- Tato, a dlaczego zawsze kibicujemy biedniejszym? – zapytałem kiedyś ojca podczas jednego z tych meczów, w których nie grał ani polski klub, ani reprezentacja Polski, ani nawet któryś z kadrowiczów. Gdy było nam obojętne, czy wygra Bayern albo Manchester United, ale nie wypadało nawet nie oglądać finału Ligi Mistrzów – ściskaliśmy kciuki za słabszych, biedniejszych, kopciuszków. Za pisanie pięknych historii, których – pomimo fontanny pieniędzy w futbolu – nie brakuje do dziś.

Chociaż trzeba przyznać, że nie mamy już do czynienia z pojedynkami „biedny” kontra „bogaty”. Raczej są to starcia tych mniej bogatszych z bardziej bogatszymi, ale nadal widać cienką granicę. Takową dało się wyczuć chociażby na Old Trafford, kiedy ponownie w tym dwumeczu o ćwierćfinał Ligi Mistrzów lepsi okazali się piłkarze Sevilli. Klubu, który na skompletowanie swojej kadry wydał 148 milionów euro. To 24. wynik w Europie, a przecież piłkarze Vincenzo Montelli awansowali do najlepszej ósemki zespołów Starego Kontynentu.

Pieniądze to nie wszystko?

Ostatnie wyniki Ligi Mistrzów nie mogą kwestionować wartości jednej czy drugiej drużyny, ale na pewno są dobrym wyznacznikiem tego, w jakim kierunku niektóre projekty zmierzają. Liczba pieniędzy, jaką trzeba było wydać na to, by zebrać swoją kadrę jest natomiast świetnym odniesieniem w przypadku zakwalifikowania klubu do kategorii „po prostu bogaty” czy „szastający kasą”.

Zanim zaczniemy analizować, kto wyrzucić kasę w błoto, a kto obejrzał po kilka razy awers i rewers każdej monety – ważna uwaga. Bycie bogatym to żaden wstyd ani żadna ujma. To powód do dumy, że ktoś z ogromną liczbą pieniędzy postanowił zainwestować właśnie w nasz klub, a nie ten obok. Większy budżet oznacza większe szanse na trofea, ale na szczęście nie jest to (jeszcze?) równoznaczne. W momencie, gdy postawimy między pieniędzmi i sukcesami znak równości, zgaśnie cała magia futbolu.

Hirek Wrona, kibic Manchesteru United, po odpadnięciu drużyny Mourinho z LM.

Pieniądze są więc w porządku, ale futbol dopóty jest piękny, dopóki o zwycięstwach nie decydują tylko one. Bardzo cieszy więc to, jak ułożyły się ostatnie wyniki Champios League. Już na etapie 1/8 finału odpadły dwie z trzech najbogatszych drużyn w Europie. O drugim Manchesterze United już pisaliśmy, a z elitarnym gronem pożegnali się również piłkarze Paris Saint-Germain. Nie pomogło 222 miliony wydane na Neymara, bo ten w rewanżu nie zagrał z powodu kontuzji. Nie pomogło też w sumie 689 milionów euro (kwota bez 180 milionów za wypożyczonego Mbappe, za którego Paryżanie zapłacą latem) wydanych na skład. Lepsi okazali się „Królewscy” z Madrytu, którzy – pomimo też nie tak tanich zakupów Bale’a czy Ronaldo swego czasu – wydali 120 baniek mniej.

Chelsea biedniejsza od Barcelony

To nie do pomyślenia jeszcze kilka lat temu, ale londyński zespół – wspomagany od kilkunastu lat przez miliardera Romana Abramowicza – przyjechał na Camp Nou w roli zespołu, który został skompletowany za mniejsze pieniądze (499 mln) od rywala tytułującego się ‘Mes que un Club’ (577 mln). Gdyby nie odejście Neymara, a co za tym idzie fortuna wydana na następców, kolejność byłaby odwrotna, ale fakt jest faktem. To Barcelona wydała na drużynę więcej.

W takich przypadkach należy jednak zwrócić uwagę na to, jakim wydana suma transferowa jest procentem jest w porównaniu do wartości piłkarzy, których mamy w kadrze. Im mniejszym – tym lepiej, bo świadczy o tym, że zespół nie został w stu procentach wykupiony na rynku transferowym. Tak jest w przypadku Manchesteru City, który wydał na zawodników najwięcej w Europie (818 mln euro), co jest sumą o 25 mln większą, niż zsumowana wartość wszystkich zawodników wg portalu transfermarkt.de.

Najlepsza trójka w Europie, czyli Barcelona, Real Madryt i Bayern, ten procent mają zdecydowanie niższy niż reszta. Kolejno: 60,4%, 53.7% i 57.7%. Bawarczycy są zresztą jednym z trzech zespołów, które weszły do najlepszej ósemki Ligi Mistrzów nie będąc w takowej, jeśli chodzi o wydaną sumę na wzmocnienia składu. Trzecią, oprócz zespołu Lewandowskiego i hiszpańskiej Sevilli, jest AS Roma. Więcej od klubu Łukasza Skorupskiego na skład wydali m.in. Crystal Palace, Southampton, AC Milan, Borussia Dortmund, Everton czy Arsenal, ale to piłkarze ze stolicy Włoch awansowali do ćwierćfinału LM.

Ściskamy kciuki za takie projekty, jak Atletico Madryt, które w ostatnich latach dwukrotnie awansowało do finału Champions League, a przecież na całą kadrę wydało dokładnie tyle samo co PSG za Neymara. Wartość wszystkich zawodników Rojiblancos na transfermarkt jest niemal trzy razy większa (587 mln euro). Oby takich przypadków było coraz więcej. One pozwalają wierzyć, że losy tytułów nie rozstrzygają się od lipca do końca sierpnia czy też w styczniu, kiedy otwarte są letnie i zimowe okna transferowe.

fot. kadr z filmu „Pieniądze to nie wszystko” Juliusza Machulskiego (2001) 

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem