Piłka nożna: Gareth, sorry, ale Real da sobie radę bez ciebie!

Lubimy piłkarzy z dystansem do siebie. Czasami, gdy komuś coś nie wyjdzie, nie trafi w piłkę, zagra ręką, sprowokuje głupi faul lub zdobędzie idiotyczną czerwoną kartkę, to najbardziej czekamy na komentarz samego zawodnika. Mamy nadzieję, że piłkarz wyjdzie do kamery i powie wprost: zwaliłem. Źle zrobiłem, nie wyszło, nie jestem w formie, nie idzie mi, zachowałem się głupio. Cenimy zdrowe podejście do tematu i szczerość – nie lubimy przekłamywania rzeczywistości, zaciemniania obrazu i mówienia, że gruszki rosną na wierzbie, a w styczniu na Kasprowym Wierchu można wykąpać się w basenie – nie łapiemy się na tego typu żarty.

Gareth Bale, czyli bohater naszego tekstu, od jakiegoś czasu gra w Realu Madryt. Pewnie pamiętacie, że Walijczyk pod koniec okienka tansferowego w 2013 roku zasilił szeregi Królewskich, czym pobił rekord transferowy, który od kilku lat należał do Cristiano Ronaldo. Oczekiwania wobec piłkarza były ogromne, bo nie ma się czemu dziwić – każdy, kto kosztuje 100 baniek, generuje spore zainteresowanie. Bale natomiast spośród 59 meczów rozegranych przez Real w tym sezonie rozegrał zaledwie 26 (44%). Strzelił w nich 9 goli i zanotował 5 asyst. Wynik to… przeciętny. Przeciętny, jak na piłkarza takiego formatu.

I zaglądamy sobie z ciekawości przed finałem Ligi Mistrzów na stronę Królewskich, a tam rozmowa z Walijczykiem podczas jednego z dni mediowych zorganizowanych przez Real Madryt. Czytamy o ambicji, motywacji i innych banałach, które w idzieliśmyw życiu już 39510 razy, aż – uwaga, uwaga – perełka:

– Nie będę rozczarowany, jeśli nie zagram w pierwszym składzie. Byłbym rozczarowany, gdybym nie zdążył się wyleczyć na finał. Daję z siebie wszystko, by być w formie i być przygotowanym pod względem zdrowotnym. Czy zagram od początku, czy zostanę na ławce, zrozumiem Zidane’a. To trudna decyzja.

Jaśnie Pan Gareth Bale nie będzie rozczarowany jeśli nie pojawi się na boisku od pierwszej minuty. Ależ Zinedine Zidane i Real Madryt ma szczęście. Lider zespołu, ostoja Królewskich i piłkarz, na którego zawsze można liczyć, nie obrazi się, kiedy to Isco wyjdzie na boisko od pierwszej minuty. Słyszeliście ten huk? To kamień, który spadł nam z serca. Ależ fantastyczna informacja!

Dla niewtajemniczonych – Bale ostatni raz pełne 90 minut zagrał 2 kwietnia przeciwko Deportivo Alaves. Ostatnich sześciu meczów w Primera Division w ogóle nie rozegrał, w LM swój udział zakończył na pierwszym meczu z Bayernem. W Pucharze Króla, Klubowych Mistrzostwach Świata i Superucharze Europy Zidane w ogóle nie mógł na niego liczyć. Faktycznie, Bale to facet, który śni się Zidanowi po nocach i którego obecność jest niezbędna w układance ekipy z Madrytu.

Tak się akurat składa, Gareth, że bez ciebie Real w miarę sobie radzi. Wygrał kolejne sześć meczów z rzędu w lidze, zdobył mistrzostwo Hiszpanii, wyeliminował Bayern z LM i później rozprawił się z Atletico. Z bólem serca musimy stwierdzić, że obecnie jesteś potrzebny Realowi jak rybie ręcznik.

Woli sprostowania, bo pojawiło się w wypowiedzi Bale’a nazwisko “Isco”. W tym sezonie 41 rozegranych meczów, 11 goli i 10 asyst. W ostatnim czasie był najjaśniejszą postacią w ekipie Realu, czym zaskarbił sobie sympatię wszystkich fanów z białej strony Madrytu.

Także, Gareth – odpocznij sobie. Piwko, chipsy, grill – jak wolisz. W Cardiff masz sporo znajomych, więc powinieneś sobie poradzić. Real może jakimś cudem da sobie bez ciebie radę. Nie musisz się fatygować.

Komentarze