Piłka nożna: Demolka Legii, wpadka Lechii!

Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem, jaki zakładaliśmy przed tą serią gier w Ekstraklasie, były zwycięstwa wszystkich drużyn z pierwszej czwórki. Żadnego meczu bezpośredniego i wszystkie rozgrywane u siebie przez faworytów powodowały, że nie zakładaliśmy żadnej wpadki. Jako że jednak nasza liga jest jedną wielką zagadką, nie każdy w poniedziałek rano pójdzie na trening z uśmiechem na ustach. Najgorsze humory mają piłkarze Lechii, którzy nie wygrali domowego meczu z Koroną Kielce.

Rozumiemy – wyjazd. Korona gra u siebie znakomicie, Lechia fatalnie. Wtedy zaczęlibyśmy się zastanawiać nad postawieniem choćby złotówki na któryś z zespołów. Gdy jednak do Gdańska przyjeżdza ekipa, która a) zaraz straci dobrego trenera, b) jest bez formy, c) nie gra w tym sezonie już o nic, to coś nam nie gra. A jednak – faworyt tym razem zadaniu nie sprostał i obserwowaliśmy wyrównane spotkanie zakończone podziałem punktów.

Bardziej prawdopodobne niż to, że Korona przywiezie do domu punkty, był śnieg w maju była plaga egipska, która nawiedziłaby Gdańsk. A jednak. Lechia, mimo że na papierze lepsza od kielczan, nie potrafiła zdobyć nawet jednego gola. Tak sobie myślimy, że gdyby gdańszczanom zabrać atut własnego boiska, to pewnie dziś piłkarze Piotra Nowaka biliby się z Arką o utrzymanie w lidze. O ile przed tygodniem chwaliliśmy Lechię za zwycięstwo na trudnym terenie w Krakowie i zaczęliśmy wierzyć, że to może być moment dodający im wiary w walce o tytuł, o tyle dziś już tak nie uważamy. To mogły być punkty na wagę tytułu. Łatwiejszych bowiem, przynajmniej teoretycznie, może już w tym sezonie nie być. Wynik meczu – 0:0.

***

Jeżeli ktoś miał się w ten weekend pogubić, to była to naszym zdaniem Jagiellonia. Pod koniec lutego Jaga przegrała z Wisłą i podrażniona ostatnimi niepowodzeniami Biala Gwiazda miała chrapkę na to, by i tym razem zabrać punkty drużynie z Białegostoku. Tak się jednak nie stało i tym razem lider nie zawiódł. Wygrana 2:0 jest wynikiem, który w pełni oddaje przebieg tego spotkania.

– Zagraliśmy bardzo dobre spotkanie. Stworzyliśmy sobie wiele sytuacji, a jednocześnie wyłączyliśmy Wisłę. Nie pamiętam żadnej sytuacji rywali. Kontrolowaliśmy mecz od początku do końca. Szkoda tylko, że wcześniej nie wykorzystaliśmy żadnej okazji. Wisła, to nieprzypadkowa drużyna, ale pokazaliśmy na ich tle bardzo dobrą piłką. Znów odskoczyliśmy. Brawo dla zawodników, którzy weszli w trakcie. Właśnie tak sobie wyobrażam ich udział w meczu, że zawsze pomagają drużynie. Przed nami trudny mecz. Wiemy, że na pewno nie zagra Góralski, ale poszukamy jakieś rozwiązania – w ten sposób mecz skomentował Michał Probierz.

***

Po słowach Michała Probierza, który kilka tygodni temu pogratulował Lechowi zdobycia mistrzowskiego tytułu, Lech spuścił z tonu. Dziś Kolejorz znowu jest na właściwych torach i właśnie zainkasował piąte zwycięstwo z rzędu.

Gole dla Lecha? Łukasz Trałka i Marcin Robak. Powiedzielibyśmy, że Lech jest obecnie faworytem w wyścigu po koronę, ale w środę Bjelica ze swoimi piłkarzami przyjadą do Warszawy na mecz z Legią. Ameryki nie odkryjemy twierdząc, że to spotkanie, które może zdecydować o losach tytułu. Wynik wczorajszego meczu  z Pogonią – 2:0.

***

Na koniec mecz Legii, który nie wzbudził ostatecznie żadnych emocji, a wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały przed pierwszym gwizdkiem, że może być ciekawie. Wojskowi pewnie wygrali 6:0 i zanotowali – uwaga, trzymajcie się fotela – pierwsze zwycięstwo w historii konfrontacji z Termalicą.

– Zagraliśmy dobry mecz, z czego się bardzo cieszymy. Wygraliśmy zasłużenie. Wiemy jednak, że to co najważniejsze, dopiero przed nami. Od jutra z pokorą zaczynamy przygotowania do kolejnych spotkań – to z kolei kilka słów od Jacka Magiery.

Trener Legii wie, co mówi. Jeszcze w tym tygodniu spotkania z Lechem i Jagiellonią. Na pewno będzie bardzo ciekawie.

Mamy zatem jedną niespodziankę i trzy spotkania, które przebiegły zgodnie z planem. W tym tygodniu aż dwie kolejki – we wtorek i środę oraz normalnie, w weekend. Karuzela dopiero się rozkręca.

Komentarze