Pietruszka zamiast kija i marchewki

W poniedziałek, remisując na Stadionie Energa w Gdańsku Cracovia zapewniła sobie utrzymanie w Ekstraklasie. Podopieczni Michała Probierza mogą przerżnąć wszystkie spotkania do końca sezonu, mogą grać samymi juniorami, mogą na murawie podczas każdej kolejki ligowej rozkładać plażowe ręczniki, zakładać przeciwsłoneczne okulary, opalać się i przyglądać jak rywal będzie strzelał gole. Dla Pasów sezon 2017/2018 już się zakończył.

System ESA 37 z podziałem punktów może nie należał do najsprawiedliwszych na świecie, ale jednego nie można było mu odmówić – emocje związane z walką o mistrzostwo i utrzymanie trwały praktycznie do ostatnich minut ostatniej kolejki. Niewykluczone, że teraz będzie podobnie, ale grono drużyn nie walczących o nic, plażowiczów, będzie się zwiększać z tygodnia na tydzień.

Kij

Psychologia mówi o dwóch nadrzędnych siłach, determinujących większość życiowych wyborów, poczynań i dążeń człowieka: chęć zyskania przyjemności oraz unikanie cierpienia. Co ciekawe, większość z nas skonstruowana jest w ten sposób, że jest w stanie zrobić więcej, żeby uniknąć bólu, niż żeby zyskać przyjemność. Jak to się ma w odniesieniu do piłki w krajowym wydaniu? Gdy znika groźba pod postacią potencjalnego spadku, gdy nie ma przysłowiowego kija, zaczyna się gra na pół gwizdka, bumelowanie, kalkulowanie. Oczywiście, ktoś powie, że skoro mówimy akurat o Cracovii, chociaż to oczywiście tylko przykład, to Krzysztof Piątek walczy o zagraniczny transfer, a Kamil Pestka o podstawowy skład w przyszłym sezonie. Ale kto chociaż trochę zna środowisko piłkarskie, wie, że jednocześnie niejeden z ich kolegów z zespołu, powiedzmy taki Zenjov, piłkarski wirtuoz z Estonii, biega po murawie zastanawiając się, gdzie wyjedzie na wakacje, a podczas treningu czeka tylko na sakramentalne „panowie, to już koniec na dziś”, żeby w końcu móc zająć się swoimi, ważniejszymi niż piłka sprawami. Tak jest, naprawdę. Smutne, ale prawdziwe.

Michała Probierza w najbliższych tygodniach czeka trudne zadanie – zmotywowanie swoich podopiecznych do gry bez wymiernej stawki/fot. Cyfrasport

Sufitu głową Cracovia też nie przebije, ponieważ wyższego miejsca niż dziewiąte już nie zajmie. Wiadomo, za poszczególne miejsca w tabeli też są premie finansowe, bardziej opłaca się zająć miejsce 9 niż powiedzmy 11, ale ligowy kopacz w kieszeni jakoś specjalnie tego nie odczuje. A skoro nie widać różnicy, to po co się starać? W najbliższych tygodniach coraz więcej ekip będzie zapewniało sobie utrzymanie, lada dzień może dokonać tego Arka Gdynia, która wówczas skoncentruje się na finale Pucharu Polski. Jak będą wyglądały ligowe mecze z udziałem tych ekip?

Marchewka

Marchewki z kolei może lada chwila zabraknąć Wiśle Kraków, Zagłębiu Lubin czy Koronie Kielce. Na podium nie mają szans, a jakiejś zasadniczej różnicy między 6 a 8 lokatą nie ma. Trudno nie odnieść wrażenia, że część ekip z grupy mistrzowskiej myśli już o wakacjach i letnim odpoczynku. Cel nadrzędny, czyli utrzymanie zostały osiągnięte. Można powalczyć o jedną czy dwie lokaty, ale po co? Trenerzy też coraz częściej będą już przymierzać się do kolejnego sezonu, wpuszczać na boisko młodych, ogrywać powracających po kontuzjach, odstawiać od składu odchodzących z klubu. Nie ulega wątpliwości, że na to właśnie liczyć będą drużyny walczące o medale, a pierwsza kolejka rundy finałowej, kiedy w ryj zarobili solidarnie Lech, Jaga i Legia była tylko ligową anomalią w najczystszej postaci. Chciałbym się mylić.

Pietruszka

Żeby było jasne – to nie są pretensje do Ekstraklasy, systemu czy kogokolwiek osobiście. Tak dzieje się w każdej lidze świata, bez względu na szerokość geograficzną, system rozgrywek czy zarabiane przez piłkarzy kwoty. Gdy brakuje motywacji, czy to w postaci kija, czy marchewki, mamy do czynienia z grą o pietruszkę. A o tą jak wiadomo, nikomu specjalnie nie chce się walczyć. Nie ulega wątpliwości, że w końcówce sezonu wielokrotnie będziemy mieli do czynienia ze spotkaniami, gdzie jednej ze stron znacznie bardziej zależy niż drugiej. Co prawda terminarz jest tak skonstruowany, że wszystkie rozstrzygnięcia zapadną w ostatnich kolejkach, w których zmierzą się bezpośrednio zainteresowani, ale do tego czasu wszystko może już zostać wyjaśnione. Ewentualnie kluczową rolę odegra wpadka któregoś zespołu z drużyną, która nie musiała, ale akurat chciało jej się chcieć.

Zagębie powalczy o szóste miejsce, czy już myśli o kolejnych rozgrywkach?/fot.  PressFocus

Co by było, gdyby w tym sezonie wciąż obowiązywał system ESA 37? Podział punktów bez wątpienia promował słabsze zespoły. Można było kopać się w czoło przez 30 kolejek, po czym liczyć na ułańską szarżę w ostatnich 7 spotkaniach i to też poniekąd prowadziło do różnego rodzaju patologii. Niemniej – o ile było ciekawiej?! Z zachowaniem podziału punktów tabela grupy mistrzowskiej wyglądałaby dziś tak:

Lech 31
Jagiellonia 30
Legia 30
Wisła P. 29
Górnik 27
Korona 26
Zagłębie 25
Wisła K. 23

A spadkowej tak:

Cracovia 24
Śląsk 22
Arka 20
Pogoń 20
Lechia 19
Piast 16
Sandecja 16
Termalika 15

Dla postronnego kibica – petarda! Czy twierdzę, że poprzedni system powinien zostać przywrócony? Nie. Uważam, że był ciekawszy, nie lepszy. Idealnego jak nie było, tak nigdy nie wymyślimy. Piłkarze zawsze pozostaną piłkarzami. Ludźmi, podobnie jak wszyscy inni, potrzebującymi kija i marchewki.