Piłka nożna: Czas na rewanż!

Jeszcze dwa miesiące temu brzmiałoby to jak niesmaczny żart. Gdyby ktoś kilka dni po blamażu z Borussią Dortmund w Warszawie powiedział, że na Signal Ilduna Park piłkarze Legii pojadą walczyć o korzystny wynik, to znalazło pewnie by się wielu takich, którzy optymistom doradziliby wizytę u specjalisty. Sporo się jednak od tamtego czasu zmieniło i dziś fani, nie tylko Ci niemieccy, zacierają ręcę na samą myśl o tym spotkaniu.

Z perspektywy czasu można stwierdzić, że tamten mecz był Legii potrzebny. To właśnie 15 września zostały uwypuklone wszystkie braki drużyny prowadzonej przez Besnika Hasiego. To właśnie wtedy był moment przełomowy, który zaważył o zmianie trenera. Bałagan na boisku i bałagan w głowach piłkarzy. Brak motywacji i jedności w dążeniu do celu – to najczęściej zarzucano mistrzom Polski.

Dziś sytuacja jest o tyle inna, że piłkarzom Legii chce się grać w piłkę. Legia wie po co jedzie do Dortmundu i – co najważniejsze – wie, że jest w stanie to osiągnąć. Dziś piłkarze Jacka Magiery to już nie zlepek nieźle wyglądających na papierze indywidualności, tylko zespół. Drużyna, która przed trzema tygodniami napędziła stracha Realowi Madryt i która w lidze z sześciu ostatnich spotkań wygrała pięć. W końcu ekipa, która jeszcze w starym roku kalendarzowym włącza się do walki o mistrzostwo Polski, a co jeszcze niedawno wydawało się być niemożliwe.

borussia-pilkarze-laczy-nas-pasja

Niemiecka prasa trąbiła w ostatnich dniach o tym, że Legia zrobiła przez ostatnie dwa miesiące duży skok jakościowy, a w odwrotną stronę zmierza ekipa Thomasa Tuchela. Trudno się z tym nie zgodzić, bo Borussia nie zachwyca już tak, jak na początku sezonu, ale sobotni klasyk z Bayernem Monachium daje wszystkim wiele do myślenia. Dortmundczycy zagrali mądrze, agresywnie, z pomysłem i wypracowaną do perfekcji taktyką. Zagrali tak, jak podczas ostatnich lat, gdy zespół prowadził Jurgen Klopp, a Borussia dochodziła do finału Ligi Mistrzów. Dortmundyczy znowu zdołali pokonać piekielnie mocny Bayern pokazując całej Europie, że są gotowi wrócić do walki o najwyższe cele.

Trudno być przed tym spotkaniem optymistą, ale jedno jest pewne – Legia nie położy się przed Borussią. Może być słabsza na boisku – ot, żadna niespodzianka. Powtórki z połowy września być jednak nie powinno, bo chłopakom Jacka Magiera zależy. A ambicja i wola walki to wystarczające argumenty, by z optymizmem usiąść przed telewizorem i czekać na coś, co jeszcze niedawno spędzało nam sen z powiek.

Komentarze