Piłka nożna: Czy powinniśmy się bać Rumunii?

Generalnie zawsze specjalne miejsce w naszych głowach miały spotkania drużyny narodowej, które odbywają się już po sezonie. Rozumiemy – październik i listopad. Wszystkie ligi wtedy grają, każdy jest w formie lub przynajmniej robi wszystko, żeby w niej być. A w czerwcu? Hmm, w czerwcu każdy jest już po sezonie.

Ligi przestały niedawno grać i w tym momencie każdy czeka tylko na mecz reprezentacji. Taki Robert Lewandowski dla przykładu, który ostatni mecz w Bundeslidze rozegrał 20 maja, nie występuje od jakiegoś czasu w Lidze Mistrzów i odpadł wraz z Bayernem Monachium z Pucharu Niemiec. Wychodząc na boisko przeciwko Rumunom, będzie miał za sobą trzytygodniowy rozbrat z futbolem.

Co to oznacza? Naszym zdaniem zespół lepszy, czyli w tym przypadku Polacy, będzie miał trudniej o zwycięstwo, niż w momencie, gdy mecz rozgrywany byłby w “normalnym” terminie. Forma naszych reprezentantów w trakcie trwania sezonu pozwalała spokojnie pokonać Rumunów w listopadzie (3:0 na wyjeździe). Teraz natomiast, gdy dyspozycja naszych graczy będzie wielką niewiadomą, rezultat potyczki z 10 czerwca również w większym stopniu pozostaje sprawą otwartą. Oczywiście i my nie będziemy w tym czasie grać w piłkę i nie będą grali Rumuni, ale my mamy więcej do stracenia. Rozumiecie o co chodzi, prawda?

Do tego odnosimy wrażenie, że nasi reprezentancji nie są obecnie w tak dobrej formie, jak miało to miejsce jeszcze kilka miesięcy temu. Prawie w ogóle w piłkę w ostatnim czasie nie gra Grzegorz Krychowiak. Karol Linetty i Piotr Zieliński również wydawali się być w trakcie sezonu lepsi, niż ma to miejsce obecnie. Nasi skrzydłowi, czyli Jakub Błaszczykowski i Kamil Grosicki, także nie zachwycają tak, jak nas do tego przyzwyczaili. Pierwszy w tym roku kalendarzowym nie zdobył w klubie gola w lidze i zanotował tylko trzy asysty, drugi spadł z Premier League. Arek Milik, od kiedy wrócił do zdrowia, tylko raz wpisał się na listę strzelców. W Serie A ani razu nie spędził na boisku więcej niż 31 minut.

Problem może być zatem spory, bo choć staramy się myśleć pozytywnie, o tyle spotkanie z Rumunią będzie bardzo trudne. Nasi czerwcowi rywale mają na swoim koncie jak do tej pory tylko sześć punktów uzbieranych w pięciu meczach i jeżeli chcą się liczyć w walce o awans na mundial, to muszą z nami wygrać. My natomiast na ten moment mamy bardzo komfortową sytuację, ale żeby nie musieć patrzeć z niepokojem za swoje plecy, musimy wygrać i umocnić się na prowadzeniu w grupie E.

Nie będziemy w tym momencie specjalnie przebiegli, jeżeli powiemy, że dużo po raz kolejny zależało będzie od Roberta Lewandowskiego. To nasz kapitan przy nie najlepszej dyspozycji swoich kolegów może zapewnić nam kolejne w tych eliminacjach zwycięstwo. Miejmy nadzieję, że przeciwko Rumunii tak się właśnie stanie, a biało-czerwoni dopiszą kolejne trzy oczka do swojego dorobku po ostatnim gwizdku.

Te mogą wprowadzić nas na autostradę do mundialu w Rosji. Tak przynajmniej uważa nasz kapitan, któremu na słowo wierzymy.

Komentarze