Piłka nożna: 4 lata temu Lewy zmasakrował Real!

Ale się ucieszyliśmy z samego rana. Odpalamy komputer, parzymy kawę, zaczynamy organizować śniadanie. Robimy codzienną prasówkę, zaglądamy na Twittera, a tam “Dokładnie 4 lata temu Lewy w pojedynkę pokonał Real Madryt”. Matko jedyna, jak to zleciało.

Żeby było jasne – my w dalszym ciągu nie możemy w to uwierzyć. Zgoda, stało się, żyjemy na tym świecie i mimo sporego dystansu do sukcesów polskich piłkarzy ten fakt zanotowaliśmy. Ale że Polak odstrzeli Real? Że zdobył 4 gole? Wyeliminuje Królewskich w półfinale Ligi Mistrzów niemalże w pojedynkę? Odstawi na bok Ronaldo, Benzemę, Ramosa i Xabiego Alonso, spoliczkuje Mourinho i zaprowadzi za rękę Borussię Dortmund do finału na Wembley?

Dziś może brzmi to bardzo przyziemnie i krótka pamięć polskiego kibica może w tym przeszkadzać, ale jeszcze niedawno my w ogóle nie mieliśmy piłkarzy, którzy grali w Europie. Raptem pojedyncze występy Marcina Wasilewskiego w Anderlechcie, faza grupowa Michała Żewłakowa, NEC Nijmegen Andrzeja Niedzielana i Vitorię Guimaraes Marka Saganowskiego. Na tyle nas było jeszcze kilka lat temu stać. Wspomniany przez sekundą wyczyn Lewego nie był pierwszym sukcesem Polaka na arenach międzynarodowych, ale z pewnością jednym z najbardziej spektakularnych.

No bo tak: kto w XXI wieku zrobił coś bardziej oszałamiającego? Jerzy Dudek w finale LM z Milanem. Zgoda. Ale dalej? Były bomby Krzynówka z Realem, Żurawski z Borucem grali w CL w barwach Celticu. Ale reszta? Raczej bez szału. Lewy zadziwił wtedy cały świat.

Bardzo ciekawy tekst na temat Roberta Lewandowskiego i jego wpływu na Jose Mourinho napisał na łamach Przeglądu Sportowego Krzysztof Stanowski. Łapcie fragment:

“Być może to zbieg okoliczności, ale mam prawo sądzić, że w portugalskim trenerze coś się zmieniło, gdy Lewandowski zbombardował bramkę jego drużyny. Od tamtej pory ilekroć w Lidze Mistrzów gra z w miarę poważną drużyną w fazie pucharowej, koncentruje się na tym, by nie przegrać pierwszego, wyjazdowego spotkania. Nie myśli o zwycięstwie, nie myśli o grze do przodu, nie napędza swojego zespołu. Parkuje autobus, wyrzuca kluczyki i spuszcza powietrze z kół. Przypominam sobie zeszłoroczny półfinał Ligi Mistrzów, Atletico Madryt – Chelsea (rok po feralnej wizycie w Dortmundzie). Byłem wtedy szczerze zażenowany grą Anglików, którzy nawet nie starali się przekroczyć linii środkowej boiska. Nie pozorowali ataków, nie mówiąc o rzeczywistych próbach zdobycia bramki.”

Tak czy inaczej Lewy wtedy pozamiatał. Saga jego transferu do Realu Madryt trwa już od bardzo dawna, a coraz to częściej dziennikarze przewidują, że kapitan naszej reprezentacji w końcu zasili szeregi Królewskich. Tak czy inaczej – takimi spotkaniami jak te przed czterema laty, Lewy tylko udowodnił swoją wartość. Dziś jest już napastnikiem Bayernu Monachium i tylko potwierdza, że tamten mecz nie był dziełem przypadku.

Na koniec, wrzucamy filmik z tamtego spotkania. Pówtórzymy raz jeszcze – Matko jedyna, co to był za występ!?

Komentarze