Piłka nożna: Górnik Łęczna spada do I ligi!

    Franciszek Smuda to jednak słowny gość. Jeszcze niedawno powiedział podczas jednej z konferencji prasowych, że celem jego drużyny na ten sezon jest spadek z ligi. Minęło parę tygodni, podzielono tabelę, rozegrano kilkanaście spotkań, udało się przegrać z kim popadnie i proszę bardzo – Górnik Łęczna leci do I ligi. Drugą ekipą, która za rok będzie grała na zapleczu Ekstraklasy jest Ruch Chorzów.

    W ostatniej serii gier zmierzył się właśnie Ruch Chorzów z Górnikiem Łęczna i w tej konfrontacji padł remis 2:2. Mecz został przerwany w drugiej połowie przez zamieszki kibiców ekipy z Chorzowa. Wtedy na tablicy świetlnej obserwowaliśmy wynik 0:2. Ruch zdołał zdobyć dwa trafienia i meczu nie przegrać, choć dla podopiecznych Franciszka Smudy nie miało to już żadnego znaczenia – Arka Gdynia ograła 3:1 Zagłębie Lubin i zapewniła sobie utrzymanie w lidze.

    Wokół tego spotkania w ogóle było bardzo dużo kontrowersji już przed pierwszym gwizdkiem. Pomiędzy kibicami Arki i Zagłebia panuje tak zwana “zgoda”. W skrócie: jedni lubią drugich, kibicują im, trzymają za siebie kciuki. Oczywistym w takiej sytuacji jest, że jedni (Zagłębie) nie chcą zrobić drugim (Arka) krzywdy. I jeszcze przed pierwszym kopnięciem piłki wszyscy spodziewali się tego, że to Arka wygra ten mecz, mimo że jest drużyną słabszą. Dodatkowo bukmacherzy dawali większą szansę na zwycięstwo drużynie z Gdyni płacąc bardzo mało pieniędzy na ich zwycięstwo. Wynik tego meczu 3:1 dla beniaminka, który dzięki temu utrzymał się w stawce. Kibice zostali po tym rezultacie podzieleni na dwie grupy. Pierwsza przeszła obok tego obojętnie i stwierdziła po prostu, że ekipa z ambicjami i o coś walcząca pokonała tą, której ten mecz wisiał i powiewał oraz na drugą, która widzi w tym spisek i ustawiony mecz.

    – Niesamowicie dużo emocji w tym tygodniu, bardzo chciałem utrzymać się z Arką w Ekstraklasie. Wiem, że potencjalny spadek wiązałby się z rozwiązaniem kontraktu, dla całej mojej rodziny to było ważne. Jestem szczęśliwy, chyba jeszcze bardziej niż po Pucharze Polski. To było ważne dla Klubu, ale także dla mnie osobiście. Tym bardziej, że jestem częścią drużyny, która się utrzymała i zdobyła Puchar Polski – to kilka słów od Adama Maricniaka po tym meczu.

    Kilka słów o spadkowiczach. O ile spadek Ruchu nie jest dla nas żadną niespodzianką, ba, spodziewaliśmy się tego i to nie patrząc tylko na boiskowe poczynania  Niebieskich, ale i wszystko to, co dzieje się wokół klubu. Problemy licencyjne, brak pieniędzy, odejście Waldemara Fornalika, rozwiązanie kontraktu z Patrykiem Lipskim – generalnie nazbierało się i kwestią czasu było, kiedy to wszystko się zawali. Ruch miał na początku tegorocznej wiosny moment, w którym grał lepiej i wychodził na prostą, ale to był tylko epizod, który  nie wystarczył, by utrzymać się w Ekstraklasie.

    Co do Górnika Łęczna… w grudniu byliśmy przekonani – ta ekipa spadnie z ligi. Ale gdy stery nad drużyną przejął Franciszek Smuda… myśleliśmy, że jakoś Górnik wykaraska się z dna tabeli i zapewni sobie utrzymanie. Wiedzieliśmy rzecz jasna, że nie będzie walczył o europejskie puchary, ale z Ruchem, Arką i Cracovią już może stanąć w szranki bez kompleksów. Jak się okazało – to było tylko marzenie ściętej głowy. Mający ponad pięć miesięcy czasu na wydostanie Górnika ze strefy spadkowej Smuda przegrał ten sezon w kretesem. Spadł z ligi, a to – naszym zdaniem – na tak długim dystansie nie miało prawa się wydarzyć.

    Ruch Chorzów i Górnik Łęczna spadły zatem do I ligi. Kto awansuje do Ekstraklasy? Jutro ostatnie mecze w I lidze.

    Komentarze