Piłka nożna: Juve bliżej finału!

    Przed pierwszym gwizdkiem mieliśmy sporo wątpliwości. Najzwyczajniej w świecie nie wiedzieliśmy w jaki sposób wyglądał będzie ten mecz. Młodość kontra doświadczenie – tak tytułowały to wszystkie gazety świata. Każdy sympatyk futbolu patrzył na dzieciaków z Księstwa z uśmiechem na ustach z niedowierzaniem kręcąc głową, że tak w ogólę można. Yyyy, przepraszamy – prawie każdy. Piłkarze Juventusu nie zrobili sobie nic z tego, że naprzeciwko nich znajduje się ekipa, której po cichu kibicują wszyscy. Wyszli na boisko, zagrali kapitalne zawody i są już niemalże w finale Ligi Mistrzów. Tylko cud może spowodować, że to Monako na początku czerwca zagra w Cardiff.

    Juventus wygrał pierwsze spotkanie półfinałowe przeciwko Monako 2:0 za sprawą dwóch goli zdobytych przez Gonzalo Higuaina. Dwoma asystami popisał się Dani Alves, przy obu akcjach udział miał Paulo Dybala. Juve we wtorek zagra przed własną publicznością na pełnym luzie. Najwięksi optymiści nie przewidywali, że z tak ogromną zaliczką podopieczni Allegrego przyjadą na Juventus Stadium.

    Lepiej spotkanie zaczął Juventus, który przez pierwszych kilkanaście minut potrafił skutecznie zamknąć Monako na ich połowie. Aktywny był Alves, który raz za razem posyłał groźne piłki do swoich kolegów w polu karnym. Na drugim skrzydle znakomitą pracę wykonywał Mandzukic zupełnie wykluczając z gry prawego obrońcę francuskiego zespołu. Monako odpowiadało groźnymi centrami w pole karne. W dobrej sytuacji znalazł się MBappe, którego strzał wybronił Buffon. Chwilę później kolejną interwencję Gigiego poprzedzała główka Falcao. Monako miało swoje argumenty, było aktywne i naprawdę przy odrobinie szczęścia mogło zdobyć gola. Nie do przejścia jednak było defensywne trio BBC z Turynu, na którego młodzież Jardima nie mogła znaleźć sposobu.

    Chcecie zobaczyć wzorowo wyprowadzoną kontrę? Włączcie jeszcze raz filmik z pierwszej bramki dla Juventusu. Zgranie piłki do Dybali, ten piętką oddaje na wolne pole do Alvesa, który gna pod pole karne i – uwaga uwaga – piętą odgrywa do Higuaina. Ten ostatni ładuje ją przy samym słupku. Odnosimy wrażenie, że lepiej nie dało się tego rozegrać. Higuain, z którego wielokrotnie w ostatnich miesiącach szydzono, strzelił swoją dopiero trzecią bramkę w fazie pucharowej LM. Jak do tej pory najważniejszą.

    I ten gol ustawił nam spotkanie. Monako po przerwie wyszło odważniej. Znakomity po raz kolejny był MBappe, który w pojedynkę rządził na lewym skrzydle. Czym dłużej jednak mecz trwał, tym mniej go było na boisku. Barzagliemu w defensywnie pomagał Alves i naprzeciwko dwóch rywali młody Francuz już nie był tak skuteczny. Kompletnie niewidoczny był Falcao, którego obrońcy Juve odcięli od podań. Najsłabszy mecz od dawien dawna zagrał Lemar z Bakayoko. Gola na 2:0 właśnie po błędzie tego drugiego zdobył Higuain, który wykorzystał znakomitą centrę w pole karne od Alvesa. Wiadomo było, że awans Monako jest już praktycznie niemożliwy.

    – Popełniliśmy o kilka pomyłek za dużo, zwłaszcza przy wyniku 0:0, ale na szczęście ratował nas Gigi Buffon. Jestem bardzo zadowolony z jego występu. Moim zdaniem to numer jeden na świecie w swoim fachu. Pokazał to już wcześniej w starciach z Barceloną. Podobnie jak inni wielcy zawodnicy, robi różnicę w najważniejszych meczach – skomentował te spotkanie Massimiliano Allegri.

    Wszyscy ciekawi byli jak spisze się Kamil Glik. Chwalić polskiego obrońcy nie będziemy, gdyż zamieszany był przy stracie obu goli. O ile przy pierwszym możemy jeszcze wybaczyć mu, że nie zablokował podania Daniego Alvesa, o tyle przy golu numer dwa pozwolił wygrać Higuainowi walkę o piłkę i chwilę później Argentyńczyk zdobył gola. Glik wygrywał pojedynki główkowe z napastnikami Juve, był groźny przy stałych fragmentach gry. To nie był zły mecz w jego wykonaniu, ale też nie był dobry. Posługując się szkolnymi oceniami – trójeczka.

    Za tydzień spotkania rewanżowe. Musimy przyznać, że już dawno temu sytuacja na półmetku nie była aż tak klarowna.

    Komentarze