Piłka nożna: Juve i kto? Sevilla czy Leicester?

    Jeżeli gdzieś spodziewamy się dzisiaj piłkarskich emocji, to będzie to King Power Stadium. W starciu Sevilli z Leicester, tym pierwszym, przed trzema tygodniami, wszystko wydawało się jasne i oczywiste. Do 73 minuty nie było na Sanchez Pizjuan osoby, która dawała Lisom szansę na cokolwiek do ugrania w tym spotkaniu. Wtedy błysnął jednak Vardy, który dał kontaktowego gola Leicester i wlał w serca kibiców mistrza Anglii nadzieję, że to w ogóle ma sens. Że ćwierćfinał Champions League jest na wyciagnięcie ręki.

    I właśnie tamta pamiętna, 73 minuta, jest dziś najczęściej wspominanym momentem z pierwszego spotkania. Żeby nie gol Vardy’ego kto wie, ale być może dziś spotkanie, które w angielskiej prasie tytułowane jest jako pojedynek najważniejszy w historii Leicester, byłyby po prostu kolejnym do rozegrania spotkaniem.

    I o ile faworytem przed pierwszym starciem obu drużyn i to zdecydowanym była Sevilla, o tyle w tym momencie optyka się zmienia. Wszystko za sprawą formy Leicester, które gra coraz lepiej. 3:1 z Liverpoolem i 3:1 z Leicester to rezultaty, którymi z całą pewnością nowy trener Lisów, Craig Shakespeare, może się pochwalić. Wcześniej – pięć porażek z rzędu i dwa remisy, które zaczęły jasno wskazywać, że Leicester nie tylko nie powalczy o obronę mistrzowskiego tytułu, ale może mieć problem z utrzymaniem się w Premier League. Sevilla natomiast dwa ostatnie spotkania zakończyła remisami. Co ciekawe, w sumie aż cztery oczka oddała beniaminkom, czyli ekipom Leganes i Deportivo Alaves. Jorge Sampaoli zapytany na konferencji prasowej o słabszą formę swoich piłkarzy odpowiedział, że wszystko zmierza we właściwym kierunku i nie ma żadnego problemu.

    Jeśli Leicester pierwsze strzeli gola, to… zacznie się mecz. Jesteśmy pewni, że banda Sampaoliego dopiero wtedy zacznie grać w piłkę i pokaże to, z czego słynie w tym sezonie, czyli walkę do ostatniej sekundy meczu o pełną pulę. Przekonał się choćby o tym już w tym sezonie Real Madryt, który w końcówce spotkania stracił dwa gole i z Pizjuan wrócił do domu bez punktów. My osobiście ciekawi jesteśmy, na co stać Leicester, które jeszcze kilka tygodni temu wyglądało dramatycznie. Jeżeli mistrzowie Anglii są w stanie zrobić jeszcze wielkie rzeczy, to kiedy, jak nie teraz? Gdyby Leicester odpadło z Ligi Mistrzów już dziś, to Manchester City było jedyną ekipą, która ma szansę grać w najlepszej ósemce Europy w tym sezonie.

    ***

    Bardzo odważną tezę postawił jeden z portali internetowych przed spotkaniami rewanżowymi w Champions League, że zdecydowanie bardziej prawdopodobne, że Barcelona wyeliminuje z rozgrywek PSG, niż Porto zrobi to samo z Juventusem. Po pierwszym spotkaniu – hmmm – zbyt wielu przesłanek nie ma ku temu, by specjalnie liczyć na portugalską ekipą. Juventus, który nie zagrał przed trzema tygodniami dobrego spotkania, wywiózł z Porto cenne zwycięstwo na wyjeździe, strzelając dwa gole nie tracąc przy tym żadnego. Przed dzisiejszym meczem w Turynie jest stawiany w roli murowanego faworyta do awansu do najlepszej ósemki.

    Casillas-Buffon. To bramkarze, którzy znają się jak łyse konie. Dzisiejsze spotkanie będzie 19 potyczką obu panów. Spotykali się w reprezentacji, podczas finałów mistrzostw Europy, za czasów, gdy Iker bronił dostępu do bramki Realu, spotykają się również i dziś. Prawdopodobnie dowiedzieli się o sobie tyle samo przebywając na boisku naprzeciwko siebie przez te 27 godzin, co niejedno małżeństwo z 20-letnim starzem. Dziś górą prawdopodobnie bedzie Włoch, który marzy, by na koniec kariery sięgnąć z Juventusem po tytuł najlepszej klubowej drużyny w Europie. O 3 lata młodszy Iker ma już trzy medale za zdobycie CL schowane w szufladzie.

    Nasze typy na dziś? Juventus, tu nie będziemy oryginalni i mimo wszystko Sevilla, która wie jak grać z najlepszymi drużynami. Łatwo przeciwko drużynie z Andaluzjii nie miała już w tym sezonie ani Barcelona, ani Real czy Juventus. Wydaje się, że Leicester nie dysponuje aż tak dużą siłą ognia, by przeciwstawić się i wyeliminować z rozgrywek tak dobrze naoliwioną maszynę Jorge Sampaoliego.

     

    Komentarze