Piłka nożna: A ten Teodorczyk to potrafi grać w piłkę?

Media lubią popadać w skrajności. Zespół Sweet Noise miał w swoim repertuarze utwór pt. „Dzisiaj mnie kochasz, jutro nienawidzisz”. Dobrze on obrazuje to, jak często skrajnie opisywane są kariery sportowców.

Jeszcze w niedawnym sezonie skoków narciarskich w pewnym momencie wszyscy dziennikarze pisali, że Stoch nie ma już szans na zdobycie Pucharu Świata, po czym wygrał jedne zawody i znów stał się jednym z faworytów.

Podobnie sytuacja się ma w przypadku Łukasza Teodorczyka. Najpierw był uznany balangowiczem i pijakiem, po tym, jak brał udział w imprezie na zgrupowaniu reprezentacji. Potem stał się prawdziwą maszyną do zdobywania bramek i porównywano go do najlepszych piłkarzy świata. Teraz wylicza mu się każdą kolejną minutę bez zdobytego gola.

„Takiej serii Łukasz Teodorczyk nie miał jeszcze nigdy w swojej karierze. Niedzielne spotkanie było już dziewiątym z kolei, w którym nie potrafił pokonać bramkarza rywali. Nasz rodak ostatniego gola strzelił 12 marca w meczu z Waasland – Beveren (3:0). Od tamtego trafienia minęło właśnie 661 minut, czyli nieco ponad 11 godzin.” – czytamy w „Przeglądzie Sportowym”.

Oczywiście nie widzimy w tym nic złego, aby informować o tym, że „Teo” jest obecnie nieskuteczny. Chodzi nam tylko o sam fakt nie popadania w skrajności.  Polak w najbliższej kolejce zdobędzie bramkę i znowu w mediach będzie bohaterem.

Przypominamy, że  Łukasz w tym sezonie rozegrał już 49 meczów, w których zdobył w sumie 28 bramek. Jest najskuteczniejszym piłkarzem w Anderlechcie Bruksela.

Warto jeszcze dodać, że „Fiołki” są liderami ligi belgijskiej i wszystko wskazuje na to, że zdobędą tytuł mistrzów Belgii w tym sezonie. Trzeba podkreślić, że bez tych wszystkich goli Teodorczyka nie byłoby to możliwe. Może w takim razie ten „Teo” nie jest aż taki beznadziejny, jak się o nim pisze?

Komentarze