Piłka nożna: Czy Marcin Wasilewski wróci do Anderlechtu?

    Przez bardzo długi czas Marcin Wasilewski był naszym abasadorem w Lidze Mistrzów. Mało kto pamięta, ale gdy ani Lewandowski, ani Milik czy Zieliński nie grali w Europie, robił to już popularny Wasyl. Jego Anderlecht Bruksela raz radził sobie dobrze, raz nieco gorzej, ale raczej nie zawodził. Ot, po prostu średni klub z aspiracjami. Sam piłkarz spędził tam sześć lat, rozegrał 145 meczów dla Fiołków i zdobył  20 goli. Jak na bocznego i później środkowego obrońcę – bardzo przyzwoity to wynik.

    Ulubieńcem publiczności ze stolicy Brukseli Wasyl został po felernym złamaniu nogi, do którego doszło pod koniec sierpnia 2009 roku. Wasylowi przewidywano nawet koniec kariery, ale ten pokazał, że dzięki ambicji i woli walki można wrócić jeszcze na poziom sprzed urazu. Jak się później okazało – to właśnie swoją postawą obrońca skardł serca fanów Anderlechtu.

    Gdy Wasyl odchodził z Brukseli, żegnano go jak legendę klubu. Nie będziemy was ściemniać – nie znamy wszystkich najbardziej zasłużonych piłkarzy w historii Anderlechtu i nie pamiętamy, w jaki sposób wyglądały ich pożegnania. Gdy jednak oglądaliśmy rozstanie z Wasilewskim, łezka zakręciła nam się w oku. Wiedzieliśmy, że nie był to najlepszy piłkarz w historii Anderlechtu, a mimo wszystko swoją postawą i podejściem do uprawianego zawodu, traktowany był wyjątkowo.

    Z Anderlechtu Wasilewski odszedł do Leicester City i tam – nie bójmy się tego powiedzieć – zrobił karierę. Wygrał mistrzostwo Anglii, mimo że przy samych tytule jego udział był tak naprawdę bardzo mały. Cały czas jednak miał w sercu Anderlecht i – co najważniejsze – była to miłość z wzajemnością. Dziś przeglądając rano Twittera, natknęliśmy się na coś takiego:

    I co? I nas ta informacja bardzo ucieszyła. 37-letni piłkarz, którego kariera z pewnością niedługo dobiegnie końca, dostaje propozycje z klubu, który kocha, żeby w nim pracować. Po pierwsze, zajmie się piłką, w którą gra od 30 lat. Po drugie, będzie w towarzystwie ludzi, którzy nie olali go w momencie, gdy w jego życiu nie działo się najlepiej. Po trzecie, będzie miał ciągłość pracy w zawodzie, która przygotuje go do objęcia jeszcze poważniejszych stanowisk w futbolu

    Do tego dochodzi oczywiście aspekt finansowy, którego w tej sytuacji nie bierzemy pod uwagę, bo wychodzimy z założenia, że piłkarz z Premier League nie patrzy z niepokojem na stan swojego konta i nie czeka na wypłatę z Leicester.

    Zawsze lubiliśmy Wasyla i dobrze mu życzyliśmy. Jeżeli dojdzie do wniosku, że jeszcze za szybko, aby wieszać buty na kołku, to okej – niech pogra jeszcze rok. Ważne jednak, by obok takiej propozycji nie przeszedł obojętnie. Wasilewski i Anderlecht? To może się udać!

    Komentarze