Piłka nożna: Demolka!

Nie będziemy ukrywać – FA Cup to nie są rozgrywki, które najbardziej na świecie nas emocjonują. To nie jest futbolowe “pole position” w naszej meczowej rozpisce ani wydarzenie, pod które planujemy sobie cały dzień. Gdy jednak na boisko wychodzą dwie ekipy z Premier League, jedna, która potrafi grać w piłkę, a druga, która ma aspirację, by pozamiatać w tym sezonie w Anglii, to warto zobaczyć, co z tego wyniknie. Kto okaże się lepszy i wyjdzie górą z tej konfrontacji.

Na papierze – trzynasta z czwartą drużyną w Premier League. W teorii – wszystko może się zdarzyć. Mecze pucharowe rządzą się swoimi prawami, itp. itd. Rzeczywistość boiskowa jednak pokazała, że na w piątkowy wieczór stanęły na przeciw siebie drużyny o zupełnie innym poziomie. Dość powiedzieć, że ich walka o zwycięstwo wyglądała, jak wyścig starego Regio z nowiutkim Pendolino.

Gdybyśmy zapytali przeciętnego angielskiego kibica o największe rozczarowanie w tym sezonie w Premier League, to z pewnością wielu wymieniłoby właśnie Manchester City. Przed tym sezonem każdy miał wielkie oczekiwania względem Obywateli. A to, bo Pep Guardiola. A to, bo wielkie transfery i dużo wydanych pieniędzy na piłkarzy z topu. A – co najważniejsze – w końcu szeroka ławka rezerwowych, która w kluczowych momentach sezonu ma być decydująca w starciach z największymi na świecie. Połowa grania w Anglii za nami, a City w tabeli plasuje się na pozycji numer cztery. Żeby było jasne – nikogo te miejsce w niebieskiej części Manchesteru nie spełnia.

I tak czekaliśmy na mecz pucharowy, bo czuliśmy, że Aguero i spółką będą chcieli odbić sobie na tej płaszczyźnie niepowodzenia z boisk ligowych. Rywal do tego trafił się wprost idealny, bo West Ham ostatnio nie zachwycał. 13. pozycja w tabeli ligowej rzecz jasna wstydu nie przynosi, ale ostatnie dwie porażki, a – co najważniejsze – słaba gra optymizmem nie nastrajały.

guardiola-laczy-nas-pasja

Nasze wszystkie wątpliwości rozwiały się już po kilku minutach, bo oglądając kilka pierwszy akcji w meczu odnieśliśmy wrażenie, że obie drużyny grają zupełnie w inną grę. City przyjechało pokazać, że nie złożyło w tym sezonie jeszcze broni i będzie walczyło o swoje, West Ham został wywołany do odpowiedzi przy tablicy, czym musiał przerwać słodką drzemkę. Piłkarze Slevena Bilica byli wolniejsi, mniej zdecydowani, apatyczni. Odstawiali nogę i nie widać było w ich grze ani determinacji, ani woli walki. W pole karne jak w masło wjeżdżali kolejno Sterling i Silva, władzę w środku pola trzymał De Bruyne do spółki z Toure, którzy kompletnie zdominowali tę część boiska. Bramka dla City wisiała w powietrzu.

Ta przyszła, ale dopiero w 33 minucie, po trafieniu Yaya Toure z rzutu karnego. Po sprytnej akcji prawą stroną boiska w pełnym biegu w “szesnastkę” wpadł Zabaleta, który po kontakcie z Ogbonną wyłożył się jak długi i sędzia wskazał na “wapno”. Iworyjczyk pewnie pokonał bramkarza i wyprowadził Obywateli na prowadzenie.

Cytując klasyka – worek z bramkami rozwiązał się w tamtym właśnie momencie. Kilka minut później znowu prawym skrzydłem, ale tym razem Aguero uruchomił Sagnę, który adresował futbolówkę w kierunku Sterlinga, jednak reprezentanta Anglii uprzedził…Nordveit i strzałem do własnej bramki zaskoczył stojącego między słupkami Adriana. Kilkadziesiąt sekund później na 3:0 wynik zmienił Silva, który wykorzystał kontrę gości. W sytuacji dwa na jednego Hiszpan zdążył jeszcze przyjąć piłkę, strzelił sobie w międzyczasie szybkie espresso i skierował futbolówkę do pustej bramki. Kontra? Marzenie.

Teoretycznie po przerwie wszystko mogło się wydarzyć. Kilka dni temu Bournemouth też prowadziło z Arsenalem 3:0, a ostatecznie oba zespoły podzieliły się punktami. Tu jednak o takim obrocie spraw nie mogło być mowy. Tor lotu piłki po mocnym strzale Toure zmienił Aguero, który dokładając nogę kompletnie zmylił Adriana. W 84 minucie spotkania, gdy część kibiców West Hamu opuszczała już stadion, na listę strzelców wpisał się ten, za którego jeszcze niedawno zapłacono niewyobrażalną sumę pieniędzy. Mowa rzecz jasna o Stonesie. Anglik po 1885 minutach spędzonych na boisku w koszulce Manchesteru City w końcu wpisał się na listę strzelców. Tym samym ustalił wynik spotkania na 0:5.

Może to wiele osób zdziwili, ale City pod skrzydłami Guardioli dopiero drugi raz pokonało przeciwnika wynikiem 5:0. Teraz piłkarzy czeka kilka dni przerwy, bo Premier League wraca dopiero w następny weekend. Manchester zmierzy się w wyjazdowym spotkaniu z Evertonem, West Ham ugości u siebie Crystal Palace.

Komentarze