Piłka nożna: Liverpool kontra Chelsea!

Moglibyśmy napisać, że to starcie Antonio Conte z Jurgenem Kloppem. Że o ligowe punkty powalczą ze sobą pierwsza z czwartą obecnie drużynami w tabeli. Albo że zmierzą się ze sobą dwie ekipy, które łącznie aż 23 razy zdobywały na koniec sezonu mistrzostwo Anglii. My napiszemy po prostu, że zmierzy się Chelsea z Liverpoolem. Niebiescy kontra czerwoni. Ogień kontra woda.

Chelsea w tym sezonie Premier League przegrała jak do tej pory raz. Z kim? Tak, dobrze myślicie – z Liverpoolem. Na trafienia Lovrena i Hendersona odpowiedział Diego Costa, ale to było zbyt mało, by uporać się z będącą na fali drużyną z miasta Beatlesów. Z tym że wtedy, gdy na ligowe boiska piłkarze wychodzili dopiero po raz piąty, Chelsea była małym lwiątkiem, które nie potrafi wyrządzić krzywdy swoim rywalom. Dziś The Blues to groźna lwica, która zagryza swoich rywali bez opamiętania.

Jak to wyglądało w historii?

Tu bez niespodzianek. Lepsze wspomnienia z meczów pomiędzy tymi zespołami mają fani The Reds. 77 zwycięstw, 38 remisów i 61 porażek – to oczywiście bilans, który przemawia na korzyść Liverpoolu. Z pewnością jednak wieczorem to nie podopieczni Jurgena Kloppa będą faworytami do zwycięstwa. Ba, trudno będzie im nawet wywalczyć remis, bo choć nie aż tak dawno temu Hazard i spółka polegli w Londynie z Tottenhamem, to w tej kampanii aż ośmiokrotnie wracali na Stamford z pełną pulą.

Napisaliśmy całkiem niedawno temu, że to właśnie Liverpool i Chelsea będą naszym zdaniem głównymi faworytami do wygrania w tym roku mistrzostwa Anglii. Zdania nie zmieniamy, ale The Reds w ostatnim czasie wyraźnie spuścili z tonu. Piłkarze Liverpoolu w bardzo dobrych nastrojach otwierali sylwestrowego szampana, ale już w styczniu ani razu nie wygrali ligowego spotkania. Do dwóch remisów z Sunderlandem i Manchesterem United w ten weekend ekipa z Anfield musiała uznać wyższość Swansea i to na własnym boisku.

Własne boisku – to też jest ciekawy temat. Dzisiejszy mecz będzie czwartym rozgrywanym u siebie w ciągu zaledwie ostatnich jedenastu dni przez ekipę The Reds. Co ciekawe, poprzednie trzy konfrontacje Liverpool przegrał i to na trzech różnych frontach. Do wcześniej już wspomnianej porażki z Swensea doszła ta w Pucharze Ligi z Southampton i w Pucharze Anglii z Wolverhampton. Jeśli piłkarze Kloppa dziś znowu oddadzą trzy punkty, to wyrównają swój niechlubny wynik sprzed…94 lat. W 1923 roku taka sztuka już się The Reds “udała”.

Co mówili przed tym spotkaniem obaj trenerzy?

Najpierw Jurgen Klopp:

“(…)Wszystko ma na siebie wpływ, bo my przegraliśmy trzeci domowy mecz z rzędu. Czujemy się źle z tym, ale lepiej jest przegrywać trzy mecze w trzech różnych rozgrywkach, niż mielibyśmy to uczynić u siebie na boisku w Premier League.(…) Moja praca polega na tym, że muszę zachować spokój i podejmować dobre decyzje. Te, które będą rozpatrywane i analizowane w przyszłym sezonie oraz te, które będą widoczne już dziś wieczorem. Muszę wybrać właściwą drogę, zachować spokój i myśleć pozytywnie.”

Bardziej bezpośredni i konkretny był natomiast Antonio Conte:

“Trudno jest zachować swój dobry poziom, jeśli na przeciw siebie masz takiej klasy rywala. Takie spotkania jak te są najważniejsze, ponieważ przystępując do tej konfrontacji każdy piłkarz musi z tym samym nastawieniem wyjść na boisko. Tylko wtedy możliwy jest korzystny rezultat.(…) Przed nami dwa trudne spotkania – z Liverpoolem i Arsenalem. Nie możemy jednak zapomnieć, że po tych dwóch meczach do końca sezonu zostało aż 14 kolejek. Do końca będziemy walczyli o mistrza.”

A Jurgen Klopp zdecydował, że Liverpool musi wysłać po Sadio Mane prywatny odrzutowiec, by ten szybciej wrócił do Liverpoolu i zagrał przeciwko Chelsea. Niech chociażby ten przykład pokaże, o jaką stawkę rozgrywa się dzisiejsze spotkanie.

 

Komentarze