz, to doskonale przypominamy sobie obraz tamtego spotkania. Sevilla szybka, agresywna, zacięta i pełna wiary w to, że w tym sezonie odklejona zostanie od niej łatka ekipy, która z powodzeniem może rywalizować tylko w Lidze Europejskiej. Wczoraj widzieliśmy natomiast ekipę zupełnie inną. Zamiast piłkarzy, którzy potrafią ograć na swoim boisku Real Madryt przed kilkoma tygodniami, zobaczyliśmy chłopaków, którzy przyszli pokopać sobie w piłkę po pracy. Wolno, przewidywalnie, bez tej werwy, która w pierwszym spotkaniu była widoczna nawet przy wchodzeniu na boisko. Dobrą sytuację już na samym początku zmarnował Nasri i w tamtym momencie – przynajmniej my mamy takie wrażenie – zapaliła się lampka ostrzegawcza – aha, żarty się skończyły.

Potem Sevilla cofnęła się pod własne pole karne, a to Leicester zaczęło grać. Okazji, tych klarownych i wypracowanych co prawda nie było zbyt wiele, ale widać było gołym okiem, że mistrzowie Anglii nie chcą już dziś skończyć swojej przygody na europejskich boiskach. Po rzucie wolnym i mocno dokręcanej piłce w pole karne przez Mahreza kolanem w siatce Sevilli zmieścił ją Morgan. Ten wynik dawał już Leicester awans. Sevilla chcąc awansować, musiała zdobyć choćby jednego gola.

W drugiej połowie, przynajmniej przez kilka pierwszych chwil, spotkanie uspokoiło się. Leicester wiedziało, że drużyna z Andaluzji do doświadczona ekipa, która potrafi odpowiedzieć trafieniem. Zanim się jednak do tego na dobre zebrała, było już 2:0. Wybijankę w polu karnym płaskim strzałem tuż przy słupku zakończył Albrighton i to Lisy były w komfortowej sytuacji. W 74 minucie styki puściły Semirowi Nasriemu, który ujrzał drugą żółtą kartkę i musiał boisko opuścić. Gdyby właśnie nie tego typu zachowania, Nasri grałby dzisiaj pewnie w jednym z najlepszych klubów na świecie.

Kilka minut później wszystko mogło się odwrócić, Sevilla miała niespodziewanie szansę powstać z kolan. Karnego fatalnie przestrzelił jednak N’Zonzi, który prawdopodobnie wczoraj oddał najgorszy strzał w życiu. Wielce prawdopodobne, że każda osoba losowo wzięta z trybun zrobiłaby to lepiej. Francuz wbił tym samym ostatni gwóźdź do andaluzyjskiej trumny ostatecznie przekreślając szanse Sevilli na grę w ćwierćfinale LM.

***

O ile w pierwszym opisywanym przez nas meczu dramaturgii było całkiem sporo, o tyle w drugim wtorkowym spotkaniu emocji było tyle, co podczas obierania ziemniaków. Juventus pewnie i bez większego wysiłku ograł Porto u siebie 1:0, choć przez pierwszych kilkanaście minut to goście wyglądali na bardziej zdecydowanych i bardzo chętnych na sprawienie w Turynie sensacji.

Momentem przełomowym dla całego spotkania okazała się 41 minuta, w której to Maxi Pereira tuż przed linią bramkową bronił piłkę ręką. Sędzia nie zastanawiał się sekundy i wskazał na wapno od razu wyjmując z kieszonki czerwoną kartkę. Od tego momentu gospodarzom grało się jeszcze łatwiej. Karnego na gola zamienił Dybala i w dwumeczu było już 3:0.

O drugiej połowie moglibyśmy tak naprawdę nie pisać ani słowa. Juventus grał spokojnie, rozgrywał piłkę bez pośpiechu raz na jakiś czas zagrażając bramce Casillasa. Porto odpowiadało sporadycznie kontrami, ale Higuain i spółka cały czas mieli świadomość tego, że nic złego nie może im się tego dnia przydarzyć. Massimiliano Allegri w drugiej połowie dał szanse zmiennikom, a Juve spokojnie ten mecz dograło na zero z tyłu. Stara Dama pewnie awansowała do ćwierćfinału.

Sześciu ćwierćfinalistów już zatem znamy. Czekamy na rozstrzygnięcia w dwóch ostatnich parach.

Komentarze