Piłka nożna: El Clasico, czyli trochę się pozmieniało

Na spotkanie Barcelony z Realem Madryt patrzyliśmy ze szczególnym zainteresowaniem. Nie wyobrażalibyśmy sobie sytuacji, w której tego meczu byśmy nie obejrzeli. Tu Messi, tam Ronaldo. Tu Pique, tam Ramos. W skrócie: działo się. El Clasico to zatem obowiązek dla każdego piłkarskiego kibica na świecie.

Gran Derbi, bo tak zwykło się w Polsce mówić na te spotkanie, to mecz szczególny. Pojedynek piłkarski, który elektryzuje cały świat. Rywalizacja, której przyglądają się nie tylko wszyscy sympatycy futbolu, ale i ogółem wszyscy ludzie na ziemi. Każdy podświadomie czuje potrzebuję by wiedzieć, kto jest obecnie lepszy – Barcelona czy Real.

Hiszpańska prasa żyła meczem zatem od wielu tygodni. Znając naszych branżowych kumpli z tego pięknego kraju – o El Clasico będą jeszcze pisać bardzo długo. Nas natomiast wśród tych wszystkich porównań, różnic pomiędzy obiema drużynami, cechami wspólnymi, budżetami, historii i najładniejszych bramek zainteresowała jedna rzecz. Zwróciliśmy uwagę na szacunek, jakim darzą się piłkarze Barcelony i Realu. Jaka była atmosfera podczas derbów wczoraj i jak wyglądało to jeszcze kilka lat temu.

Wrogość względem oponenta i zła krew – kibice kochają takie sytuacje. Nie tylko w piłce, ale i w innych sportach, każdy fan lubi patrzeć na swoich bohaterów, gdy Ci są pod presją. Gdy nie lubią się ze swoim rywalem i do stricte sportowego pojedynku dochodzi mnóstwo podtekstów, które dbają o regularne podgrzewanie atmosfery i dodawanie dramaturgii. Tworzą całą otoczkę wokół sportowego widowiska, które przeobraża się w coś więcej. W coś ekstra.

ramos-laczy-nas-pasja

Od razu ze swoimi wspomnienami dotyczącymi El Clasico wracamy do czasów, w których trenerem Realu Madryt był Jose Mourinho. Na ławce trenerskiej Barcelony zasiadał wtedy jego były kumpel, Pep Guardiola, który w pierwszym starciu obu Panów pokonał Portugalczyka 5:0. Policzek wymierzony w stronę The Special One był na tyle bolesny, że ten już nigdy później o tym nie zapomniał. Każdy kolejny mecz, każde kolejne spotkanie było jak wojna. W dosłownym tego słowa znaczeniu.

Los tak to wszystko sprytnie poukładał, że jeszcze w tamtej kampanii obie drużyny spotkały się czterokrotnie. Dwa razy w Champions League, raz w lidze i w finale Pucharu Króla. Te ostatnie trofeum wygrał Real, w lidze ekipy podzieliły się punktami, by półfinał Ligi Mistrzów i ogólnie całe rozgrywki wygrała Duma Katalonii. Z perspektywy czasu jednak przeciętny kibic bardziej od rezultatów tamych meczów pamięta to, co działo się wokół. Na konferencjach prasowych, przy linii bocznej i w tunelu prowadzącym na boisku.

Czerwone kartki – Mourinho skarżył się wielokrotnie, że przeciwko Barcelonie jego zespół nigdy nie kończy meczu w pełnym składzie. Trudno się dziwić patrząc na to, w jaki sposób grał jego zespół. Podważanie decyzji sędziego? Czynność wykonywana z częstotliwością pocisków wystrzelanych przez karabin maszynowych. Prowokacje, utarczki słowne i wywieranie na arbitrach presji? Mourinho potrafił wciągnąć w to cały piłkarski świat.

I tak dopiero wczoraj oglądając zwykły (niezwykły) mecz, w którym dużo było sportowej klasy, piłkarskiej jakości, elegancji, maestrii i technicznego kunsztu doszliśmy do wniosku, jak inny jest to Klasyk. Jak dużo się zmieniło w ostatnich kilku latach. Jakimi dobrymi kumplami potrafią być Pique z Ramosem i Busquets z Marcelo. Jak goście, którzy jeszcze niedawno najchętniej wydłubaliby sobie oczy, potrafią ludzko na siebie patrzeć. Jak szczerze życzą sobie zdrowia i po meczu z chęcią wymieniają się koszulkami.

Dochodzimy do wniosku, że naprawdę zajebisty może być mecz bez podtekstów. Bez “trzeciej” połowy w mix-zonie i dyskutowania nad sędziowskimi błędami, których wczoraj również było całe mnóstwo. Jak futbol pięknie można zamknąć w 90 minutach.

 

Komentarze