Piłka nożna: Eugen Polański jednak nie jest obrażony i chce grać dla Polski!

    Ten tekst będzie miał charakter absolutnie prześmiewczy. Nie doszukujcie się w nim racjonalnych argumentów ani wyrazów współczucia względem gościa, który jeszcze niedawno grał w biało-czerwonym trykocie. Tym razem polecimy po bandzie i nie jest nam z tego powodu ani przez chwilę źle. Po prostu – ktoś się wygłupił, ośmieszył, okazał się 100% hipokrytą, więc my teraz nie pozostawimy na nim suchej nitki.

    – Już kilka razy mówiłem, że po zakończonym Euro jestem do dyspozycji trenera Nawałki. Może zadzwonić w każdej chwili, a co z tego wyjdzie – nie wiem. Przez trzy lata zostawiłem w kadrze dużo serca i jestem dumny, że w niej grałem.

    Ufff. Kamień spadł nam z serca. Wyczekiwaliśmy takiej wypowiedzi od kilku lat. Serio, mieliśmy nadzieję, że Jaśnie Pan w końcu zmieni zdanie i postanowi dać naszej kadrze drugą szansę. Że odstawi swoje prywatne uczucia, które są przecież możliwie najgorsze na bok, z łaską przyjedzie na zgrupowanie reprezentacji Polski i będzie gasił pożar, który wokół kadry trwa już od ładnych kilkudziesięciu miesięcy. Strażak Polański przyjedzie na sygnale, wejdzie do szatni i zbawieńczo oznajmi wszystkim, że już wrócił i teraz żadne przeciwności losu są już nam niestraszne. Ufff, co za ulga!

    Dla tych, którzy nie pamiętają, przypomnimy – Polański zagrał ostatnim razem w meczu o stawkę w kadrze w czerwcu 2013 roku. Tamto spotkanie nasza kadra zremisowała 1:1 z… Mołdawią. Potem co prawda pomocnik z polskimi korzeniami w reprezentacji bywał, ale albo nie znajdował się w kadrze meczowej (4 takie przypadki), albo nie podnosił się z ławki rezerwowych (również 4 takie przypadki). W skrócie: swój epizod w reprezentacji kończył jako piłkarz zupełnie bezużyteczny. Taki, który zgrupowania kadry narodowej traktował jak wycieczkę na urlop.

    Ale, na całe szczęście, Polański, który w międzyczasie udzielił 43432 wywiadów, w których to mówił, że ma w głębokim poważaniu los naszej kadry, poszedł po rozum do głowy. Co prawda gniewał się przez blisko trzy lata, wbijał szpilkę za szpilką w kierunku polskiego futbolu, ale w końcu dał się przeprosić i postanowił wrócić.

    Rozumiemy – Polański jest naprawdę w wysokiej formie. Wygrywa mecze dla Hoffenheim, które walczy za tydzień o półfinał Ligi Mistrzów z Realem czy inną Barceloną. Ale nie – Polański nie gra. Prawie w ogóle. Wcale. Jego ostatnie dokonania prezentują się następująco:

    Umówmy się – Polański się skompromitował. Gdy Polska nie grała dobrze w piłkę i dawała ciała, to on się na kadrę wypiął. Teraz, gdy jest na 11. miejscu w rankingu FIFA, przypomniało mu się, że jednak żartował.

    Panie Polański, tak się mimo wszystko nie robi. Szukamy analogii poza boiskiem piłkarskim. Naprawdę trudno jest nam te zachowanie opisać. Wyobrażamy sobie po prostu sytuację, gdy kumpel, który stracił cały swój majątek, przestaje być już naszym kumplem. Drwimy z niego i wytykamy go palcem śmiejąc się do rozpuku w swoim nowym towarzystwie. Gdy jednak znowu w biznesie mu poszło, znowu ma sporo pieniędzy, to my jak gdyby nigdy nic przypominamy sobie, że to był zawsze nasz dobry kolega i próbujemy na nowo się do niego wkumplować. To chyba trochę słabe, nie?

    Nie tylko my szydzimy dziś z Polańskiego.

    A więc, Eugen, my już teraz na poważnie. Nie, dziękujemy, ale nie chcemy. Damy sobie radę bez ciebie. Może nie będzie łatwo i w każdym poważnym meczu będzie brakowało nam takiego tuza w środku pola jak ty, ale już podjęliśmy decyzję. Gdzieś tak w sferze marzeń rozmyślamy czasem, co by było, gdybyś był jednym liderów naszej kadry, ale wszystkiego przecież mieć nie można. My, mimo bólu serca, jakoś damy sobie radę. A ty spokojnie dogrywaj ogony w Niemczech i dalej myśl sobie, że naprawdę ktoś za tobą w Polsce tęskni.

    Komentarze