Piłka nożna: 8 lat temu Barca ograła Real 6:2 na Bernabeu!

    Doskonale pamiętamy tamtej dzień. 2 maja, 2009 roku. Pogoda zdecydowanie lepsza niż obecnie, europejskie rozgrywki wchodzą w decydującą fazę. W niektórych ligach wiadomo już wszystko, w innych wszystko może się jeszcze wydarzyć. W wyścigu Realu z Barceloną o mistrzowski tytuł piłka w grze, ale dopóki matematycznie są jeszcze szanse, a bezpośrednie starcie dopiero ma się odbyć, to końcówka zapowiada się znakomicie. Takie przynajmniej mieliśmy odczucia przed pierwszym gwizdkiem.

    Do Madrytu przyjechała Barcelona, która rok wcześniej mniej więcej w tym samym czasie wykonała dla Królewskich pamiętny szpaler. Real, który ograł w kampanii 2007/2008 Barcę 4:1 miał już zapewniony tytuł mistrzowski. Sytuacja po 12 miesiącach wyglądała zdecydowanie inaczej, choć to Katalończycy byli faworytami w tej konfrontacji. W ciągu roku w obu drużynach wydarzyło się bardzo dużo.

    Po pierwsze – Pep Guardiola. Opisywane przez nas spotkanie było dopiero pierwszym w roli szkoleniowca Barcelony rozgrywanym na Santiago Bernabeu. Katalońscy kibice, którzy mieli w pamięci to, co wydarzyło się przed rokiem, obawiali się meczu na Bernabeu. Co prawda Barca grała lepiej niż sezon wcześniej, rozjechała Bayern u siebie 4:0 w Lidze Mistrzów kilka tygodni wcześniej, ale było ryzyko, że mistrzostwo może wymsknąć się z rąk właśnie w Madrycie. Jak pokazało 90 minut – nie było się czego bać.

    Lepiej mecz zaczał Real. Gola głową zdobył Higuain po wrzutce w pole karne z prawej strony boiska. Potem do głosu doszła Barca. Messi został przesunięty na pozycję nr 9, a dwóch środkowych napastników, czyli Henry i Eto’o zajęli miejsce na skrzydłach. Jak pokazały późniejsze lata – to była kluczowa decyzja dla losów Barcelony. Leo, który w poprzednich sezonach był przyklejony do skrzydła, jako napastnik wskoczył na swój najwyższy możliwy poziom. Po dograniu właśnie od niego Henry doprowadził do wyrównania. Dwie minuty później gola głową po rzucie wolnym strzelił Puyol, jeszcze przed przerwą Messi pokonał Casillasa. Kibice zebrani na Bernabeu byli w szoku, bo to nie miało tak wyglądać. To Real miał dominować, a Barca pełnić rolę statystów.

    Real kontakt złapał chwilę po przerwie, gdy gola głową zdobył Ramos. Naprawdę wyglądało to tak, jakby Real był w stanie zdołać odwrócić losy rywalizacji. Był aktywny, siadł na gości wysokim pressigniem. Xavi z Iniestą w porę wzięli losy spotkania w swoje ręce i nie pozostawili złudzeń kto jest w tym spotkaniu lepszy. Najpierw prostopadłą piłkę od Xaviego na gola zamienił Henry, chwilę później swojego drugiego gola zdobył Messi. Królewskich dobił ten, który nienawidzi Realu, czyli Pique. Dziś pewnie oddałby wszystko, żeby jeszcze raz gola na Bernabeu zdobyć. 2:6. Miazga. Lub jak to mówi klasyk – Masakracja!

    I tak dziś, po czasie, zastanawiamy się, czy tak musiało się to skończyć. Wiecie, czasami mamy wrażenie, że gdyby mecz odbył się po raz drugi, to wyglądałoby to inaczej, a zwycięzcą nie byłaby drużyna, która faktycznie mecz wygrała. Historię Barcelony po tym meczu znamy – wygrana LM, mistrzostwo Hiszpanii i ogólnie same “ochy” i “achy”. Spójrzcie na skład Realu z tamtego meczu. Trochę to zalatuje… no na pewno nie Realem Madryt:

    Casillas, Ramos, Cannavaro, Metzelder, Heinze, Marcelo, Lass, Gago, Robben, Higuain, Raul.

    No dobra, może nie ma tragedii, ale zestawiając to z dzisiejszym składem Realu… wygląda to średnio. Biorąc pod uwagę, że w tamtym meczu Marcelo, Ramos,  Higuain nie byli tymi piłkarzami, którzy są dziś, Raul lata świetności miał już za sobą, Casillas miał gorszy dzień, to to nie miało szans się udać. Choć oczywiście takie osądy jesteśmy w stanie wyciągać dopiero po meczu, gdy znamy wynik i patrzymy na to z perspektywy 9 lat.

     

    Komentarze