Piłka nożna: Hit na Vincente Calderon!

    Jeszcze kilka lat temu na pewno patrząc na rozpiskę meczów na ten weekend poza spotkaniem Liverpoolu z Arsenalem naszą uwagę zwróciłoby starcie Atletico z Valencią. Dwie wielkie hiszpańskie firmy staną na przeciw siebie na Vincente Calderon, które za kilka miesięcy w niczym nie będzie przypominało legendarnego stadionu Rojiblancos. A trochę madrycka twierdza już widziała. Chociażby 5:0 właśnie nad Valencią w 1985 roku czy 4:4 35 lat wcześniej.

    Dziś, mimo że obie ekipy nie są w swojej optymalnej formie, to spodziewamy się naprawdę dobrego widowiska. Atletico zwyciężyć musi, gdyż nie wyobraża sobie nie grać w przyszłym sezonie w Lidze Mistrzów. Valencia wraca po mału na właściwe tory i z ostatnich pięciu meczów wygrała aż trzy. W dzisiejsze popołudnie remis z pewnością nikogo nie zadowoli.

    Zwycięstwo z Realem Madryt. To spotkanie, które Diego Simeone z pewnością najbardziej wnikliwie analizował przed dzisiejszą potyczką. Valencia przypomniała całemu światu, jak olbrzymi drzemie w niej potencjał. Zaza, Munir, Parejo – każdy z tych chłopaków po raz kolejny pokazał, jak dobrze umie grać w piłkę. Real, który przyjechał bronić kilkopunktowej zaliczki na Estadio Mestalla, wyglądał momentami jak dziecko we mgle. Niby próbował, niby atakował, ale nie był w stanie zbyt wiele wskórać mierząc się z tak znakomicie naoliwioną maszynę, jaką Voro zaprogramował na tamto spotkanie.

    Atletico natomiast, które w ciągu czterech ostatnich sezonów za każdym razem na koniec sezonu zajmowało miejsce w pierwszej trójce, w tym roku przechodzi wyraźny kryzys. Obrona, która przez ostatnie lata była wizytówką drużyny prowadzonej przez Cholo, dziś w niczym nie przypomina zapory nie do przejścia dla rywali. Szczególnie forma Savica i Gimeneza pozostawia wiele do życzenia. W lidze w tylko sześciu spotkaniach Atletico zachowało czyste konto. Ostatnie jedenaście meczów to tylko dwa mecze “na zero” z tyłu. Warto dodać, że w tych potyczkach Moya z Oblakiem aż piętnaście razy wyjmowali piłkę z siatki.

    Coś się w Atletico zacięło, złożliwi mówią, że filozofia futbolu stosowana przez Simeone w końcu się wyczerpała. Niby w spotkaniach najtrudniejszych, jak te z Barceloną czy Bayernem, w dalszym ciągu Griezmann i spółka mają sposób na wygrywanie, ale już stając na przeciwko Deportivo czy innego Alaves, ten zabieg nie zawsze się sprawdza. Intensywność prezentowana przez Rojiblancos już nie jest tak duża, jak miało to miejsce kilka sezonów temu i rywale doskonale zdają sobie sprawę z tego, jaki pomysł na rozgrywanie każdego spotkania ma Atletico.

    Pisaliśmy kilkukrotnie w tym sezonie o Valencii, bo w klubie tym działo się swego czasu bardzo źle. Jeszcze w grudniu klub był w rozscypce i Prandelli musiał opuścić klub. Tymczasowym trenerem Nietoperzy został Voro, który swoją funkcję sprawuję jak do tej pory bardzo dobrze. Valencia, której zdarzają się głupie wpadki, jak ta sprzed tygodnia w meczu z Alaves, sukcesywnie punktuje i wspina się coraz wyżej w ligowej tabeli. Dziś jest już 13. choć aspiracje ma zdecydowanie większe. Biorąc pod uwagę, że jeszcze niedawno Nietoperze plasowali się w strefie spadkowej, to widać zdecydowaną poprawę.

    A jeżeli Atletico nie chce w następnym sezonie oglądać zmagań najlepszych piłkarzy w Europie w kanapie przed telewizorem, to musi dziś wygrać. Wczoraj w tabeli przeskoczył ich Real Sociedad, Sevilla ma już siedem punktów więcej. Remis z pewnością nikogo dziś nie zadowoli. Co to oznacza? Czekamy na Partidazo.

     

    Komentarze